Kategorie
Dom

DIY smartphone box

Heeeej miły Czytelniku, miła Czytelniczko!

Ale super, że wpadłeś/wpadłaś! 😊 Jak Ci mija Wielki Post? Jak Twoje postanowienia? Ja w tym roku – jak już wspominałam – postawiłam na minimalizm…ale walczę nawet o to! 😅 Cóż, taki rok!

Słuchaj, ja dzisiaj do Ciebie wpadam z pomysłem na DIY!

Wiesz, zaczęło się od tego, że dawno temu wpadłam na bloga The Littles and Me i zauważyłam tam pomysł na pudełko na telefon.

Po co komu pudełko na telefon? – być może się zastanawiasz.

Chodzi o to, żeby wrzucać do środka swój smartfon, żeby nie rozpraszał nas wtedy kiedy tego nie chcemy.

Cóż, w zasadzie to  chyba nigdy nie jest tak, że chcemy, żeby coś nas rozpraszało 😅😅😅 ale chyba wiesz o co mi chodzi, prawda?

Ja jako rodzic jakoś to szczególnie odczuwam, że są takie dni, kiedy ten nos od komórki trudno mi odkleić, a wtedy, przyznajmy to szczerze, czas z rodziną jest taki sobie.

I wtedy, właśnie w takich sytuacjach – wierz lub nie – barrrrrrdzo mi pomaga, kiedy telefonu po prostu nie ma na wierzchu.

No, ale przecież możesz zostawić go w torebce, albo w kieszeni kurtki w przedpokoju, co nie? – może część z Was pomyśli.

No, niby tak. ALE! Jak mam ładny gadżet, który pomaga mi osiągać jakiś cel albo wypracować jakiś nawyk, to idzie mi to ZDECYDOWANIE lepiej. Po prostu chętniej nad tym pracuję. Bo wiem, że korzystam z ładnej rzeczy (bardzo możliwe, że mają tak wszyscy Partnerzy Idealiści 😅), żeby ten cel/nawyk ogarnąć.

Dodatkowo!

Słyszałam, że inni rodzice mają taką tradycję (i nauczyciele też!), że na wejście dzieci (i ich gości) do domu (albo uczniów do klasy), zbierają wszystkie telefony do pudełka/koszyka, żeby zadbać właśnie o zminimalizowanie rozpraszaczy. Żeby dzieci po prostu koncentrowały się na ludziach/lekcji.

No i wyobraźcie sobie, że na mnie też to działa! 😁

Testuję takie pudełko od kilku dni i widzę, że jak już wrzucę do środka telefon, to:

– mam więcej czasu,

– jestem bardziej uważna na potrzeby domowników (też mi eureka :P),

– czas upływa…milej 😊

To tak na zachętę!

Może i Ty potrzebujesz chociaż trochę skrócić czas spędzony przed telefonem? Może zabierzesz się wreszcie za jakąś „ropuchę” z listy zadań do zrobienia? Może sięgniesz po te farby i pędzle, które „czekają na emeryturę”? (ja takie mam! 😅) A może…w Wielkim Poście sięgniesz po Pismo Święte, albo lekturę duchową?

Taki genialny w swojej prostocie gadżet może naprawdę pomóc!

No to co, spróbujesz? 😉

DIY smartphone box

Co Ci będzie potrzebne:

  1. Pudełko, oczywiście – z otwieranym wieczkiem: może być po butach, a może być takie prezentowe. Ja kupiłam w Nanu-Nana;
  2. Linijka i ołówek;
  3. Nożyk lub nożyczki – do wycinania otworu;
  4. Taśma klejąca/washi tape – przeźroczysta lub kolorowa, do obklejenia otworu;
  5. Ozdoby: papier pakowy ozdobny, naklejki, czego dusza zapragnie.

A może zapragnie dodać motywujący napis na pudełko?

Jeśli tak, na dole dodaję linki do propozycji do wydrukowania 😊

To teraz, co trzeba zrobić:

  1. Zmierz swój smartfon. Otwór w pudełku będziesz robił z zapasem, np. 1 cm, żeby wygodniej się wkładało telefon do środka. Sprawdź czy zmieścisz otwór równolegle do boków pudełka, czy lepiej go zrobić po przekątnej (jak u mnie).
  2. Zaznacz linijką i ołówkiem otwór na wieczku i nożyczkami lub nożykiem (takim wysuwanym z Castoramy, albo nożykiem do prac ręcznych z Tigera) wytnij go.
  3. Jeśli ozdabiasz pudełko papierem pakowym to teraz jest ten moment 😊 odrysuj i wytnij odpowiednie kawałki papieru i poprzyklejaj je taśmą klejącą. Osobno wieczko i reszta pudełka! (chcemy je móc otwierać, eventually 😉). Na końcu wytnij w papierze otwór…w miejscu otworu w wieczku pudełka 😉 .
  4. Zabezpiecz brzegi otworu taśmą klejącą lub washi tape, żeby się nie strzępił, nie drapał, wyglądał bardziej estetycznie i żeby papier ozdobny przylegał do reszty pudełka.
  5. Na koniec ozdób pudełko wedle upodobania. Jeśli chcesz, napisz lub przyklej jakiś motywujący cytat 😊 Na przykład:

„Moje życie jest zbyt piękne, by je spędzić w telefonie”.

albo

„All we have to decide is what to do with the time that is given to us”. – J.R.R. Tolkien

albo znane i prawdziwe:

„Carpe diem”.

Wszystkie trzy cytaty do wydrukowania pobierzesz tu.

Et voilà!

No to teraz postaw swoje pudełko w przedpokoju, albo w salonie, albo w innym dobrze przemyślanym miejscu 😉 i kiedy wchodzisz po pracy, albo kiedy rodzinka wraca z pracy i przedszkola czy szkoły, albo po prostu wtedy, kiedy zwykle masz tendencję do scrollowania, wrzuć telefon przez otwór do środka. I celebruj codzienność.

Powodzenia!

A może  Wy macie jakieś pomysły na inne cytaty, które można by napisać/przykleić na takie pudełko? Dajcie znać w komentarzach! 😊

Kategorie
Dom

8 low-key pomysłów dla dzieci na Wielki Post

Heeeeeeej! 😄

Cześć, kochany Czytelniku, kochana Czytelniczko!

Jak leci? Jak postanowienia wielkopostne?

Jeśli wymiatasz, to chapeau bas! A jeśli jeszcze ich nie ogarnąłeś/nie ogarnęłaś, to nic się nie martw! Możesz zacząć w każdej chwili 😊

Dzisiaj wrzucam coś na Wielki Post dla milusińskich! Możesz z tego skorzystać zarówno jeśli jesteś rodzicem jak i jeśli jesteś CHRZESTNYM/ciocią/wujkiem/etc. i masz okazję odwiedzić swojego chrześniaka/siostrzenicę/bratanka/etc. przed Wielkanocą.

Ja Ci tu pokażę, mój Drogi, moja Droga, listę 8 pomysłów na to, co porobić z dzieckiem w czasie Wielkiego Postu, jak je przygotować do Wielkanocy, ALE będą to rzeczy, przy których jest naprawdę małoooooo roboty. 🙌

Ja sama mam teraz taki intensywny czas, że nie narzucam sobie nierealistycznych postanowień wielkopostnych i to samo robię dzieciom: minimalizm. Dlatego też pomysły będą low-key: bez spiny, na spokojnie, bez całej listy niezbędnych półfabrykatów. Nie narobisz się przy nich! A jestem pewna, że realizując któryś z nich ciut przybliżysz dziecku znaczenie Wielkiego Postu.

No to jedziemy!

8 low-key pomysłów dla dzieci na Wielki Post

(Wymagających niewielkiego lub żadnego wysiłku ze strony rodziców (pod względem czasu i zasobów 😉) Przewidziane dla przedszkolaków, ale przetestuj i na swoim podstawówkowiczu!)

1) Domowa Droga Krzyżowa

To się u nas powoli zmienia, ale przez ostatnie 3 lata Msze niedzielne z naszymi dziećmi były ogromnie wyczerpujące. Na myśl o tym, że miałabym jeszcze zabierać je w piątek, zmęczona po pracy, na Drogę Krzyżową do kościoła…cóż, jeszcze nie czuję się na siłach 😅 ALE! Ostatnio zadziałała u nas alternatywa: wydrukowałam obrazki ze stacjami drogi krzyżowej, dzieci je pokolorowały i poprzyklejały taśmą w różnych miejscach w naszym mieszkaniu (zachowując kolejność 😉). Potem jedno dostało świecę (ja pomagałam trzymać), drugie dostało krzyżyk ściągnięty znad drzwi i szliśmy sobie po kolei od stacji do stacji. Modlitwa była naprawdę króciutka: nazwa stacji + „Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste…” + jedno zdanie podziękowania/przepraszania/proszenia + chwila ciszy (ha! Jeśli się da 😅 możesz wtedy również odpowiadać na pytania jakim cudem odbicie twarzy Pana Jezusa znalazło się na chuście św.Weroniki 😁).

Jasne, że były po drodze rozproszenia i było totalnie nieidealnie, i zmiany tematu itd., ale mieliśmy czas. Nikt nas nie poganiał. Mogłam spokojnie odpowiadać na serię pytań i ze spokojem zachęcać do dalszej drogi i modlitwy. Naprawdę mocno polecam.

Stacje Drogi Krzyżowej do pokolorowania możecie znaleźć:

na stronie nr 1,

na stronie numer 2,

na stronie nr 3.

2) Czytanie Pisma Świętego dla dzieci

Niby banał, ale jak często to robimy? A wybór Biblii dla dzieci jest naprawdę spory! Sięgnijcie np. po „Biblię w obrazkach dla najmłodszych” – ma pytania do każdego zilustrowanego fragmentu Pisma Świętego, czyta się naprawdę przyjemnie. Subtelnie zasugerujcie fragmenty o kuszeniu na pustyni, wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy i inne z okresu Wielkiego Postu. A potem pochwalcie dziecko jaki świetny pomysł miało 😅

3) Modlitwa różańcowa – tajemnice bolesne

Czwartek wieczór, szykujemy się do wieczornej modlitwy rodzinnej, a Łucja jęczy, że „o nieeee, tylko nie modlitwa…” (tia… 😅), a ja na to, niezrażona: „wiesz co, Łucka, a może sama wybierzesz jaką modlitwą dzisiaj się wszyscy pomodlimy. Może piosenka? A może pomodlimy się na różańcu, co? Masz taki ładny różaniec, a w ogóle go nie używasz”. Łucja robi wielkie oczy, bo oczywiście zapomniała o różańcu w kolorze różowej pudrówki, na który mnie kiedyś naciągnęła. Przyniosłam kilka różańców do wyboru, Hubert też cały zaaferowany wybrał dla siebie, potem jeszcze było „a zamienisz się?” 😂 i zaczęliśmy odmawiać dziesiątkę różańca, po kolei każdy po zdrowaśce.

O mamo, jak moje dzieci się wkręciły! Szok!

Od tamtej pory Hubert jeszcze kilka razy proponował, żeby różańcem się pomodlić.

Mega.

A w Wielkim Poście można się skupić na tajemnicach bolesnych. Rodzina Franków poleca!

4) Rekolekcje online dla dzieci

Nie wiem czy uda się namówić dzieci na rekolekcje online ZAMIAST bajki, ale myślę, że jest spora szansa na rekolekcje jako DODATEK do bajki 😉

Sprawdźcie czy w Waszej diecezji są może jakieś organizowane – ja póki co znalazłam takie rekolekcje dla dzieci na kanale Oddanie33.

Może to też dobry czas, żeby zacząć oglądać Pandziochy? Łucja bardzo lubi. Odcinek 88 jest o Wielkim Poście 😉

5) Jałmużna – przelew na cele charytatywne

Pamiętam jak rok temu miałam w sobie takie poczucie misji 😁, że ja oto teraz w tym Wielkim Poście stawiam na uczynki miłosierdzia względem ciała i względem duszy. I że włączam w to dzieci. A zaraz potem wybuchła pandemia i moje ambitne plany pt. „ach, czego my to nie zdziałamy, gdzie my nie pojedziemy, komu my nie pomożemy” wzięły z grubsza w łeb. Ale! Pamiętam do tej pory jak robiliśmy z Łucją i Hubertem przelew na budowę studni w Burkina Faso. Obejrzeliśmy filmik o całej akcji, o sytuacji mieszkańców – córka była bardzo przejęta, że ludzie muszą tak daleko po wodę chodzić. Porozmawiałyśmy o tym, że my mamy wodę i jakie dzięki temu życie jest wygodne. Łucka pomagała klikać przy robieniu przelewu, więc brała w tym czynny udział 😉 BARDZO polecamy.

Możecie looknąć na stronę Fundacji Sięgnij Nieba,

albo poszukać jaki inny cel moglibyście pomóc finansowo.

6) Zasłonienie krzyżów w domu fioletowym materiałem

Od 5. niedzieli Wielkiego Postu w kościołach wszystkie krzyże są zasłonięte fioletową tkaniną. A czemużby nie wprowadzić podobnej tradycji do domu? Może masz na dnie szuflady jakieś niepotrzebne skrawki fioletowego materiału albo mijasz na trasie spacerowej/do pracy pasmanterię: zaopatrz się w tkaninę i razem z dziećmi pozasłaniajcie wszystkie krzyże w domu – dokładnie od 21 marca do końca obchodów Męki Pańskiej w Wielki Piątek.

7) Rodzinna adoracja krzyża

Znajomi podsunęli pomysł, który praktykują u siebie: rodzinną adorację krzyża. Zapalają świece, stawiają krzyż na stole i po prostu trwają w ciszy.

Jako małżeństwo 😊

Bo jak są dzieci i znajdzie się moment ciszy w czasie adoracji, to ja bym to zaliczyła jako ogrooooomny sukces 😂. Ale jeszcze nic straconego! Można przecież tak to po prostu, w ramach np. modlitwy wieczornej razem dziećmi choćby krótko pomodlić się przy tak wyeksponowanym krzyżu. Dla nich to jest ZAWSZE nowość, coś ciekawego. Mogą pomóc też posprzątać ze stołu (ha! 🙌) i ustawić krzyż i świeczki. Dla mnie rewelacja.

8) Słoik z fasolkami

To jest hit. HIT, powiadam. Wisienka na torcie całej listy 🍒.

Pomysł zaczerpnięty z genialnego źródła: „The Catholic All Year Compendium” Kendry Tierney.

Potrzebny będzie duży słoik i opakowanie suchej fasoli.

Za każdy dobry uczynek w czasie Wielkiego Postu, albo za każde wyrzeczenie, dziecko wrzuca do słoika ziarno fasoli.

Wersja dla rodzeństwa: za każdy ZAUWAŻONY dobry uczynek/wyrzeczenie autorstwa nie swojego, tylko właśnie brata albo siostry też dziecko wrzuca fasolkę! Np. jeśli Łucja zauważy i zgłosi, że Hubert bez marudzenia dał jej do zabawy swoją własną zabawkę, to Łucja wrzuca dla niego fasolkę.

I UWAGA!!

W poranek Wielkanocny słoik z suchą fasolą zamienia się w słoik z (czymkolwiek, really) żelkami-fasolkami, cukierkami, ciasteczkami własnej roboty!

I to nie koniec! 😄

W okresie wielkanocnym dziecko może WYJĄĆ sobie jeden przysmak ze słoika RÓWNIEŻ za dobry uczynek lub wyrzeczenie 😊 (lub zauważenie tego u rodzeństwa).

Czyż to nie jest GENIALNE???

Niech dobre zachowania i nawyki będą kultywowane również PO Wielkim Poście 😉

I co Wy na taką listę? Macie jakieś inne pomysły na low-key aktywności dla dzieci na Wielki Post? 😊 Dajcie znać w komentarzu!

Kategorie
Dom

Wieniec wielkanocny + podsumowanie Wielkiego Postu

Czeeeść! 😊 Ale rewelacja, że tu zaglądasz!

Korci mnie, żeby przywitać Cię klasycznym „Święta, Święta i po Świętach”, ale mamy jeszcze Poniedziałek Wielkanocny, więc byłoby to zupeeełnie nieprzyzwoite. No i śmigus-dyngus! Ha! Pamiętasz jeszcze o tej tradycji? Kogo dzisiaj oblałeś lub oblałaś wodą? Może chociaż kota? Albo kwiatka? Z kwiatkiem zawsze wygrasz taką bitwę, pamiętaj 😉

Słuchaj, dzisiaj pokażę Ci jaki wymyśliłam i zrobiłam wieniec na Wielkanoc, ALE. Zdecydowałam, że nie chcę się jakoś wybitnie rozwodzić nad jego konstrukcją i instrukcją, tylko pokażę i skomentuję zdjęcia, a tak naprawdę podzielę się z Tobą takim moim podsumowaniem Wielkiego Postu. Jeśli jesteś wierzący/wierząca, to pewnie nawet mimowolnie myślisz o tym jak ten czas minął u Ciebie. A może poświęciłeś lub poświęciłaś ciut więcej czasu, żeby się temu okresowi przyjrzeć?

Love.
On Cię kocha, wiesz?

Jaki był dla mnie ten Wielki Post?

To, że był DZIWNY brzmi jak totalny banał, bo aktualnie życie W OGÓLE jest dziwne i to dla każdego.

Wiesz, to nie jest tak, że jak ktoś już zdobywa się na odwagę i deklaruje wszem i wobec, że jest wierzący, zakłada bloga chrześcijańsko-lifestyle’owego i gada o Jezusie na Instagramie i fb, to znaczy, że jego życie układa się rewelacyjnie, jest non stop na „haju duchowym” i czuje, że może góry przenosić.

Nie zawsze tak jest. A w moim przypadku, za często tak nie jest.

Potrzebne (pół)produkty: wieniec z gałązek handmade lub kupny z gałązek winobluszczu, krzyż (ja swój robiłam z listwy drewnianej z Castoramy, pomalowałam farbą do drewna i skleiłam klejem, również do drewna ;)), kawałek białego materiału lub szerszej wstążki, sztuczne kwiaty, pistolet na gorący klej (z wkładami), żyłka wędkarska, tyci sekator i nożyczki do obcinania czego trzeba.

Weźmy pod lupę moje postanowienia wielkopostne:

  1. Modlitwa: codziennie Pismo Święte (czytania z dnia) + przynajmniej jedna dziesiątka różańca w drodze do pracy (Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne. Teraz do pracy mam 2 metry – odległość między łóżkiem a stołem),
  2. Post: niejedzenie słodyczy w czasie Wielkiego Postu,
  3. Jałmużna: uczynki miłosierdzia względem ciała – przynajmniej jeden w tygodniu.

Jak to już chyba wspominałam na Insta: najlepiej mi wychodziło niejedzenie słodyczy.

Co dla takiej wielbicielki wszelkiego słodkiego jak ja i tak jest mega osiągnięciem.

ALE! Jak popatrzę na moją modlitwę, to po raz kolejny widzę jak wybicie z regularności, z pewnej rutyny codziennej automatycznie wpływa na jakość mojej modlitwy, a czasem w ogóle na jej występowanie. Też tak masz?

No i moje (w zamiarze) wspaniałe i JAKŻE szlachetne uczynki miłosierdzia względem ciała. No pomysł był iście genialny! Raz w tygodniu robić coś dla innych, dla tych, z którymi być może nie mam na co dzień kontaktu, dla tych, o których być może w ogóle na co dzień nie myślę. A może nawet mało kto o nich myśli.

Uwaga, sprawdzamy bilans:

Tygodni Wielkiego Postu: 6.

Liczba uczynków: 3.

Coś mi się tu nie kalkuluje… 🤔

No, może powinnam się cieszyć, że w ogóle były te uczynki. Ale kurrrka wodna! Miało być tak pięknie…

To pokazuje mi tylko, jak za rzadko godzę się na to, jeśli Pan Bóg ma inny plan dla mnie – nawet w takim kontekście jak przeżywanie Wielkiego Postu. Ja sobie tak oto wspaniale zaplanowałam w jaki sposób chcę być bliżej Niego, a On mi tak z czułością i miłością dał takiego małego PSTRYCZKA w nos 👃. Często mi daje. Na początku trochę się na Niego gniewam jak małe, naburmuszone dziecko na swojego tatę, ale z czasem czuję wdzięczność za taki pstryczek. I przyznaję Mu rację.

Co zobaczyłam u siebie w czasie tego – zdawać by się mogło „zepsutego” – Wielkiego Postu:

  1. Znowu planuję nad wyraz.

Planować uwielbiam. I nie chodzi o to, żeby z planowania rezygnować. Ale żeby nie trzymać się go kurczowo i za wszelką cenę, tylko dać przestrzeń Panu Bogu na Jego własne zdanie.

Ja przeczuwałam, że za dużo biorę na siebie jeśli chodzi o postanowienia wielkopostne, do tego zdrapka wielkopostna (zdrapywana, niekoniecznie realizowana) i o! Proszę bardzo, mamy gotowy przepis na jakieś poczucie porażki. A gdybym tak następnym razem zapytała, w czasie NIESPIESZNEJ modlitwy, co On by chciał, żeby było moim postanowieniem wielkopostnym? Hę?

2. Nie jestem tu i teraz – za mało uważności.

Ileż to razy nie dość, że myśli wybiegały w przyszłość, to jeszcze oczy były przyklejone do komórki…

Ty też? Ale wiesz co, mało mnie to pociesza. Ale thanks anyway.

OK, wiem, że mam tendencję do bycia surową dla samej siebie. To scrollowanie na Instagramie jest mi naprawdę potrzebne, nie tylko, żeby się odmóżdżyć, ale żeby się zainspirować i wchodzić w kontakty międzyludzkie w onlineświecie. Ja przecież również na Insta tworzę. I na fb i na blogu.

Jednocześnie, lepiej by po prostu było, gdybym wymyśliła jakieś granice. I potem odkładała komórkę, i więcej była tu i teraz. Częściej obserwowała dzieci jak się bawią, jakie są interakcje między nimi. Przecież jak to robię, to daje mi to mnóstwo przyjemności. I jestem wtedy obecna.

3. Za mało służę.

To pewnie temat na terapię 😂 a nie na wpis na bloga, więc nadmienię tu tylko, że czuję, że wynika to przynajmniej w części z punktu 1 i 2. Zbyt ambitne planowanie, nieobecność myślami i voila! Jakoś na służbę nie ma czasu i energii.

No dobra, to się trochę pobiczowałam, jakby to powiedział mój mąż, a ja bym odpowiedziała, że to żadne biczowanie, tylko obiektywne stwierdzenie stanu rzeczy 😂 , w każdym razie nie ma co na tym kończyć, Teraz trzeba się zastanowić:

Jak to naprawić?:

Po pierwsze i najważniejsze! Trzeba sobie uświadomić, że bez Jezusa to ja nic nie mogę! Bez Jezusa to ja mogę sobie samej pokazać figę z makiem! O! Ja sobie mogę rozpisywać plany naprawcze dla siebie, układać strategię na nawrócenie, a i tak może to NIC, absolutnie NIC nie przynieść, jeśli tego nie oddam Bogu.

Zatem pierwsze co chcę zrobić teraz, w nowym okresie liturgicznym, to wszystko to złożyć u stóp Zmartwychwstałego. To jest ten właściwy start. Od tego właśnie, od tego oddania się powinny wychodzić wszystkie moje dalsze czyny.

Bo czyny są potrzebne. Konkrety.

Św. Tomasz z Akwinu pisał, że:

Łaska buduje na naturze.

Czyli nie mogę jedynie modlić się i zostawiać Panu Bogu działanie, żeby mnie zmieniał. I potem rozsiąść się wygodnie w fotelu i czekać na efekty 🛋. Oczywiście, bez łaski to ja NIC nie zrobię. Jednocześnie chcę współpracować z Bogiem nad moją NATURĄ. Chcę zawalczyć o bycie bardziej do Niego podobną.

I montuję na drzwiach. Wieniec wisi na żyłce – lubię taki prawie niewidzialny „sznurek”.

Konkrety, z którymi chcę poeksperymentować, czyli działać, obserwować i dawać Panu Bogu pole na Jego zmiany to:

  1. Wracać do źródła: codzienna modlitwa rano zanim wszyscy wstaną – czytanie Słowa Bożego.

To jest teraz rozregulowane. A codzienny kontakt z Pismem Świętym jest dla mnie absolutnie fundamental. Czym ja mam się karmić, jeśli nie tym (tym bardziej teraz)? Czyli wstawać pół godziny wcześniej niż zazwyczaj, po to by doprowadzić swój mózg do jako takiego stanu używalności, przywitać się z moim Stwórcą i chociaż przez 15 min poczytać i porozważać fragment z tego co do mnie napisał.

2. Poeksperymentować z „wychodnym do auta” (garaż się nie nadaje).

Żeby przyzwoicie prowadzić bloga, śledzić Instagrama i generalnie tworzyć w sieci potrzebuję regularnych bloków czasowych, żeby skupić się na zadaniach z tym związanych. W ciszy i spokoju. Ponieważ mamy 2 pokoje, dwójkę dzieci i psa oraz pandemię, #zostańwdomu, pozamykane knajpki i chłodny box garażowy, w którym nie ma za bardzo gdzie usiąść, spróbuję pracować nad blogiem w aucie 🚗. Ha! Brzmi jak jakiś kawał. Ale mówię o tym całkiem serio. Patrzcie jaka oszczędność czasu: nie muszę nigdzie dojeżdżać, wychodzę na 2 h do auta na parkingu i lecę z koksem. Co mi to da? Nie mówię, że całkowicie zniweluje, ale na pewno ograniczy moje scrollowanie w domu i ułatwi mi bycie tu i teraz. Bo jak kończę jakąś pracę z blogiem związaną, to do rodziny wracam na endorfinowych skrzydłach ❤

3. Czytać więcej książek parentingowych (więcej nie znaczy TYLKO książki parentingowe).

Kiedyś czytałam regularnie, teraz tylko wtedy kiedy mam absolutny kryzys i czuję, że już zupełnie nie rozumiem mojej 4,5-latki. A nie sztuka sięgać po takie lektury, kiedy trzeba gasić pożar. Nikogo nie muszę przekonywać, że lepsza jest prewencja. A jak lepiej będę rozumiała, to bardzo na to liczę, że pomoże mi to lepiej też służyć jako mama. Pozwólcie, że sobie to uSMARTowię offline’owo 😉

A poniżej córcia zrobiła swój. To znaczy: córcia miała wizję, mama kleiła i zawieszała.
„Moim NA PEWNO będą się WSZYSCY ZACHWYCAĆ” – chyba z dziesięć razy usłyszałam. Jak już skończyłam 😂

Panie Jezu, co Ty na to? Spróbujemy?

A jak u Was Wielki Post? Jak Wasze założenia versus rzeczywistość? Chętnie posłucham, zainspiruję się 😊 Piszcie!