Kategorie
Dom

Letni wieniec tropikalny

Czeeeeść 😊

Miło mi Cię gościć na moim blogu!

Co tydzień zastanawiam się czy przypadkiem poprzednim razem nie witałam Cię tymi samymi słowami 😂

Czekaj, zerknę.

Nie, tydzień temu było inaczej, uff! 😅

Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko!
Jak widzisz post pojawił się nieco później i zastanawiam się ilu z Was pomyślało sobie „co ta Benia szykuje, że potrzebuje aż tyle czasu na przygotowanie posta?…” 😂

Hmm, no cóż.

Benia nie przygotowała sążnej rozkminy na poważne religijne tematy, nie będzie to też entuzjastyczna recenzja książki zmieniającej wszem i wobec moje postępowanie…dzisiaj będzie po prostu #handmade #diy #homedecor.

Kurczę, powiem Ci, że prowadzenie bloga mega dużo mnie uczy – takich rzeczy, które na pierwszy rzut oka nie są jakoś baaardzo powiązane z taką działalnością czy zobowiązaniem.

Bo uczy mnie na przykład odpuszczania (niektórym przychodzi to naturalnie 🤪. Mnie nie). Priorytetyzowania. Pokazuje mi prawdę o mnie: ile z tych moich wzniosłych deklaracji o priorytetach życiowych zostaje w mojej idealistycznej głowie, a ile z tego tak naprawdę widać na co dzień w moich decyzjach?

Co ja właściwie chcę powiedzieć przez to takie gadanko? 😜

Ano to, że warto być regularnym, ale nie wtedy kiedy katuje to nasze zdrowie i nasze relacje. Tak sobie myślę. Bo lepiej przesunąć sobie samemu nadany deadline i np. zwyczajnie się wyspać. Świat się nie zawali i korona Ci z głowy nie spadnie. To dlatego mam opóźnienie w poście blogowym, ale…wygląda na to, że życie dalej się toczy 😂.

No, ale do rzeczy!

Mój Drogi, moja Droga!

Od początku lata chodził za mną wieniec na drzwi pasujący do tej pory roku (dobrze, że zdążyłam – ha. ha. ha. – bo to już się sierpień zaczął 🤦‍♀️ a jak wychodzę z psem rano to jeszcze latarnie się świecą 🤯), a że bliskie mojej estetyce są klimaty tropikalne jakoś tak baaardzo naturalnie i na autopilocie zaczęłam szukać inspiracji i materiałów na…no, właśnie coś takiego 😁 w sensie: wieniec tropikalny.

Czego będziesz potrzebował/potrzebowała, żeby taki wieniec przygotować?

Jak widać, oponka nie jest nowa – zdemontowałam stary wieniec i mogę użyć jej na nowo 🙂
  • oponkę/wieniec styropianowy – albo z innego tworzywa, najlepiej ok.30cm średnicy lub ciut większy,
  • sztuczne kwiaty i liście – sami widzicie na zdjęciach, że zaszalałam 😅 i przesadziłam! Nie potrzeba aż tyle 😅. Summa summarum zużyłam 6 liści (różnych) i jeden kwiatek (luzy arbuzy, resztę rzeczy chętnie użyję do czegoś innego),
  • pistolet na gorący klej (i wkłady, oczywiście),
  • żyłkę (taką wędkarską),
  • mały sekator,
  • szeroką, brązową wstążkę,
  • nożyczki.

No to robimy!

1) Zaczynamy od przygotowania naszej bazy, czyli oponki (od razu na myśl mi przychodzą Dunkin’ Donuts 🤤 o mamoooo, ale bym zjadła!). Weź wstążkę i jej koniec przyklej gorącym klejem tak jakoś z tyłu oponki, żeby nie rzucało się w oczy. I teraz zawijaj wstążkę aż pokryjesz całą powierzchnię oponki. Wtedy utnij ją (tzn.wstążkę) i przyklej znowu gorącym klejem końcówkę, również z tyłu.

2) Weź liście i zacznij najpierw „na sucho” czy też „na brudno” układać kompozycję. Jak Ci będzie to pasowało? Czy chcesz z boku? Na dole wieńca? Użyj wyobraźni, pobaw się trochę, aż poczujesz wewnętrzną satysfakcję. Najlepiej zrób zdjęcie tego co ułożyłeś/ułożyłaś, bo teraz trzeba to wszystko ściągnąć i układać od początku, pojedynczo 😜.

3) Podzielę się z Tobą takim, no, nie lifehackiem 😂, ale close to it.

Pierwszy wieniec jaki zaczęłam robić (niesfotografowany) był zdecydowanie za mały na moje ogromniaste liście, które zamówiłam przez internet, oczywiście nie wymierzając ich wcześniej 🤦‍♀️ Znalazłam drugi, trochę większy, ale ciągle za mały – jak kładłam liście to przykrywały absolutnie wszystko. Pomyślałam więc, że trochę zmniejszę ich rozmiar. Ty też możesz to zrobić, jeśli znajdziesz się w rozmiarowych tarapatach.

Po prostu wszystkie moje liście poszły do fryzjera:

4) Nożyczki i sekatorek poszły w ruch i teraz wszystko pasowało 😁 Zaczęłam od liści palmy, trochę jako tło i potem zaczęłam układać pozostałe. Dokleiłam jeszcze jeden liść palmy z tyłu wieńca – jakoś tak mi to pasowało, żeby wychylał się z drugiego planu. Ty też po kolei każdy liść dodawaj do wieńca i przyklejaj gorącym klejem.

5) Na końcu dodaj kwiatka – ja przymierzyłam wszystkie te egzotyczne hibiskusy i orchidee, i jakoś na nic się nie mogłam zdecydować, a dodałam tę wrzuconą w ostatniej chwili do koszyka na allegro FREZJĘ – i to było to! ❤ Duchu Święty, I know that you know that I know 😎

6) Jeśli chcesz możesz dodać coś ekstra – ja znalazłam w Coście takie małe, kartonowe napisy „aloha” (yes, please ❤) – wystarczyła dosłownie kropla gorącego kleju, żeby taki napis przymocować. No i tak paczę i paczę. I: nie. Musi być jakiś błysk. Dodałam gałązkę srebrnych liści i TO! BYŁO! TO!

7) Na (już naprawdę koniec) zrób pętelkę z żyłki i zamocuj swoje piękne dzieło na drzwiach.

Ja tak sobie na ten wieniec patrzę i myślę: cóż, wakacji w tropikach nie będzie w tym roku 😂, to chociaż mam to!

Ty też wyjdź przed drzwi i podziwiaj swoje dzieło! 😊

No i koniecznie strzel mu fotę i pochwal się w komentarzach! ❤ ⬇

Kategorie
Dom

Wieniec wielkanocny + podsumowanie Wielkiego Postu

Czeeeść! 😊 Ale rewelacja, że tu zaglądasz!

Korci mnie, żeby przywitać Cię klasycznym „Święta, Święta i po Świętach”, ale mamy jeszcze Poniedziałek Wielkanocny, więc byłoby to zupeeełnie nieprzyzwoite. No i śmigus-dyngus! Ha! Pamiętasz jeszcze o tej tradycji? Kogo dzisiaj oblałeś lub oblałaś wodą? Może chociaż kota? Albo kwiatka? Z kwiatkiem zawsze wygrasz taką bitwę, pamiętaj 😉

Słuchaj, dzisiaj pokażę Ci jaki wymyśliłam i zrobiłam wieniec na Wielkanoc, ALE. Zdecydowałam, że nie chcę się jakoś wybitnie rozwodzić nad jego konstrukcją i instrukcją, tylko pokażę i skomentuję zdjęcia, a tak naprawdę podzielę się z Tobą takim moim podsumowaniem Wielkiego Postu. Jeśli jesteś wierzący/wierząca, to pewnie nawet mimowolnie myślisz o tym jak ten czas minął u Ciebie. A może poświęciłeś lub poświęciłaś ciut więcej czasu, żeby się temu okresowi przyjrzeć?

Love.
On Cię kocha, wiesz?

Jaki był dla mnie ten Wielki Post?

To, że był DZIWNY brzmi jak totalny banał, bo aktualnie życie W OGÓLE jest dziwne i to dla każdego.

Wiesz, to nie jest tak, że jak ktoś już zdobywa się na odwagę i deklaruje wszem i wobec, że jest wierzący, zakłada bloga chrześcijańsko-lifestyle’owego i gada o Jezusie na Instagramie i fb, to znaczy, że jego życie układa się rewelacyjnie, jest non stop na „haju duchowym” i czuje, że może góry przenosić.

Nie zawsze tak jest. A w moim przypadku, za często tak nie jest.

Potrzebne (pół)produkty: wieniec z gałązek handmade lub kupny z gałązek winobluszczu, krzyż (ja swój robiłam z listwy drewnianej z Castoramy, pomalowałam farbą do drewna i skleiłam klejem, również do drewna ;)), kawałek białego materiału lub szerszej wstążki, sztuczne kwiaty, pistolet na gorący klej (z wkładami), żyłka wędkarska, tyci sekator i nożyczki do obcinania czego trzeba.

Weźmy pod lupę moje postanowienia wielkopostne:

  1. Modlitwa: codziennie Pismo Święte (czytania z dnia) + przynajmniej jedna dziesiątka różańca w drodze do pracy (Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne. Teraz do pracy mam 2 metry – odległość między łóżkiem a stołem),
  2. Post: niejedzenie słodyczy w czasie Wielkiego Postu,
  3. Jałmużna: uczynki miłosierdzia względem ciała – przynajmniej jeden w tygodniu.

Jak to już chyba wspominałam na Insta: najlepiej mi wychodziło niejedzenie słodyczy.

Co dla takiej wielbicielki wszelkiego słodkiego jak ja i tak jest mega osiągnięciem.

ALE! Jak popatrzę na moją modlitwę, to po raz kolejny widzę jak wybicie z regularności, z pewnej rutyny codziennej automatycznie wpływa na jakość mojej modlitwy, a czasem w ogóle na jej występowanie. Też tak masz?

No i moje (w zamiarze) wspaniałe i JAKŻE szlachetne uczynki miłosierdzia względem ciała. No pomysł był iście genialny! Raz w tygodniu robić coś dla innych, dla tych, z którymi być może nie mam na co dzień kontaktu, dla tych, o których być może w ogóle na co dzień nie myślę. A może nawet mało kto o nich myśli.

Uwaga, sprawdzamy bilans:

Tygodni Wielkiego Postu: 6.

Liczba uczynków: 3.

Coś mi się tu nie kalkuluje… 🤔

No, może powinnam się cieszyć, że w ogóle były te uczynki. Ale kurrrka wodna! Miało być tak pięknie…

To pokazuje mi tylko, jak za rzadko godzę się na to, jeśli Pan Bóg ma inny plan dla mnie – nawet w takim kontekście jak przeżywanie Wielkiego Postu. Ja sobie tak oto wspaniale zaplanowałam w jaki sposób chcę być bliżej Niego, a On mi tak z czułością i miłością dał takiego małego PSTRYCZKA w nos 👃. Często mi daje. Na początku trochę się na Niego gniewam jak małe, naburmuszone dziecko na swojego tatę, ale z czasem czuję wdzięczność za taki pstryczek. I przyznaję Mu rację.

Co zobaczyłam u siebie w czasie tego – zdawać by się mogło „zepsutego” – Wielkiego Postu:

  1. Znowu planuję nad wyraz.

Planować uwielbiam. I nie chodzi o to, żeby z planowania rezygnować. Ale żeby nie trzymać się go kurczowo i za wszelką cenę, tylko dać przestrzeń Panu Bogu na Jego własne zdanie.

Ja przeczuwałam, że za dużo biorę na siebie jeśli chodzi o postanowienia wielkopostne, do tego zdrapka wielkopostna (zdrapywana, niekoniecznie realizowana) i o! Proszę bardzo, mamy gotowy przepis na jakieś poczucie porażki. A gdybym tak następnym razem zapytała, w czasie NIESPIESZNEJ modlitwy, co On by chciał, żeby było moim postanowieniem wielkopostnym? Hę?

2. Nie jestem tu i teraz – za mało uważności.

Ileż to razy nie dość, że myśli wybiegały w przyszłość, to jeszcze oczy były przyklejone do komórki…

Ty też? Ale wiesz co, mało mnie to pociesza. Ale thanks anyway.

OK, wiem, że mam tendencję do bycia surową dla samej siebie. To scrollowanie na Instagramie jest mi naprawdę potrzebne, nie tylko, żeby się odmóżdżyć, ale żeby się zainspirować i wchodzić w kontakty międzyludzkie w onlineświecie. Ja przecież również na Insta tworzę. I na fb i na blogu.

Jednocześnie, lepiej by po prostu było, gdybym wymyśliła jakieś granice. I potem odkładała komórkę, i więcej była tu i teraz. Częściej obserwowała dzieci jak się bawią, jakie są interakcje między nimi. Przecież jak to robię, to daje mi to mnóstwo przyjemności. I jestem wtedy obecna.

3. Za mało służę.

To pewnie temat na terapię 😂 a nie na wpis na bloga, więc nadmienię tu tylko, że czuję, że wynika to przynajmniej w części z punktu 1 i 2. Zbyt ambitne planowanie, nieobecność myślami i voila! Jakoś na służbę nie ma czasu i energii.

No dobra, to się trochę pobiczowałam, jakby to powiedział mój mąż, a ja bym odpowiedziała, że to żadne biczowanie, tylko obiektywne stwierdzenie stanu rzeczy 😂 , w każdym razie nie ma co na tym kończyć, Teraz trzeba się zastanowić:

Jak to naprawić?:

Po pierwsze i najważniejsze! Trzeba sobie uświadomić, że bez Jezusa to ja nic nie mogę! Bez Jezusa to ja mogę sobie samej pokazać figę z makiem! O! Ja sobie mogę rozpisywać plany naprawcze dla siebie, układać strategię na nawrócenie, a i tak może to NIC, absolutnie NIC nie przynieść, jeśli tego nie oddam Bogu.

Zatem pierwsze co chcę zrobić teraz, w nowym okresie liturgicznym, to wszystko to złożyć u stóp Zmartwychwstałego. To jest ten właściwy start. Od tego właśnie, od tego oddania się powinny wychodzić wszystkie moje dalsze czyny.

Bo czyny są potrzebne. Konkrety.

Św. Tomasz z Akwinu pisał, że:

Łaska buduje na naturze.

Czyli nie mogę jedynie modlić się i zostawiać Panu Bogu działanie, żeby mnie zmieniał. I potem rozsiąść się wygodnie w fotelu i czekać na efekty 🛋. Oczywiście, bez łaski to ja NIC nie zrobię. Jednocześnie chcę współpracować z Bogiem nad moją NATURĄ. Chcę zawalczyć o bycie bardziej do Niego podobną.

I montuję na drzwiach. Wieniec wisi na żyłce – lubię taki prawie niewidzialny „sznurek”.

Konkrety, z którymi chcę poeksperymentować, czyli działać, obserwować i dawać Panu Bogu pole na Jego zmiany to:

  1. Wracać do źródła: codzienna modlitwa rano zanim wszyscy wstaną – czytanie Słowa Bożego.

To jest teraz rozregulowane. A codzienny kontakt z Pismem Świętym jest dla mnie absolutnie fundamental. Czym ja mam się karmić, jeśli nie tym (tym bardziej teraz)? Czyli wstawać pół godziny wcześniej niż zazwyczaj, po to by doprowadzić swój mózg do jako takiego stanu używalności, przywitać się z moim Stwórcą i chociaż przez 15 min poczytać i porozważać fragment z tego co do mnie napisał.

2. Poeksperymentować z „wychodnym do auta” (garaż się nie nadaje).

Żeby przyzwoicie prowadzić bloga, śledzić Instagrama i generalnie tworzyć w sieci potrzebuję regularnych bloków czasowych, żeby skupić się na zadaniach z tym związanych. W ciszy i spokoju. Ponieważ mamy 2 pokoje, dwójkę dzieci i psa oraz pandemię, #zostańwdomu, pozamykane knajpki i chłodny box garażowy, w którym nie ma za bardzo gdzie usiąść, spróbuję pracować nad blogiem w aucie 🚗. Ha! Brzmi jak jakiś kawał. Ale mówię o tym całkiem serio. Patrzcie jaka oszczędność czasu: nie muszę nigdzie dojeżdżać, wychodzę na 2 h do auta na parkingu i lecę z koksem. Co mi to da? Nie mówię, że całkowicie zniweluje, ale na pewno ograniczy moje scrollowanie w domu i ułatwi mi bycie tu i teraz. Bo jak kończę jakąś pracę z blogiem związaną, to do rodziny wracam na endorfinowych skrzydłach ❤

3. Czytać więcej książek parentingowych (więcej nie znaczy TYLKO książki parentingowe).

Kiedyś czytałam regularnie, teraz tylko wtedy kiedy mam absolutny kryzys i czuję, że już zupełnie nie rozumiem mojej 4,5-latki. A nie sztuka sięgać po takie lektury, kiedy trzeba gasić pożar. Nikogo nie muszę przekonywać, że lepsza jest prewencja. A jak lepiej będę rozumiała, to bardzo na to liczę, że pomoże mi to lepiej też służyć jako mama. Pozwólcie, że sobie to uSMARTowię offline’owo 😉

A poniżej córcia zrobiła swój. To znaczy: córcia miała wizję, mama kleiła i zawieszała.
„Moim NA PEWNO będą się WSZYSCY ZACHWYCAĆ” – chyba z dziesięć razy usłyszałam. Jak już skończyłam 😂

Panie Jezu, co Ty na to? Spróbujemy?

A jak u Was Wielki Post? Jak Wasze założenia versus rzeczywistość? Chętnie posłucham, zainspiruję się 😊 Piszcie!

Kategorie
Dom

Wieniec wiosenny

Cześć! 😊 Jak się masz? Cieszę się, że możemy znów się tu „zobaczyć” 😊

Słuchaj, Ty i ja wiemy jaki jest temat #1 absolutnie wszędzie: w internetach, memach, newsach, rozmowach z rodziną i znajomymi… 🙄 Co powiesz na mały detoks od tego wszystkiego?

Wiesz, nie o to mi chodzi, że bagatelizuję zagrożenie czy coś, nie, nie! Ale czy Ty nie masz dość? JA mam. Zachowuję ostrożność zgodnie z zaleceniami. I nie zgadzam się na życie w strachu. Ufam.

I w wolnych chwilach scrolluję sobie na Instagramie. Ostatnio natknęłam się na profil, który bardzo lubię, KJP – amerykańskiego fotografa i założyciela marki Kiel James Patrick. I on o tej sytuacji pisał tak:

I know it seems impossible to escape an inescapable aspect of our lives, but that doesn’t mean we have to sink into the despair. Although it’s no time to run from our problems, there’s always time to run to what makes you happy, even if it’s just for a minute or two.

Czujesz to? Innymi słowy: nie wpadaj w rozpacz, respektuj „wroga” i rób to, co daje Ci radość. Na tyle na ile to jest możliwe.

Ten wpis dodał mi skrzydeł! A że jednocześnie zaświeciło słońce, zawitała wiosna, WIOSNA, ludzie(!!), to stwierdziłam, że więcej sygnałów nie potrzebuję i zabieram się za coś twórczego.

Uwielbiam dekorować. Parę lat temu zachwyciłam się wieńcami na drzwi i zaczęłam je robić – po prostu tak jak potrafię. Nie jestem pro (jeszcze 😉), pewnie są jakieś sprytniejsze metody na zrobienie czegoś w związku z takim wieńcem, ale póki co używam takich sposobów jakie znam i takich „składników” jakie mamy dostępne w PL. I dużo rzeczy albo robię na czuja albo podglądam na YT 😉

Pokażę Ci krok po kroku jak zrobiłam taki oto wieniec z okazji wiosny 😊

Jeśli DIY/prace manuale są bliskie i Tobie, gorąco zachęcam do spróbowania. Jedziemy!

Potrzebne Ci będą:

  • Wianek-podkład z pędów winobluszcza LUB (to co ja zrobiłam) świeże, giętkie gałązki i drewniany tamborek do haftowania (popatrz, popatrz jak można go fajnie wykorzystać) lub inne stabilne koło, do którego można owe gałązki przymocować,
  • Sztuczne kwiaty i liście – ja wybrałam tulipany (12), gipsówkę (1) i trawę (1). Wszystko plastikowe i do kupienia w Coście lub Auchan (i na pewno w wielu innych miejscach),
  • Drut florystyczny,
  • Pistolet na gorący klej (i wkłady, oczywiście),
  • Żyłka (taka wędkarska 😁),
  • Mały sekator,
  • Wstążka,
  • Nożyczki.

Mój drogi, moja droga, przygotuj sobie trochę miejsca; umyj stół; znajdź przedłużacz, jeśli pistolet do kleju ma krótki kabel (tak, tak, ja szukałam gorączkowo na ostatnią chwilę 😅) i kartkę papieru/gazety, żeby klej ewentualnie skapywał niekoniecznie bezpośrednio na blat (o to akurat zadbałam zawczasu 😁).

Do dzieła!

1. Jeśli jesteś tym szczęściarzem, któremu udało się dostać piękny wieniec z pędów winobluszczu, zazdro. Możesz przejść do punktu 2. Jeśli masz przed sobą tamborek i gałązki, to chwyć jeszcze drut florystyczny. Bierz po 1-3 gałązki na raz, przykładaj do tamborka i owijaj drutem w 2-3 miejscach, żeby te gałązki przymocować. Przecinaj drut sekatorkiem. Powtarzaj procedurę tak długo, aż będziesz zadowolony/zadowolona z efektu/grubości wieńca (lub aż Ci się skończy drut florystyczny 🤦‍♀️ wtedy z pomocą przyjdzie Ci żyłka wędkarska. Też daje radę).

2. Rozłóż kwiaty i liście przed sobą. Zobacz, te łodygi nie będą Ci potrzebne. Odetnij sekatorem główki kwiatów, zostawiając jakieś 5 cm łodygi. Ja zostawiłam 4 tulipany z liśćmi, reszcie obcięłam głowy. Jak Królowa Kier 🙊 (z Alicji w KC, ma się rozumieć).

3. Gipsówkę też potnij na mniejsze części i trawę też na mniejsze sekcje. Drobniejszymi częściami łatwiej się operuje.

4. Podłącz pistolet na gorący klej do prądu i postaw go na kartce – niech się rozgrzewa. Acha, myślę, że pamiętasz, żeby włożyć do niego wkład z klejem 😉

5. Teraz zrób wersję próbną: ułóż elementy od góry do środka i od dołu do środka. Jakbyś patrzył na tarczę zegara: od 12 do 9 i od 6 do 9. Tak żeby elementy zgrabnie na siebie nachodziły. Ja zaczęłam od trawy, potem kwiaty z liśćmi naprzemiennie z gipsówką i główki kwiatów na zmianę z gipsówką. Wiesz, tutaj możesz naprawdę pokombinować jak Ci się podoba. Zostaw tylko w środku miejsce na kokardę.

6. No, to skoro już ustaliłeś/ustaliłaś układ, to teraz możesz cyknąć fotę, żeby mieć ściągę, lub po prostu zapamiętać co i gdzie. Bo teraz to wszystko ściągamy i będziemy przyklejać.

7. Ostrożnie zacznij przyklejać gorącym klejem trawę, kwiaty itd. Zaczynając od góry (godz. 12) do środka i potem od dołu (godz. 6) do środka. Czasem będziesz potrzebował/potrzebowała przytrzymać chwilę element, który mocujesz, żeby klej zastygł. Powoli, nie stresuj się, jeśli coś się krzywo przyklei, to zazwyczaj jak już wyschnie to będziesz mógł/mogła ostrożnie zdemontować (lub przeciąć sekatorem i zakamuflować to miejsce jeśli trzeba innym kwiatkiem).

8. Jeśli już tutaj dotarłeś/dotarłaś, gratuluję! 😊 Możesz już oddychać spokojnie, bo została nam tylko kokarda. Ja się uparłam, że chcę jakąś bardziej okazałą, więc po prostu zrobiłam najpierw jedną, a potem na niej zawiązałam drugą i tak mi wyszła kokarda z czterema…uchami? Ramionami? Tudzież innymi częściami ciała. Przymocowałam ją również gorącym klejem, na środek „pasa zieleni”.

9. No i teraz popatrz. Widzisz jakieś dziury? Coś niespójnego? Może jakąś wielką plamę zaschniętego kleju gdzieś pomiędzy? 🙄 Luzy arbuzy, odetnij kawałek np. gipsówki i wetknij gdzie trzeba, ładnie zasłoni niedoskonałości.

Ta daaaam! Zrobione! 😊

Zostaje kwestia zawieszenia 😁

Jedna z moich ulubionych Instagramerek powiedziała kiedyś, że jeśli chcesz dekorować dom i co jakiś czas te dekoracje zmieniać, musisz się pogodzić z tym, że będziesz miała w domu dziurki po gwoździach.

Tak więc ja mam od kilku lat, na górze drzwi, od wewnątrz, wbitego pionowo gwoździa. Wbity po prostu na chama, trzyma mi wszystkie moje wieńce. Świetnie się spisuje 😊 No, chyba że macie taki fantastyczny wieszak na wieńce. To wtedy akty przemocy wobec drzwi nie są konieczne.

Anyway! Ostatnie dwa kroki to zawiązanie żyłki na górze wieńca i zamocowanie całej konstrukcji na gwoździu. Zrób kilka pętelek, just to be sure.

I tyle! To jeszcze wyjdź przed drzwi popodziwiać swoje dzieło 😊

O! I jeśli zdecydujesz się zrobić, pochwal się w komentarzach! A może masz już w domu jakąś inną wiosenną dekorację? Pokaż, pokaż! 😊