Kategorie
Dom

Wieniec wielkanocny + podsumowanie Wielkiego Postu

Czeeeść! 😊 Ale rewelacja, że tu zaglądasz!

Korci mnie, żeby przywitać Cię klasycznym „Święta, Święta i po Świętach”, ale mamy jeszcze Poniedziałek Wielkanocny, więc byłoby to zupeeełnie nieprzyzwoite. No i śmigus-dyngus! Ha! Pamiętasz jeszcze o tej tradycji? Kogo dzisiaj oblałeś lub oblałaś wodą? Może chociaż kota? Albo kwiatka? Z kwiatkiem zawsze wygrasz taką bitwę, pamiętaj 😉

Słuchaj, dzisiaj pokażę Ci jaki wymyśliłam i zrobiłam wieniec na Wielkanoc, ALE. Zdecydowałam, że nie chcę się jakoś wybitnie rozwodzić nad jego konstrukcją i instrukcją, tylko pokażę i skomentuję zdjęcia, a tak naprawdę podzielę się z Tobą takim moim podsumowaniem Wielkiego Postu. Jeśli jesteś wierzący/wierząca, to pewnie nawet mimowolnie myślisz o tym jak ten czas minął u Ciebie. A może poświęciłeś lub poświęciłaś ciut więcej czasu, żeby się temu okresowi przyjrzeć?

Love.
On Cię kocha, wiesz?

Jaki był dla mnie ten Wielki Post?

To, że był DZIWNY brzmi jak totalny banał, bo aktualnie życie W OGÓLE jest dziwne i to dla każdego.

Wiesz, to nie jest tak, że jak ktoś już zdobywa się na odwagę i deklaruje wszem i wobec, że jest wierzący, zakłada bloga chrześcijańsko-lifestyle’owego i gada o Jezusie na Instagramie i fb, to znaczy, że jego życie układa się rewelacyjnie, jest non stop na „haju duchowym” i czuje, że może góry przenosić.

Nie zawsze tak jest. A w moim przypadku, za często tak nie jest.

Potrzebne (pół)produkty: wieniec z gałązek handmade lub kupny z gałązek winobluszczu, krzyż (ja swój robiłam z listwy drewnianej z Castoramy, pomalowałam farbą do drewna i skleiłam klejem, również do drewna ;)), kawałek białego materiału lub szerszej wstążki, sztuczne kwiaty, pistolet na gorący klej (z wkładami), żyłka wędkarska, tyci sekator i nożyczki do obcinania czego trzeba.

Weźmy pod lupę moje postanowienia wielkopostne:

  1. Modlitwa: codziennie Pismo Święte (czytania z dnia) + przynajmniej jedna dziesiątka różańca w drodze do pracy (Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne. Teraz do pracy mam 2 metry – odległość między łóżkiem a stołem),
  2. Post: niejedzenie słodyczy w czasie Wielkiego Postu,
  3. Jałmużna: uczynki miłosierdzia względem ciała – przynajmniej jeden w tygodniu.

Jak to już chyba wspominałam na Insta: najlepiej mi wychodziło niejedzenie słodyczy.

Co dla takiej wielbicielki wszelkiego słodkiego jak ja i tak jest mega osiągnięciem.

ALE! Jak popatrzę na moją modlitwę, to po raz kolejny widzę jak wybicie z regularności, z pewnej rutyny codziennej automatycznie wpływa na jakość mojej modlitwy, a czasem w ogóle na jej występowanie. Też tak masz?

No i moje (w zamiarze) wspaniałe i JAKŻE szlachetne uczynki miłosierdzia względem ciała. No pomysł był iście genialny! Raz w tygodniu robić coś dla innych, dla tych, z którymi być może nie mam na co dzień kontaktu, dla tych, o których być może w ogóle na co dzień nie myślę. A może nawet mało kto o nich myśli.

Uwaga, sprawdzamy bilans:

Tygodni Wielkiego Postu: 6.

Liczba uczynków: 3.

Coś mi się tu nie kalkuluje… 🤔

No, może powinnam się cieszyć, że w ogóle były te uczynki. Ale kurrrka wodna! Miało być tak pięknie…

To pokazuje mi tylko, jak za rzadko godzę się na to, jeśli Pan Bóg ma inny plan dla mnie – nawet w takim kontekście jak przeżywanie Wielkiego Postu. Ja sobie tak oto wspaniale zaplanowałam w jaki sposób chcę być bliżej Niego, a On mi tak z czułością i miłością dał takiego małego PSTRYCZKA w nos 👃. Często mi daje. Na początku trochę się na Niego gniewam jak małe, naburmuszone dziecko na swojego tatę, ale z czasem czuję wdzięczność za taki pstryczek. I przyznaję Mu rację.

Co zobaczyłam u siebie w czasie tego – zdawać by się mogło „zepsutego” – Wielkiego Postu:

  1. Znowu planuję nad wyraz.

Planować uwielbiam. I nie chodzi o to, żeby z planowania rezygnować. Ale żeby nie trzymać się go kurczowo i za wszelką cenę, tylko dać przestrzeń Panu Bogu na Jego własne zdanie.

Ja przeczuwałam, że za dużo biorę na siebie jeśli chodzi o postanowienia wielkopostne, do tego zdrapka wielkopostna (zdrapywana, niekoniecznie realizowana) i o! Proszę bardzo, mamy gotowy przepis na jakieś poczucie porażki. A gdybym tak następnym razem zapytała, w czasie NIESPIESZNEJ modlitwy, co On by chciał, żeby było moim postanowieniem wielkopostnym? Hę?

2. Nie jestem tu i teraz – za mało uważności.

Ileż to razy nie dość, że myśli wybiegały w przyszłość, to jeszcze oczy były przyklejone do komórki…

Ty też? Ale wiesz co, mało mnie to pociesza. Ale thanks anyway.

OK, wiem, że mam tendencję do bycia surową dla samej siebie. To scrollowanie na Instagramie jest mi naprawdę potrzebne, nie tylko, żeby się odmóżdżyć, ale żeby się zainspirować i wchodzić w kontakty międzyludzkie w onlineświecie. Ja przecież również na Insta tworzę. I na fb i na blogu.

Jednocześnie, lepiej by po prostu było, gdybym wymyśliła jakieś granice. I potem odkładała komórkę, i więcej była tu i teraz. Częściej obserwowała dzieci jak się bawią, jakie są interakcje między nimi. Przecież jak to robię, to daje mi to mnóstwo przyjemności. I jestem wtedy obecna.

3. Za mało służę.

To pewnie temat na terapię 😂 a nie na wpis na bloga, więc nadmienię tu tylko, że czuję, że wynika to przynajmniej w części z punktu 1 i 2. Zbyt ambitne planowanie, nieobecność myślami i voila! Jakoś na służbę nie ma czasu i energii.

No dobra, to się trochę pobiczowałam, jakby to powiedział mój mąż, a ja bym odpowiedziała, że to żadne biczowanie, tylko obiektywne stwierdzenie stanu rzeczy 😂 , w każdym razie nie ma co na tym kończyć, Teraz trzeba się zastanowić:

Jak to naprawić?:

Po pierwsze i najważniejsze! Trzeba sobie uświadomić, że bez Jezusa to ja nic nie mogę! Bez Jezusa to ja mogę sobie samej pokazać figę z makiem! O! Ja sobie mogę rozpisywać plany naprawcze dla siebie, układać strategię na nawrócenie, a i tak może to NIC, absolutnie NIC nie przynieść, jeśli tego nie oddam Bogu.

Zatem pierwsze co chcę zrobić teraz, w nowym okresie liturgicznym, to wszystko to złożyć u stóp Zmartwychwstałego. To jest ten właściwy start. Od tego właśnie, od tego oddania się powinny wychodzić wszystkie moje dalsze czyny.

Bo czyny są potrzebne. Konkrety.

Św. Tomasz z Akwinu pisał, że:

Łaska buduje na naturze.

Czyli nie mogę jedynie modlić się i zostawiać Panu Bogu działanie, żeby mnie zmieniał. I potem rozsiąść się wygodnie w fotelu i czekać na efekty 🛋. Oczywiście, bez łaski to ja NIC nie zrobię. Jednocześnie chcę współpracować z Bogiem nad moją NATURĄ. Chcę zawalczyć o bycie bardziej do Niego podobną.

I montuję na drzwiach. Wieniec wisi na żyłce – lubię taki prawie niewidzialny „sznurek”.

Konkrety, z którymi chcę poeksperymentować, czyli działać, obserwować i dawać Panu Bogu pole na Jego zmiany to:

  1. Wracać do źródła: codzienna modlitwa rano zanim wszyscy wstaną – czytanie Słowa Bożego.

To jest teraz rozregulowane. A codzienny kontakt z Pismem Świętym jest dla mnie absolutnie fundamental. Czym ja mam się karmić, jeśli nie tym (tym bardziej teraz)? Czyli wstawać pół godziny wcześniej niż zazwyczaj, po to by doprowadzić swój mózg do jako takiego stanu używalności, przywitać się z moim Stwórcą i chociaż przez 15 min poczytać i porozważać fragment z tego co do mnie napisał.

2. Poeksperymentować z „wychodnym do auta” (garaż się nie nadaje).

Żeby przyzwoicie prowadzić bloga, śledzić Instagrama i generalnie tworzyć w sieci potrzebuję regularnych bloków czasowych, żeby skupić się na zadaniach z tym związanych. W ciszy i spokoju. Ponieważ mamy 2 pokoje, dwójkę dzieci i psa oraz pandemię, #zostańwdomu, pozamykane knajpki i chłodny box garażowy, w którym nie ma za bardzo gdzie usiąść, spróbuję pracować nad blogiem w aucie 🚗. Ha! Brzmi jak jakiś kawał. Ale mówię o tym całkiem serio. Patrzcie jaka oszczędność czasu: nie muszę nigdzie dojeżdżać, wychodzę na 2 h do auta na parkingu i lecę z koksem. Co mi to da? Nie mówię, że całkowicie zniweluje, ale na pewno ograniczy moje scrollowanie w domu i ułatwi mi bycie tu i teraz. Bo jak kończę jakąś pracę z blogiem związaną, to do rodziny wracam na endorfinowych skrzydłach ❤

3. Czytać więcej książek parentingowych (więcej nie znaczy TYLKO książki parentingowe).

Kiedyś czytałam regularnie, teraz tylko wtedy kiedy mam absolutny kryzys i czuję, że już zupełnie nie rozumiem mojej 4,5-latki. A nie sztuka sięgać po takie lektury, kiedy trzeba gasić pożar. Nikogo nie muszę przekonywać, że lepsza jest prewencja. A jak lepiej będę rozumiała, to bardzo na to liczę, że pomoże mi to lepiej też służyć jako mama. Pozwólcie, że sobie to uSMARTowię offline’owo 😉

A poniżej córcia zrobiła swój. To znaczy: córcia miała wizję, mama kleiła i zawieszała.
„Moim NA PEWNO będą się WSZYSCY ZACHWYCAĆ” – chyba z dziesięć razy usłyszałam. Jak już skończyłam 😂

Panie Jezu, co Ty na to? Spróbujemy?

A jak u Was Wielki Post? Jak Wasze założenia versus rzeczywistość? Chętnie posłucham, zainspiruję się 😊 Piszcie!