Kategorie
Rozkminy

To-do lista miłości

Heeeeej Kochana Czytelniczko, Kochany Czytelniku!!! 😊 😊 😊

Jak się masz, jak się czujesz? 😊

Nie wiem czy masz podobnie, ale jak dla mnie listopad i styczeń to są strasznie trudne miesiące 😅 no, może jeśli masz wtedy urodziny, to któryś z tych miesięcy może być całkiem miły 😅 ale ja zawsze nie mogę się doczekać aż nadejdzie następny (no bo w lutym jest np. Tłusty Czwartek 😅).

Wiesz co… co to w ogóle za post?!?!?! (Ten mój, który czytasz 😅) I co to w ogóle za pomysł?!?!?!

Co to jest ta to-do lista miłości, którą Ci tu prezentuję??

Ano… taki szablon powstał z mojej osobistej historii/sytuacji i potrzeby serca.

Wiesz, nie wiem czy Ty też tak miewasz, ale czasem są takie dni, a może nawet okresy w życiu – przynajmniej ja tak mam – kiedy niby wiesz, o co w życiu chodzi…ale nie wiesz, o co chodzi 😅

Niby wiesz co jest ważne, jakie są wartości, priorytety…ale kurrrde blaszka praktyka, Twoje decyzje, pokazują coś innego.

Ja miewałam takie momenty, że tak się zapętliłam w swoich pomysłach, w swoich problemach, nawet swoich obowiązkach… że, powiem Ci szczerze, nie wiem jak rodzina ze mną wytrzymywała. Potrafiłam widzieć tylko swój czubek nosa.

I, wiesz, zdecydowałam, że chcę takich sytuacji unikać, chcę nad taką tendencją do widzenia tylko czubka swojego nochala pracować i to jest – tak sobie myślę – część mojego nawrócenia.

Bo nie wiem co Tobie przychodzi na myśl jak słyszysz słowo „nawrócenie”. To nie chodzi tylko o to, że oficjalnie zostaję osobą wierzącą, przyjmuję Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Nawrócenie to też odwrócenie się od swoich grzechów. Walka z nimi. (por. np. Ez 18,30)

Oczywiście, nawrócenie przede wszystkim jest łaską od Boga, ale… łaska buduje na naturze 😉.

Tak więc kontynuując mój #projektnawrócenie 😅 mój życiowy projekt 😅 bierę (że tak powiem) na tapetę jeden konkretny grzech, który mam na myśli i chcę – dzięki Duchowi Świętemu i przy pomocy tego szablonu – skierować moją uwagę na ludzi wokół mnie.

Chcę zrobić taki eksperyment – zacząć planować dni według tego, co chcę zrobić dla Boga i dla bliźniego – nie zapominając przy tym o sobie.

Oczywiście, mówiąc „co chcę zrobić dla Boga” – mam na myśli rzeczy, które pomogą MI (a nie Jemu 😅) w budowaniu relacji z Nim.

I TERAZ, CO WAŻNE.

Może akurat TY, Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, jesteś w zgoła odwrotnej sytuacji: myślisz o potrzebach wszystkich innych ludzi wokół, a zapominasz o sobie.

To źle.

W takim sensie, że jeśli nie będziesz o siebie dbał(a), o swój odpoczynek, o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne, o rozwój swoich talentów, TO NIKOMU SIĘ NIE PRZYDASZ. Pociągniesz tak jakiś czas, ale na dłuższą metę, nie dbając o siebie, zaniedbasz swoją rodzinę i bliskich, bo będziesz niezadowolona/zmęczony/wypruta/nieszczęśliwy/chora/czuł się jakby walec po Tobie przejechał/(wybierz sam).

ZATEM! Jeśli Ty sam(a) zauważasz, albo ktoś życzliwie Ci mówi, że powinieneś/powinnaś więcej o siebie dbać, to potraktuj ten szablon jako ćwiczenie planowania zdrowej, Bożej miłości własnej.

Rozumiemy się? 😉

Już słyszę Wasze „ale jak używać tej to-do listy?” 😅 Kończę ten background i tłumaczę co i jak.

  • Szablon to-do listy można wydrukować lub odrysować w bullet journalu lub innym notatniku, żeby np. poćwiczyć sobie lettering.
  • Można go też wcale nie drukować, ale potraktować jako inspirację.
  • Ponieważ jest to szablon dzienny, jeśli wybieracie opcję wydruku, użyjcie kartek już zadrukowanych z jednej strony (żeby aż tyle papieru nie zużyć).
  • Ile tego drukować? Na początek spróbuj dosłownie kilka egzemplarzy i przetestuj czy w ogóle czujesz bluesa 😉
  • To-do lista jest przemyślana w taki sposób, żeby wpisywać osoby lub grupy osób, o które chcemy się danego dnia zatroszczyć/coś dla nich zrobić.
  • Pierwszym punktem jest „Co dzisiaj zrobię dla Boga”.

Moim skromnym zdaniem, wpisz tu: 1) modlitwa osobista i 2) fragment Pisma Świętego – i to jest świetny start, jeśli jeszcze tego nie robisz. Wersja rozszerzona może objąć cokolwiek co pomaga Ci w budowaniu relacji z Bogiem (adoracja, może lektura duchowa? Może post? Może dodatkowa modlitwa, np. litania?).

  • W kolejnych sekcjach wpisujemy osoby, dla których chcemy coś tego dnia zrobić – i nie trzeba wykorzystywać wszystkich pól. Liczę na Twój zdrowy rozsądek jeśli chodzi o ilość tych rzeczy – będą dni, kiedy możesz wypisać 5 pomysłów na to jak zadbać o swoją mamę i to będzie doable (w sensie: do zrobienia), a będą dni, kiedy będzie to jedna rzecz i to też jest OK.
  • Pamiętaj też o tym, żeby zadbać o siebie. Z pustego i Salomon nie naleje. Jeśli spędzisz cały dzień na praktykowaniu miłości bliźniego możesz być po prostu wyczerpana/wyczerpany (szczególnie, kiedy bliźnimi są np. 2 małe huragany w domu 😅). Zaplanuj świadomie czas z książką w fotelu, dłuższy spacer z psem, jakąś aktywność fizyczną albo kąpiel z bąbelkami.

Ta to-do lista nie czyni cudów. Zrobiłam ją po to, żeby pomóc sobie przeorganizować moje myślenie i mój dzień tak, żebym mogła lepiej praktykować miłość bliźniego. Jeśli widzisz, że możesz wykorzystać ją do swojej sytuacji, zapraszam do pobrania 😉

Aha, no i wiesz „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie” – więc wiadomo kogo trzeba zaprosić do współpracy 😉

Link do pobrania szablonów to-do listy miłości znajduje się o tu.

(różne wersje dostępne)

Ściskam Cię serdecznie i powodzenia w praktykowaniu miłości Boga i bliźniego! 😊

Kategorie
Recenzje

„Teologia dla początkujących” – czy wiesz w co wierzysz?

Drodzy Moi!!!!!!

Witajcie w Nowym Roku! 🥳🥳🥳

Jak się macie? Cali i zdrowi?

Normalnie, nie wiem jak Wy, ale ja się autentycznie czuję jak niedźwiedź wybudzający się ze snu zimowego 😜 🐻 Oj, ciężko wrócić do regularnego rytmu i porannego wstawania…ale to pewnie większości z nas 😉

Wiecie co! Ruszamy w ten na pewno wspaniały Nowy Rok z recenzją!

Powiem Wam tak: nie wiem co było/jest dla mnie cięższe: przestawienie się na znowu poranne wstawanie czy przeczytanie tej książki do końca 😂 ale, ale! Przeczytałam i są owoce!

Zacznijmy od początku.

Jak tylko zobaczyłam reklamę „Teologii dla początkujących” Franka J. Sheeda na profilu wydawnictwa W Drodze wiedziałam, że bardzobardzobardzo chcę tę książkę przeczytać.

Myślałam sobie „Ojacie! Teologia dla początkujących!” to coś w sam raz dla mnie!

Bo, mimo mojego „wykształcenia” oazowego i duszpastersko-studenckiego, uznaję z pokorą, że jakimś ogromniastym specem od teologii nie jestem – no halo – i że ja chętnie, bardzo chętnie się dokształcę.

Otwieram i czytam początek, no i myślę sobie: rewelacja! o.Janusz Pyda OP w swoim wstępie tak fantastycznie pisał o poznaniu Pana Boga rozumem. ROZUMEM! 🧐 Czaicie? Wooow, no, to przecież coś pięknego, też tak chcę! Ja też chcę poznać lepiej Pana Boga rozumem.

No to lecę rozentuzjazmowana dalej… i już w drugim rozdziale zrozumiałam.

Zrozumiałam, że to totalnie nie moja liga. NIE. MOJA. LIGA.

Ugh! Już Wam mówię co i jak.

Książka Franka J. SheedaTeologia dla początkujących” przedstawia podstawowe dogmaty wiary katolickiej. Tłumaczy je w taki sposób, żeby osoby wierzące rozumiały w co wierzą, a niewierzące rozumiały co odrzucają. Bardzo podoba mi się ten cel i w ogóle ta postawa/idea/umiejętność, skądinąd mogłoby się wydawać OCZYWISTA, żeby umieć wytłumaczyć dogmaty, w które wierzę.

Sheed przeprowadza nas przez pojęcia i rzeczywistości związane z naszą wiarą i odpowiada na pytania: czym jest duch? Czym jest dusza? Kim jest Trójca Święta?

(W moim odczuciu nie-sa-mo-wi-cie mocny akcent kładzie Sheed właśnie na dogmat o Trójcy Świętej. To jego konik).

Inne pytania, na które znajdziemy w książce odpowiedzi to: po co Bóg stworzył świat? Dlaczego potrzebne było odkupienie? Co to jest łaska uświęcająca? Jak zmieni się nasza relacja z Bogiem w niebie? Czym są sakramenty?

Patrząc na to wszystko z lotu ptaka, to są podstawy, ABSOLUTNE podstawy, które trzeba opanować, żeby po prostu być bardziej świadomym katolikiem. Bo zgadzam się z autorem, że nie możemy prawdziwie kochać kogoś kogo słabo znamy. Prawda?

No i dobra, no to próbuję poznać i zrozumieć.

I są momenty kiedy naprawdę wątpię w siebie.

Bo mimo że książka Sheeda ma rewelacyjny cel i świetną strukturę: wychodzimy od ducha, żeby lepiej zrozumieć kim jest Bóg, potem przechodzimy przez Trójcę Świętą. Dalej mamy człowieka – czyli świat materii, można by rzec. Potem grzech, odkupienie, Kościół, sakramenty, rzeczy przyszłe. Czyli struktura jak ta lala, wszystko ma ręce i nogi, jest logiczne i naprawdę drobiazgowo wytłumaczone… to poległam na języku.

Ugh! Niektóre zdania czytałam po trzy razy i NIE BYŁAM przekonana, żeby iść dalej 😅 Dużo podkreślałam, dawałam wykrzykniki przy ważnych fragmentach, a potem trafiały się takie gagatki, że musiałam dać odpocząć mojemu przegrzanemu mózgowi 😅 Podam przykład:

„Bóg jednak jest duchem, a duch nie zajmuje miejsca w przestrzeni. Tylko ciało potrzebuje przestrzeni. A jednak mówimy, że Bóg jest wszędzie. Jak może być wszędzie, jeśli w ogóle nie znajduje się w przestrzeni? Przyjrzyjmy się temu uważniej. Wszędzie to znaczy tam, gdzie jest wszystko. Zdanie, że Bóg jest wszędzie, znaczy, że Bóg jest we wszystkim. Byt duchowy jednak nie znajduje się w bycie materialnym tak jak woda w szklance. Musimy więc poszukać innego znaczenia słowa „w”.”

Innego znaczenia słowa „w”? Serio??? 🤯🤯🤯

Albo:

„I znowu wewnątrz natury boskiej Duch Święty jest Miłością., wyrazem miłości Ojca i Syna. Uświęcenie i łaska są darami, a dary są dziełem miłości: są przypisane Duchowi Świętemu. Łaska jest stworzonym darem miłości; Duch Święty jest niestworzonym darem miłości”.

Again, moja reakcja jest taka: 🤯🤯🤯

O mamo, czemu nie mogę tego skumać?

Co więcej, przyznaję się bez bicia, że jak kończyłam jakiś rozdział, to nieraz miałam taką myśl, że przeczytałam cały, zrozumiałam połowę, ale jeśli miałabym Ci coś, dobry człowieku, wytłumaczyć, to no chance. Nie umiem.

Zastanawiałam się nie raz, nie dwa, nie trzy, co jest z moim mózgiem nie tak.

A Z DRUGIEJ STRONY…tak sobie kminię.

Taka św. Bernadetta…założę się, że nie potrafiłaby wytłumaczyć dogmatu o Trójcy Świętej – tak jak Sheed by sobie tego życzył.

Inni święci. Św. Faustyna? Nie wiem, strzelam: Św. Dominik Savio? Święci Zelia i Ludwik Martin? Św. Kazimierz?

Jeśli moje przypuszczenia są słuszne i nie wszyscy święci potrafili wyłożyć dogmaty wiary, ale żyli według Ewangelii i kochali Boga z całych sił…to może nie jest to absolutnie koniecznie, żebym JA musiała?

A z TRZECIEJ strony…tak sobie myślę (po konsultacjach z mężem, który też czytał Sheeda, i który potwierdza tę trzecią stronę 😉), że pewnie nie wszyscy święci mieli dostęp do takiej teologii. A skoro JA mam…to nieskorzystanie ze źródeł byłoby świadomym wybraniem ignorancji. Bez sensu. Bez sensu, nie chcę tak.

Tak więc Frank J. Sheed ma rację i słuszność, że żeby kochać trzeba poznać. I widzę, że w moim przypadku potrzebna jest nie „Teologia dla początkujących”, ale jakaś „Teologia dla dummies”.

(Btw, słyszał ktoś, coś?)

Drodzy Czytelnicy, którym zależy na tym, żeby poznać Pana Boga rozumem i umieć wytłumaczyć sobie i innym w co wierzymy. Być może należycie do przepastnego grona odbiorców, którzy tę książkę łykną. Chapeau bas dla Was! Warto po nią sięgnąć, bo pięknie wykłada i tłumaczy naszą wiarę. Jeśli natomiast przeczuwacie, że może stanowić ona dla Was twardy orzech do zgryzienia albo obowiązkowe zajęcia z filozofii na studiach były dla Was zmorą 🙊, to podzielę się z Wami kilkoma myślami:

  1. Nie czytajcie tej książki do poduszki. Jest wysoce prawdopodobne, że zaśniecie po pierwszym przeczytanym zdaniu.
  2. Nie czytajcie tej książki w fotelu-killerze, po całym dniu pracy, umęczeni po kładzeniu dzieci spać. Jest wysoce prawdopodobne, że zaśniecie po pierwszym przeczytanym zdaniu.
  3. Mnie się  dobrze czytało tę książkę…w tramwaju. Jasno, „nieśpiąco”, przede mną ekscytujący dzień w pracy…to był dobry moment dla mnie na taką lekturę.
  4. Dobrze mnie się też czytało ją…na głos. Serio, rozumiałam o wiele więcej.
  5. Lepiej mi się czytało od ósmego rozdziału, który jest o naturze człowieka – tak więc jak już ktoś z Was przebrnie przez Trójcę Świętą, to z mojej bardzo subiektywnej perspektywy, potem będzie ciut lepiej. A jak dojdziecie do Kościoła, to będzie jeszcze lżej. Tak więc uzbrójcie się w optymizm i cierpliwość 😊!

Jaki jest owoc mojego czytania „Teologii dla początkujących” Franka J. Sheeda?

Czuję, że autor zaszczepił we mnie taką chęć i determinację, żeby zrozumieć lepiej dogmaty mojej wiary. Bardzo, bardzo chciałabym je umieć wytłumaczyć. Nie zasłaniać się zdaniem „to jest tajemnica wiary i zrozumiem to po śmierci”. To jest prawda, ale już tutaj na ziemi mogę (powinnam!) wiedzieć więcej. Cieszę się, że tę książkę mam, bo na pewno do niej wrócę. A na ten moment – w sumie, na ten ROK – mam cel poszukać i przeczytać coś, co będzie napisane dla …dummies 🙃

A może czytaliście coś o podobnej tematyce? Podzielcie się tytułami w komentarzach! 😉

Kategorie
Dom Gift Guide'y

8 hand-made prezentów (nie tylko) na Święta

Heeeej kochani! 😊

Jak się trzymacie? Urlopujecie się już? Zdrowi jesteście?

Ja zaczynam urlop dzień przed Wigilią i cieszę się, że będę miała chwilę, żeby co nieco porobić, żeby nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę…jak to mam w niechlubnym zwyczaju 😅

Słuchajcie, BO chodzi za mną od początku grudnia 😅 taka myśl (a propos zostawiania czegoś na ostatnią chwilę 😅), że koniecznie chcę podzielić się z Wami kilkoma pomysłami na ręcznie robione prezenty dla bliskich i znajomych.

Osobiście UWIELBIAM dawać własnoręcznie wykonane prezenty i np. jak co roku w okresie okołoświątecznym spotykamy się z ludźmi ze studiów to często-gęsto właśnie takimi się obdarowujemy.

ZATEM, jeśli i Wy macie ochotę włożyć w prezent trochę serca, odrobinę czasu i szczyptę swoich zdolności to zapraszam do skorzystania!

8 pomysłów na hand-made prezenty (nie tylko) na Święta:

1) Cookie-mix w słoiku

Mój absolute favourite. To nic innego jak wszystkie sypkie składniki przepisu na ciasteczka – ułożone warstwami w słoiku. No, cudeńko! Do słoika doczepiamy pełną treść przepisu, a osoba obdarowana ma za zadanie te ciasteczka upiec i oczywiście nas poczęstować 😉 takie prezenty lubimy, prawda? 😉 Uwaga: masło, jajka czy mleko nie wchodzi w zakres prezentu – sorry, byłoby to zbyt problematyczne 😂 Przykładowy przepis tutaj (po angielsku).

2) Ozdoby na choinkę z masy solnej

Świetne do zrobienia z dziećmi lub samemu, żeby dać upust swojemu creative urge 😉 I nawet nie trzeba być uzdolnionym rzeźbiarzem, wystarczą foremki do ciasteczek np. coś co odbije wzór na masie solnej. Podejrzewam, że każda rodzina ma swój przepis, GDYBY natomiast tak nie było to tutaj, to podsyłam podpowiedź.

3) Pudełko lub puszka z ciasteczkami

Jak jakiś czas temu zobaczyłam, to zauroczyłam się: cookie boxy.

Nawet nie wiem czy jest sens, żebym coś dodawała, wszystko widać jak na obrazku 😍

4) Zakładki do książek

Co za cudny pomysł dla mola książkowego! 🥰 Już to widzę: kolekcja kilku ręcznie robionych zakładek, wykonanych samemu lub z dziećmi, przewiązanych wstążką…ach, ach! Na Pintereście mnóstwo inspiracji!

5) Domowe masło orzechowe

Dla posiadaczy termomixa lub innego urządzenia, które dzielnie zniesie mielenie orzeszków ziemnych 😊 Słuchajcie, wystarczy: 400 g orzechów ziemnych prażonych (solonych bądź nie – to drugie to wersja fit 😉), płaska łyżeczka cukru pudru i 10g oleju słonecznikowego. Blendujemy na maxa, przelewamy do słoiczków et voilà!

6) Świece własnej roboty

źródło: georgicapond.blogspot.com

To jest hit! Jeśli macie resztki świec – nie trzeba ich wyrzucać, można je przetopić 😊 Kilka lat temu zrobiłam taki myk i dumnam była z efektu 😉 potrzebujecie tylko pojemniki/słoiczki, knoty (ja zamówiłam w necie), no i właśnie wosk (może być z odzysku). Coś pięknego! Przykładowy przepis tu.

7) Syrop do kawy

Karola Smyk ma rewelacyjny pomysł na świąteczny syrop do kawy – coś w sam raz dla kawosza! Już to „ciuję” i się rozmarzam! ❤

8) Domowa sól ziołowa

Słuchajcie, żeby nie było, że prezent jadalny może być tylko na słodko 😉 to może komuś przydałaby się domowa sól o pięknym aromacie? Tutaj znalazłam przepis na AŻ 4 WARIANTY aromatycznej soli, WRAZ Z ETYKIETKAMI do wydrukowania. Rewelka! 😊

I ja wiem, ja wieeeeem, że prościej i szybciej pójść do sklepu i kupić skarpetki…ale może macie czas i ochotę na wykonanie czegoś własnoręcznie. Zachęcam 😊

Co Wy dopisalibyście do tej listy? Podajcie swoje pomysły w komentarzach!

Kategorie
Dom

Mandarynkowo-cynamonowy wieniec świąteczny

Heeej kochana Czytelniczko, kochany Czytelniku! 😊

Jak żyjesz? Jesteś w wirze przygotowań świątecznych? 🎄🎁🎄🎁🎄🎁 Mam nadzieję, że w tym całym szaleństwie nie tracisz głowy! Chociaż wiem, że czasem jest trudno…pamiętaj, że trwa adwent, a to dobry czas na #nawrócenie. Zresztą każdy czas jest dobry.

Znajdź czas na rekolekcje adwentowe (jeśli jeszcze ich nie przeżyłeś).

Tu na Languście znajdziesz takie, a tutaj (mąż mi podesłał) będą takie dla kobiet.

No dobra, najważniejsze powiedziałam to teraz będzie coś przyziemnego 😉

Wieniec świąteczny! 🥳🥳🥳

Lubię to. Kurrrka wodna lubię robić wieńce 😊

Jeśli jeszcze nie próbowałeś/próbowałaś, to ja Cię serdecznie zachęcam – a nuż również złapiesz wieńcowego bakcyla 😉

Do rzeczy!

Żeby przygotować wieniec mandarynkowo-cynamonowy będziesz potrzebował(a):

  • 8-10 mandarynek,
  • 12-14 lasek cynamonu,
  • kilka szyszek,
  • trochę jasnej rafii lub sznurka jutowego lub jasnej, cienkiej wstążki (do związania cynamonu),
  • kawałek szerokiej wstążki jutowej,
  • mocną żyłkę lub sznurek do wieszania wieńca,
  • igłę z dużym okiem (żeby przeszła przez nie żyłka),
  • klej + pistolet na gorący klej,
  • aha no i sam wieniec 😂 ja tym razem kupiłam gotowca w kwiaciarni, do ozdobienia.
Mały pomocnik jest opcjonalny 😉
  1. Zaczynamy od suszenia mandarynek!

Na to zadanie przeznacz sobie NOC – w sensie, mandarynki będą suszyły CAŁĄ NOC w piekarniku. Tak, tak, po tym wieńcu zwiększy Ci się rachunek za prąd 😂 sorry!

Zatem rozgrzej piekarnik do temperatury 60-70 st. z termoobiegiem. Uwaga co do temperatury 🌡 : każdy piekarnik jest inny i ja u siebie nastawiłam 50 st., i po nocy widziałam, że muszę jeszcze na 2-3 h zwiększyć temperaturę do 70 st. Jeśli więc wiesz, że a) Twój piekarnik mocno przypieka, b) będziesz miał(a) czas rano, żeby mandarynki posiedziały jeszcze trochę pod Twoim czujnym okiem 🧐, obniż temperaturę do 50 st.

Jak przygotować mandarynki do suszenia: nacinamy je tak, żeby przedostać się przez skórkę do miąższu: ja robiłam 8 nacięć po przeciwległych stronach. Nie nacinaj do końca – zostaw trochę przestrzeni na górze i na spodzie mandarynki, żeby się nie rozwaliła skórka. Ułóż je na ruszcie i życzcie sobie nawzajem słodkich snów 🌜

Rano mandarynki powinny być pięknie wysuszone w środku, lekko klejące są ok, no i będą lżejsze (poczujesz).

2. No dobra, czas na nawlekanie mandarynek na wieniec.

Bo będziemy to robić za pomocą igły i żyłki 💉🎣.

Włącz sobie jakąś nastrojową muzyczkę i lecimy:

  • nawlecz żyłkę na igłę,
  • z tyłu wieńca znajdź odpowiednie miejsce #1 i przeszyj je płytko na wylot,
  • weź mandarynkę i przeszyj ją na wylot przez nacięcia,
  • przeciągnij żyłkę i ułóż owoc w wybranym przez siebie miejscu,
  • odwróć znowu wieniec, wybierz odpowiednie miejsce #2, przeszyj je płytko na wylot i zawiąż supełek.

I tak z każdą mandarynką.

3. Jak już się rozprawisz z cytrusami to reszta „zrobi się sama” 😉 będziemy kleić!

Rozgrzej pistolet z klejem, a w międzyczasie zastanów się czy chcesz doczepiać laski cynamonu pojedynczo czy w parach. Mnie się spodobały takie pary lasek, związane ciasno sznurkiem lub rafią (jakkolwiek by to nie zabrzmiało 😂). Jeśli Tobie też, to najpierw zajmij się wiązaniem cynamonu.

No i potem lecimy:

  • przyklej cynamon w różnych miejscach na wieńcu gorącym klejem,
  • przyklej szyszki w różnych miejscach na wieńcu gorącym klejem.

Widzisz jak szybko poszło? 🙌

4. Przygotuj kokardę.

Ja jestem zafascynowana tym filmikiem jak zrobić superaśną kokardę, oglądałam go kilkanaście razy zanim zawiązałam swoją 😂 ale technika jest ekstra, polecam!

Kokardę albo przyklej gorącym klejem, albo przymocuj ją żyłką do wybranego miejsca na wieńcu.

5. No i grand finale – zawieś swoje dzieło na drzwiach.

Jeśli jeszcze tego nie wiesz: ja mam na górze drzwi wbitego gwoździa.

Nie ma zmiłuj! 😂 Wieńce muszą wisieć! 😂 Teraz to już nawet mam 3 gwoździe wbite, bo dzieci też będą robić i wieszać swoje dzieła.

Zdecyduj czy masz na tyle mocną żyłkę, która udźwignie wieniec, czy wolisz sznurek lub wstążkę, zawiąż ją na wieńcu i potem hop! zamocuj/zawiąż na gwoździu. (Chyba kiedyś nagram jak ja to robię 😂).

Ta daaaaa!

Przybij sobie piąteczkę, poklep się z satysfakcją po plecach – dobra robota! 👍

Słuchaj, ciekawi mnie, jesteś bardziej #teamwieniec czy #teamstroik ?

Ja przyznam, że u mnie nigdy nie ma miejsca na stole na stroiki 😂 więc taka dekoracja na drzwi bardzo mi odpowiada!

Kategorie
Rozkminy

24 cytaty dla potrzebujących pocieszenia

Dzień dobry, miły Czytelniku i miła Czytelniczko!

Wiesz co, dzisiaj przejdę (dla odmiany!!!) prosto do rzeczy, mam nadzieję, że mi wybaczysz 😉.

Wyzwań adwentowych jest w okół sporo do wyboru, mamy Zdrapkę adwentową, Adwentownik, pewnie część z nas już ma postanowienia adwentowe (a druga część być może właśnie myśli, że w sumie wypadałoby jakieś wymyślić 😉) i powiem Wam, że mam takie poczucie (plus zeszłoroczne doświadczenie 😂), że w adwent można się zmęczyć 😂.

A jak do tego dołożymy jeszcze samo przygotowanie do Świąt Bożego Narodzenia…jest duże ryzyko, że padniemy z wycieńczenia nosem w karpia.

Wszystko oczywiście w atmosferze radosnego oczekiwania.

Ale, tak sobie myślę, nie dla wszystkich ten przedświąteczny czas jest taki radosny.

Być może nie każdego stać na wymarzone Święta.

Być może ktoś doświadcza choroby, samotności, niezrozumienia.

Być może grudzień przypomina komuś o jakiejś mega bolesnej stracie.

Być może ktoś tęskni.

Albo jest w nim jakiś ogromny niepokój.

Może boi się o pracę?

A może perspektywa kolejnych Świąt…dla niektórych wiąże się z takim…kłującym sercem i szklanymi oczami na widok bodziaków z elfami i małych reniferowych skarpetek, których kolejny rok nie kupią.

💔

Dla wszystkich tych, którzy potrzebują pocieszenia w tym adwencie, nawet jeśli żadna wielka tragedia się nie dzieje i mają po prostu doła. Dla pogubionych. I dla tych, którzy czują, że przydałoby im się jakieś potwierdzenie, że Pan Bóg jest i jest blisko i nie na żarty, i jest z nami i w tym niepokoju i w tej samotności – przenika nas i zna nas, i nie odstępuje od nas ani na krok…

Jeśli czujesz, że jesteś w którejś grupie, zapraszam Cię do zapewnienia sobie w tym adwencie takich małych kół ratunkowych – fragmentów z Pisma Świętego, które dają pocieszenie.

Wydrukuj je sobie, potnij i włóż do kalendarza adwentowego, albo do słoika lub koszyka i codziennie losuj jeden. Możesz włączyć go w medytację Pisma Świętego, a możesz włożyć go do kieszeni i przeczytać w drodze do pracy.

Niech ten fragment będzie dla Ciebie zapewnieniem, że w jakiejkolwiek sytuacji byś nie był/nie była, Bóg jest obok Ciebie, nie opuścił Cię i nie porzucił.

I On sam niech będzie dla Ciebie pocieszeniem.

24 cytaty dla potrzebujących pocieszenia pobierzesz klikając tu.

Ściskam i tulę Cię serdecznie,

B.

Kategorie
Rozkminy

Jak przeżyć adwent?

Cześć kochany Czytelniku, kochana Czytelniczko!

Ależ…!!! Dawno się nie „czytaliśmy” 😊… Co o Ciebie słychać?

Mam szczerą nadzieję, że trzymasz się dzielnie i zdrowo, a jeśli z tym drugim krucho, to chociaż niech to idzie ku dobremu! 🧡

Słuchaj, nie wiem czy wiesz…ale za niedługo adwent! Zaczynamy go dokładnie niedzielą 29 listopada.

No i padło takie pytanie na fb. „Jak przeżyć adwent po Bożemu?”

I pozwolę sobie powiedzieć, iż zasugerowano, żebym znalazła odpowiedź na to pytanie 😅

I wiesz co… i zaczęłam intensywnie myśleć nad tym.

Ale nie na żarty. Całkiem poważnie i autentycznie, i bez heheszków: jak przeżyć ten adwent?

Mogłam usiąść i spisać listę pomysłów na to jak ten czas spędzić, jak go sobie i innym umilić, oprawić to w grafikę z Canvy…i nie mówię, że tego nie zrobię, ale…stwierdziłam, ze zacznę od czegoś innego. Że odpowiedź nie leży w wesołej liście zadań, którą ohasztaguję #katoadwent #bestadwentever czy jakkolwiek inaczej.

I uwaga, teraz oczekuję od Ciebie, drogi Czytelniku, droga Czytelniczko, skupienia. Będzie na poważnie.

Bo – jasne – można mieć listę zadań na adwent w formie kalendarza adwentowego czy innego wyzwania i robić coś dla charity, dla sąsiadów, z okazji tego specjalnego czasu w roku.

I to jest OK i trzeba to robić!

Myślę, że fakt, że adwent i BN są zimą, to dodatkowo nas skłania do myślenia o innych. Bo jest zimno (duh!), a może nie każdy ma w domu ciepło, może okna ma nieszczelne, może na węgiel nie starcza, może ten rodzinny czas spędza w samotności.

Pamiętam jak chyba zeszłoroczna reklama już nie pamiętam jakiej fundacji o tym, że wiele starszych osób wigilię spędza samotnie, przy pojedynczej porcji karpia, barszczu i ryby po grecku, sprawiała, że płakałam, WYŁAM jak bóbr.

Zatem, to JEST ważne, żeby w adwencie pomagać innym w ten czy inny sposób. Nawet jeśli to jest akcja jednorazowa, typowo sezonowa, jak Szlachetna Paczka, jak zakupy do banku żywności, to w moim odczuciu nie należy z tego rezygnować, tłumacząc sobie „he! Ja to powinnam robić tak przez cały rok, nie tylko przed świętami [i tu następują odgłosy samobiczowania]”. Tak, true story, powinieneś/powinnaś to robić cały rok, ale dobrze jest robić to CHOCIAŻ sezonowo.

Natomiast przedwczoraj, myjąc głowę (wiecie, w czasie mycia głowy nad wanną krew lepiej dopływa do mózgu i lepiej się myśli 😉) myślałam sobie o odpowiedzi na pytanie: Jak przeżyć adwent po Bożemu? No, jak???

To, że będę chodzić na roraty do dominikanów, że zrobię piękny wieniec adwentowy, że zaplanuję upieczenie ciasteczek, że wykonam X zadań ze zdrapki adwentowej…czy to gwarantuje dobre przeżycie adwentu?

WCALE!

Czy należy z tego rezygnować, zatem?

NIE!

No to co JESZCZE trzeba zrobić?

I przyszła mi do głowy odpowiedź – w formie pytania.

A co przyjście Jezusa na świat oznacza DLA MNIE?

Bóg posłał swojego Jedynego Syna, po to, żeby się u-ro-dził jako Bóg-człowiek, żeby żył jak zwykły, żydowski chłopak, potem żeby nauczał, jeszcze później, żeby umarł i zmartwychwstał – dla naszego zbawienia. Czy ja, kurka wodna, wiem co to właściwie dla mnie, katolika, znaczy?

Co roku wysyłamy sobie wysublimowane życzenia świąteczne „i aby Jezus prawdziwie narodził się w Waszych sercach”.

Ugh! 🤦‍♀️

Co my w zasadzie świętujemy 25 grudnia?

Tak sobie myślę, że skoro Z MIŁOŚCI do nas Jezus się urodził. Jako. Człowiek.

To…może bym Mu tak na tę miłość odpowiedziała?

Nie (tylko) chodząc na roraty…ale…

…chcąc Go poznać i nawiązać z Nim bliższą znajomość?

…dbając o drugiego człowieka?

…pracując nad zmniejszeniem lub nawet zlikwidowaniem jakiejś swojej słabości?

Jak przygotować się do Świąt?

Podejmując walkę, żeby stać się lepszym człowiekiem.

Bo to jest, kurka wodna, WALKA!

Tak, zaczęłam spisywać listę aktywności na adwent, coś co można by robić, żeby przeżyć ten czas lepiej, ciekawiej, rodzinniej…a potem sobie pomyślałam…

Że my możemy wypełniać ten czas różnymi aktywnościami, że możemy mieć różne „wypełniacze”, być jak pluszaki, albo być zarobionym po pachy przeżywając ten adwent…

A tak naprawdę chodzi…o moje i Twoje nawrócenie.

A weź, Benia, Kasia, Piotrek, [tu wstaw swoje imię], zamiast tych jednych rorat, to pójdź po pracy na 15 min na adorację. Weź z Nim pogadaj. Albo nawet lepiej, nic nie mów. Posiedź i pogap się na Niego. I słuchaj co do Ciebie mówi.

A weź, zanim zaczniesz robić ten cudny wieniec adwentowy czy świąteczny, to odłóż na bok wszystkie materiały i zapytaj znajomych, czy ktoś może potrzebuje jakiejś pomocy. Może ktoś właśnie siedzi na kwarantannie, a potrzebuje, żeby ktoś mu coś załatwił na poczcie.

Zanim zaczniesz planować świąteczne zakupy i robić listę prezentów, zastanów się czy może kogoś ostatnio nie zraniłeś. Może regularnie kogoś ranisz. Odłóż listę na bok, weź telefon i zadzwoń, i po prostu przeproś.

Wiecie i nie chodzi mi o to, żeby studzić swój i Wasz entuzjazm do różnych aktywności adwentowych. Jeśli prowadzą do dobra, to one są dobre, róbmy je!

A jednocześnie, czuję, że trzeba inaczej rozłożyć akcenty.

W tym Adwencie, na pierwszym miejscu postaw relację ja-Pan Bóg. Na drugim miejscu relację ja-Pan Bóg-w-drugim-człowieku.

Bo wiecie, On przyjdzie. I to przyjdzie na serio.

Listen up: ON. PRZYJDZIE.

LITERALNIE.

Może jeszcze w tym roku będzie paruzja? Kto to wie?

Może ten adwent będzie dla mnie, dla Ciebie, dobrym momentem, dobrym pretekstem, żeby odpowiedzieć miłością na Jego miłość?

Moją (i Twoją) koślawą, niedoskonałą miłością na Jego miłosierną, bezgraniczną, zawsze-na-Ciebie-czekającą miłość?

.

.

.

To, co ja proponuję Tobie. I sobie. To to:

  1. Zadbaj o relację z Bogiem. Jeśli nie modlisz się codziennie, zacznij od 5 min modlitwy. Jeśli nie czytasz Pisma Świętego, zacznij od 5 min czytania, np. Ewangelii z dnia. Jeśli już to robisz, zdecyduj jaki będzie kolejny krok, który zrobisz w Jego stronę.
  2. Zadbaj o relację z drugim człowiekiem. Jeśli masz w pracy koleżankę-zołzę – westchnij do Jezusa i (ha!) podziękuj za nią, i poproś Pana Boga, żeby jej błogosławił. Jeśli w kółko zajmujesz się sobą, weź do ręki telefon, otwórz listę kontaktów lub znajomych na fb i codziennie do kogoś napisz, co u niego słychać. Zapytaj jak możesz mu pomóc.
  3. Zawalcz o lepszą wersję siebie. Weź na ten adwent na tapetę jakąś swoją słabość. Zapiernicz na Insta? Wybuchy na męża/żonę? Nerwowe poranki przez to, że notorycznie włączasz drzemki w telefonie? – zastanów się jaką swoją słabość czy zły nawyk chcesz zmniejszyć. Może nawet zlikwidować. I pomyśl w jaki sposób (ale konkretnie! SMART!) będziesz and tym pracował(a).

Jeśli czujesz, że to dla Ciebie za dużo, skup się na punkcie 1.

ALE ZACZNIJ OD TEGO:

Pomódl się do Ducha Świętego o prowadzenie Ciebie w tym adwencie. Wystarczy krótka modlitwa. Bo wiesz, bez Jego łaski, to my możemy sobie nagwizdać.

Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą. (Flp 2,13)

Kategorie
Recenzje

Recenzja książki „Niepłodność. Podpowiedzi dla katolickiego małżeństwa”.

Heeeeeej mój Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko! 😊

Nooo, nareszcie tutaj we Wro dało się odczuć to przyjemniejsze oblicze jesieni – słońce, liście chrzęszczące pod stopami, robienie korali z jarzębiny… także tak, u mnie całkiem przyjemnie było w ten weekend.

A jak u Ciebie? 😊 Jesień taka 👍 czy taka 👎?

Poooza tym… jak dawno tu nie było żadnej recenzji! 😱 Możeś zdążył(a) pomyśleć, że zapomniałam jak się czyta! Nic z tych rzeczy! Wracam do gry 😉

Wiesz co, bardzo chcę Ci opowiedzieć o tej książce.

Długo się zastanawiałam jak ubrać w słowa te wszystkie myśli i uczucia na jej temat, które w sobie mam i czuję.

Zacznę tak po prostu:

Jestem pod wrażeniem tej książki!

Moi drodzy, temat niepłodności jest NIEZWYKLE bolesny i być może nawet nie wiecie, że ktoś z Waszych znajomych, rodziny, sąsiadów właśnie wylewa łzy z powodu tego, że nie mogą począć dziecka. Wylewa łzy? Mało powiedziane. Pragnienie dziecka, TAKIE naturalne i wpisane w ludzką naturę przez naszego dobrego Boga, może być TAKIE silne, TAKIE wszechobecne i TAKIE wykręcające wnętrzności i łamiące serce, że może nawet sobie nie zdajecie z tego sprawy. Ja wiem. Ja i mój mąż 8 lat temu rozpoczęliśmy staranie się o dziecko i…ten stan trwa nadal.

Ale ponieważ chcę się skupić tutaj na opowiadaniu o książce, historię naszej drogi do rodzicielstwa opiszę kiedy indziej.

Książka „Niepłodność. Podpowiedzi dla katolickiego małżeństwa” autorstwa Jean Dimech-Juchniewicz daje MNÓSTWO nadziei.

Jeśli jesteś osobą, którą interesuje temat niepłodności, opowiem Ci o 3 rzeczach, dla których warto po tę pozycję sięgnąć.

Po pierwsze primo, autorka zabiera nas w podróż po całym tym emocjonalnym rollercoasterze, który  towarzyszy niepłodnym parom w czasie starania się o dziecko. Przejeżdżamy przez kolejne zakręty: szok, niedowierzanie, gniew, smutek, zazdrość, poczucie winy… Cała masa tych emocji i każdemu z nich towarzyszą przykłady sytuacji z historii Jean i jej męża. I co ważne: każde takie uczucie jest nazwane, AKCEPTOWANE i przytulane.

Słuchaj, emocje są moralnie obojętne. To, że odczuwasz zazdrość na widok kolejnej uśmiechniętej mamy nachylającej się do swojego dziecka w wózeczku…to jest CAŁKOWICIE normalne i nie masz się biczować z tego powodu, że CZUJESZ zazdrość. I’ve been there… dokładnie wiedziałam, o czym Jean pisze – pamiętam moją gotującą się zazdrość i następującą po niej rozpacz, za każdym razem, kiedy na moich oczach po osiedlu krążyły mamy z wózkami dziecięcymi… I Jean opisuje te uczucia, te sytuacje – po to, żeby pomóc Ci je zidentyfikować u siebie (jeśli są), nazwać i zaakceptować.

Po drugie primo, autorka WSPANIALE tłumaczy BARDZO TRUDNE sprawy. Na przykład katolickie zasady moralne. Co wolno, a czego nie wolno w procesie starania się o dziecko – i DLACZEGO. I nie jest to powiedziane w sposób zimny i bezduszny, albo autorytatywny – WRĘCZ PRZECIWNIE. Z każdego słowa Jean bije TAKA MIŁOŚĆ BLIŹNIEGO, SZACUNEK i AKCEPTACJA dla nas, naszych uczuć i naszej historii, dla momentu życiowego, w którym jesteśmy, ŻE GŁOWA MAŁA. Tak może pisać TYLKO osoba, która doświadczyła niepłodności na własnej skórze.

Nie żebym była koneserką ciężkostrawnych dokumentów Kościoła, ALE to JAK Jean wyjaśnia katolicką bioetykę POWALA NA KOLANA. I chociaż osobom, które aktualnie są in medias res tego ogromnego trudu leczenia niepłodności może się wydawać NIEMOŻLIWIE trudne trzymanie się tych zasad, autorka pisze to z TAKĄ delikatnością, a jednocześnie pewnością – jakby dawała znać „WIEM, że to jest szalenie trudne. Jestem w tym z Wami”. Ogromnie sobie cenię to jej podejście.

I po trzecie primo, z tą książką się pracuje. Na koniec każdego rozdziału są pytania do refleksji. I powiedzmy, że to mnie tak do końca nie zdziwiło.

ALE.

Poza pytaniami do refleksji dla osób niepłodnych, są jeszcze fragmenty przeznaczone dla rodziny i przyjaciół tych osób. I to jest totalny SZTOS.

Niepłodna para często czuje się jak samotna wyspa. A ludzie wokół (rodzina, znajomi, sąsiedzi, współpracownicy) czasem nie wiedzą jak się zachować. Niesamowite jest to, że Jean w ogóle wpadła na to, żeby nakierować tych ludzi z otoczenia, podpowiedzieć (nawet wprost) co mówić, a czego nie mówić, bo niepłodna para poczuje się tak i tak. Fragmenty te nie są „złotymi radami” specjalisty, kogoś kto czuje się lepszy, bo jest „wtajemniczony”. Nie. Są to pełne miłości zdania, które uświadamiają najbliższych przez co przechodzi para borykająca się z niepłodnością i w jaki sposób można im pomóc, jeśli w ogóle. Jasne, że każdy może inaczej dany aspekt przeżywać, ale te generalne wskazówki mogą się okazać dla rodziny/przyjaciół na wagę złota.

Wiecie, chociaż jest tak, że ja się już do mojej/naszej niepłodności przyzwyczaiłam i nauczyłam się z nią żyć, to napotykałam tu fragmenty, przy których miałam ochotę się rozryczeć. I nawet nie chodziło o to, że przypominałam sobie moje doświadczenie. Miałam łzy w oczach kiedy czytałam statystyki.

Nawet teraz, jak o tym piszę. 💔

Jest nas tak wiele…

Tak wiele z nas chociaż pragnie tego z całego serca, z jakiegoś powodu nie może począć dziecka. Co szósta para doświadcza niepłodności. 💔

Tyle dzieci jest zabijanych, że serce pęka. Tyle dzieci czeka na adopcję.

Rozwalił mnie ten fragment:

Gdy ogłosiłam w swej parafii, że zakładamy nowe duszpasterstwo z małżeństwami zmagającymi się z niepłodnością, kilka par po sześćdziesiątce i siedemdziesiątce podeszło do mnie po mszy. Ze łzami w oczach powiedzieli mi, że żałują, iż nie było takiego duszpasterstwa dla nich, gdy sami przechodzili przez niepłodność.

Czekajcie, gdzie są moje chusteczki…? 😭

Ech, moi drodzy, polecam. Polecam.

A może są wśród Was tacy, którzy już tę książkę przeczytali? Co o niej myślicie? Dajcie znać w komentarzach.

I wiecie, gdybyście chcieli pogadać o niepłodności…jeśli potrzebujecie rozmowy, może modlitwy w intencji poczęcia dziecka – dajcie znać: bernadetta.franek[at]gmail.com 🙏.

Kategorie
Dom

10 nietuzinkowych przebrań na Bal Wszystkich Świętych

Hej Drogi Czytelniku!

Co u Ciebie? 😊

Mam nadzieję, że w Twoich stronach jesień okazuje się choć ciut bardziej łaskawa i masz trochę słońca i ciepła 🧡 Bo u nas we Wro…cóż. Szaro i buro! Nie lubię.

Ale, ale! Dzisiejszy post bynajmniej nie będzie szaro-bury.

Dzisiaj opowiem Ci co wymyśliłam w jakże problematycznej kwestii przebrań na Bale Wszystkich Świętych 😁.

Tak, taaaaak, takie bale istnieją i jeśli jeszcze o nich nie słyszałeś, to znaczy, że …albo nie masz dziecka w placówce edukacyjnej katolickiej 😂, albo nie załapałeś się na taką imprezę w duszpasterstwie młodzieży albo akademickim. Ach cóż, ach cóż.

Słuchaj, zanim przejdę do meritum dzisiejszego posta, krótki background. Krótki, obiecuję 😁.

Nasze dzieci chodzą do przedszkola katolickiego i od jakiegoś czasu jest taki zwyczaj w październiku/listopadzie, że w odpowiedzi na imprezy halloweenowe zaczęto w różnych takich katośrodowiskach robić bale Wszystkich Świętych.

Powiem Wam SZCZERZE…

…🤦‍♀️🤦‍♀️🤦‍♀️…

…że jako estetka i osoba raczej pomysłowa CIERPIĘ KATUSZE.

Cierpię, bo widząc zdjęcia z takich imprez (również dla młodzieży/young adults) widzę: szaty, sutanny i habity.

I szaty, sutanny i habity.

Uuuuuuugggghhhhh! Send help! 😩

I oczywiście, ŻEBY NIE BYŁO(!!!), nie ma absolutnie nic złego w tym, że ktoś się przebierze za św. Jana Bosco, za św. Katarzynę z oczami na talerzu, czy za św. Faustynę… To są wszyscy FANTASTYCZNI święci, ale ja. Lubię. Mieć. Wybór.

Lubię mieć wybór na taką imprezę jak bal przebierańców (a do takiej kategorii wpada Bal Wszystkich Świętych). A wybór między izraelską szatą sprzed 2000 lat, sutanną, a habitem to dla mnie żaden wybór.

I żeby nie było (po raz drugi)! Na pierwszy Bal Wszystkich Świętych przebrałam Łucję za św. Łucję: biała sukienka, czerwona kokarda w pasie i sztuczny wianek z niezapalonymi świeczkami na głowie. Wyglądała cudnie.

Na drugi Bal Wszystkich Świętych przebrałam ją za św.Weronikę (tak ma na drugie i była w wieku kiedy dało się ją jeszcze przekonać do moich pomysłów 😜): ciocia Brydzia zrobiła jej granatową sukienkę i biały ‘welon’ i namalowała na kawałku płótna odbitą twarz Jezusa. Łucka była baaardzo zadowolona. I to najważniejsze. Przy okazji, co baaardzo ważne, dowiedziała się trochę i o św.Łucji i o św.Weronice.

Ale teraz już jej imiona się skończyły 😂 i trzeba wybrać kolejną świętą na taką imprezę (o ile w czasach covidowych się odbędzie).

No i już zaczynają się schody! Wiecie, dla mnie warstwa wizualna jest ważna (nie najważniejsza, ale ważna), a jak wszyscy będą czarno-biało-szaro-brązowi…to tak smutno po prostu.

Dlatego ABSOLUTNIE NIE UMNIEJSZAJĄC żadnemu z rewelacyjnych i zuchwałych świętych w szatach/habitach/sutannach, wynalazłam kilka mniej lub bardziej znanych perełek – świętych, którzy mają po prostu ciut ciekawszy strój.

Oczywiście będzie disclaimer 😉: piszę to z perspektywy kreatywnej mamy przedszkolaków – nie jestem specjalistką od hagiografii 😉.

10 nietuzinkowych przebrań na Bal Wszystkich Świętych

Dla dziewczynek:

św. Jadwiga Królowa – no kaman, już na samo to, że była królową, dziewczynkom oczy się zaświecą 😉. Na strój wystarczy piękna, królewska suknia i korona (WIADOMO o jaką koronę chodzi). Akurat takie artykuły nietrudno będzie znaleźć w sklepach. Looknijcie na jej wizerunki.

św. Joanna d’Arc – ha! To dopiero aparatka. Na strój Joasi potrzebna jest zbroja – albo cała z materiału albo góra z pianki/plastiku. Podoba mi się ten jej wizerunek: dla kobiecego akcentu długa spódnica. Super!

św. Joanna Beretta Molla – była lekarką! Ja to widzę tak: spódniczka (nawet niekoniecznie musi być biała), biały fartuch lekarski z naszytym lub namalowanym czerwonym krzyżem i zabawkowy stetoskop na szyi. E voila!

św. Magdalena z Nagasaki – tak! Istnieje! Przedstawiana jest w habicie augustiańskim, ALE TEŻ często w kimonie z krzyżem dominikańskim (była tercjarką augustiańską i dominikańską). A jak jeszcze można zrobić dziewczynce koka na czubku głowy – cudnie!

św. Kateri (Katarzyna) Tekakwitha – wisienka na torcie. Święta indianka. Jeśli św. Magdalenę z Nagasaki można troszeczkę porównać do Mulan (chociaż Mulan z Chin, a Magdalena z Japonii), to św. Kateri to Pocahontas. I pozamiatane. Dziewczynki uwielbiają księżniczki 😉. Wiadomo jak będzie wyglądało przebranie: strój Indianki. A że św.Kateri lubiła rzeźbić małe, drewniane krzyżyki, to taki krzyżyk na szyi można dodatkowo zawiesić.

Dla chłopaków:

św. Jerzy – waleczny rycerz, który pokonał smoka. Na strój potrzebna jest zbroja rycerska, a że ja lubię sobie utrudniać życie 😜, fajnie byłoby ją dodatkowo ozdobić namalowanym na materiale wizerunkiem smoka. Błagam, niech idzie na bal bez włóczni.

św. Hubert – zanim został biskupem…był myśliwym! A skoro myśliwym, to przy odrobinie wyobraźni można by jego strój nieco porównać do stroju Robin Hooda. Ha! Ja to (znowu) od razu mam przed oczyma taki strój, który na torsie ma namalowany wizerunek białego jelenia z jaśniejącym krzyżem ponad porożem. Ach! 💚 (I niech łuk i strzały zostaną w domu!).

św. Marcin – również rycerz, chociaż jeśli porównacie wizerunki jego i św.Jerzego, to św.Marcin dużo częściej jest pokazywany w zbroi rzymskiego legionisty. Koniecznie musi mieć czerwony płaszcz/pelerynę/żołnierską opończę! (Muszę wspominać o mieczu, a raczej o jego braku? 😅)

św. Michał Archanioł – jak to mój mąż określił, „lepszy niż Lego Ninjago!” 😂 Moi drodzy, koniecznie zbroja i skrzydła! Ach, już to widzę z jaką dumą przedszkolak będzie wkraczał do sali jako generał wojsk anielskich 😉.

św. Józef Gabriel Bochero – również wisienka na torcie. Słuchajcie, to święty ksiądz z Argentyny, który do swoich parafian dojeżdżał na …koniu. Lub mule. I w kapeluszu. No i dostał sympatyczną ksywkę „ksiądz-gaucho”. A gaucho (dla niewtajemniczonych, jak do niedawna ja 😂) to taki południowoamerykański…kowboj. Ksiądz-KOWBOJ. Moi mili: stój kowboja wzbogacony o apaszkę pod szyją, taką jak tu. I krzyżyk na szyję. I jest rewelacja.

Co ważne, a czego za Was nie zrobię 😉 przeczytajcie sobie i z dziećmi życiorys tego świętego (wszystkie macie podlinkowane), którego wybierzecie. Będzie dobrze jak chociaż ze dwa zdania będzie dziecko umiało powiedzieć o tym, za kogo się przebrało, no nie?

A Wy, może macie jakieś pomysły kogo do tej listy dopisać? 😁

Kategorie
Dom

Jesienne aktywności dla katolika

Jesień mix

Cześć!

Nareszcieeeeeeeee!!!….

O mamo już mózg mi się przegrzewa 😅 ale wreszcie, WRESZCIE wrzucam tu coś, co przygotowałam specjalnie dla Was:

Listę aktywności na jesień – dla katolików (i nie tylko), dla singli, dla rodzin, dla małżeństw, dla par, dla paczki przyjaciół… kombinacji jest dużo 😁

Słuchajcie, o co chodzi?

Zapraszam do umilenia sobie jesiennego czasu, wykonując wszystkie lub wybrane czynności z listy.

Zrobiłam 3 różne zestawy: dla „dorosłych”, dla dzieci i mix (dla rodzin oraz tych dorosłych, którzy mają ochotę sobie przypomnieć dzieciństwo 😉).

Można sobie listę WYDRUKOWAĆ i przyczepić do tablicy korkowej, przymocować do lodówki, i odhaczać co zrealizowaliście.

Są z grafiki z numerkami, żeby było łatwiej odnaleźć dany pomysł na liście i grafiki bez numerków – ja sobie taką np. wydrukuję dla ozdoby 😉 a co!

Jesień i dzieci

Jeśli chodzi o dekoracje i wieńce jesienne, zapraszam po inspirację do Pinteresta, np. do mojej tablicy, w której gromadzę inspirację.

A jeśli zastanawiacie się co to jest scavenger hunt, to już tłumaczę 😁: to taka zabawa, w której dzieci mają listę różnistych rzeczy do znalezienia. Wygrywa ten (lub ta drużyna), która uzbiera te rzeczy szybciej. Jeśli jedziemy do lasu, to może to być lista „artykułów” leśnych: 2 szyszki, 3 żołędzie, patyk, kamień, itd. Wielka zaleta tej zabawy jest taka, że można się w nią bawić również w domu. Koniecznie sprawdźcie te pomysły na „skalibrowanie” scavenger hunt według Waszych możliwości 😉.

No dobra, dobra!

Dzisiaj nie będzie dużo pisania, będzie za to link do pobierania!

(Ależ rymy 😅, nie ma co…).

Wszystkie listy i grafiki można POBRAĆ TU.

Bawcie się dobrze (na ile można) tej jesieni! 😊

Kategorie
Rozkminy

Czy wspólnota jest do zbawienia koniecznie potrzebna?

Witaj Drogi Czytelniku i Droga Czytelniczko!

Jak leci? What you’re up to lately?

Jesteś typem (typką? 😂), który cieszy się jesienią, czy tęskni za inną porą roku? Na przykład tą najcieplejszą ze wszystkich? 😅 Ja, przyznaję się bez bicia, jestem wierną fanką lata, ale tą słoneczną, bezdeszczową jesień…jakoś zniosę 😅 za tą deszczową nie przepadam.

Wiesz co! Ostatnio mocno chodził za mną temat wspólnoty. Kurrrrrka wodna, tak mocno! Myślę, że to wszystko zasługa tego, że zachwyciłam się ostatnio dokumentami wspólnoty Equipes Notre-Dame, w której jesteśmy z mężem. Ech! Jak to jest wszystko bosko przemyślane!

I potem zaczęłam tak sobie dumać, że w sumie przecież mnóstwo ludzi nie jest w żadnej wspólnocie…i że nie wiedzą, co tracą! 😂 Moim zdaniem, of course.

Stwierdziłam, że ja w takim razie zbiorę w listę kilka powodów, dla których WARTO być we wspólnocie. I mam tu na myśli we wspólnocie katolickiej, której na celu jest duchowy wzrost, zbliżenie się do Boga, (uwaga, nie przestrasz się) ŚWIĘTOŚĆ. Jasne, nie znam WSZYYYYSTKICH wspólnot na świecie, ale zdecydowałam, że i tak spiszę te powody 😂 Będę je pisała z perspektywy przynależności do Ruchu Duchowości Małżeńskiej Equipes Notre-Dame, która jest (jak to mój mąż nazywa) starszą siostrą Domowego Kościoła.

Myślę, że kiedy indziej opowiem w większych szczegółach o Equipes Notre-Dame (Ekipach/ENDzie), bo to długa historia, której chyba nie umiem opowiedzieć w pigułce 😅 i skupię się może na tym na czym powinnam w tym tekście 😂, a mianowicie, PO CO nam wspólnota.

7 powodów dlaczego warto być we wspólnocie*

(* pisząc te powody w sposób szczególny myślę o Equipes Notre Dame i Domowym Kościele – bo takie mam doświadczenie)

1) Gotowe narzędzia pracy

No to tak. We wspólnocie nie wyważasz otwartych drzwi. Mają tam gotowe, wypróbowane przez lata narzędzia, które rozwijają Cię duchowo i zbliżają do Boga. I najczęściej nie jest to ABSOLUTNIE nic nowego, nic kosmicznego: np. codzienna modlitwa, regularne czytanie Pisma Świętego, a we wspólnotach małżeńskich comiesięczny Dialog z małżonkiem. ALE, są to narzędzia dobrze ustrukturyzowane. Ja, gdyby nie END, dalej nie czytałabym Pisma Świętego. No way. Jakoś nie miałam takiego nawyku, ani w ogóle takiego doświadczenia regularnego czytania Biblii. Teraz, jeśli nie przeczytam, to czuję, że mój dzień jest niepełny.

2) Większa motywacja do pracy nad sobą

To ciutkę taka psychologia tłumu. Jak już masz te narzędzia i jest czas na spotkanie wspólnoty, to jest też czas na podsumowanie miesiąca: jak Ci poszło realizowanie tych postanowień? I to nie chodzi o to, że „uwaga, uwaga, teraz następuje sprawozdanie i ci, którym udało się posunąć do przodu w rozwoju duchowym otrzymują wieniec zwycięstwa, a ci, którym nie udało się, lądują pod pręgierz i dostają baty: hadzia! Hadzia!”. No, nie. Owszem podsumowujemy naszą miesięczną pracę. Ale to, że widzimy się co miesiąc na spotkaniach działa po prostu motywująco. Jeśli w zeszłym miesiącu nasza modlitwa małżeńska leżała i kwiczała, to w tym miesiącu chcemy ją podnieść z tej podłogi, otrzepać z kurzu, obmyślić realistyczny plan i podjąć ten wysiłek, żeby ona była.

3) Miłość braterska

To jest w ogóle rewelka. Czy to jesteś we wspólnocie solo czy w małżeństwie możesz praktykować miłość braterską, miłość bliźniego. I też, żeby trochę zdjąć tej pompatyczności z tego wyrażenia, CHODZI PO PROSTU O TO, że pomagasz. Ja to sobie wyobrażam WRĘCZ następująco: ludzie ze wspólnoty popilnują Ci dzieci, pomogą w przeprowadzce, zawiozą na porodówkę, kiedy mąż w delegacji, no i oczywiście POMODLĄ się w Twojej intencji. Zawsze.

4) Nie jesteś(cie) samotną wyspą

Prościej się nie da: RAZEM RAŹNIEJ. Czasem potrzebuję być po prostu wysłuchana. Czasem, jak JA wysłucham kogoś, to się mega zainspiruję jego sposobem np. na ogarnięcie modlitwy z dziećmi. Słuchamy o swoich wzlotach i upadkach. Bo nie ma co mydlić sobie oczu, chrześcijaństwo trudne jest. A chrześcijaństwo + rodzicielstwo to ostra jazda bez trzymanki 😜. Będąc razem, wzrastając razem, pokonując kolejne kroki w rozwoju duchowym razem…to jest naprawdę mega pokrzepiające.

5) Jedność w różnorodności

To też nie jest tak, że każda wspólnota, ekipa, krąg jest tworem monolitycznym. Jakież by to było NUDNE! Tak naprawdę, po pierwsze primo, jesteśmy na różnych etapach rozwoju duchowego. Po drugie primo, mamy różne doświadczenie życiowe. Przeszliśmy przez różne sytuacje, które w jakiś sposób nas ukształtowały. Wreszcie, mamy różne charaktery – i różne spojrzenia na dany temat. I tą różnorodnością też się dzielimy i siebie nawzajem ubogacamy.

6) Okazja do dawania i brania

Umówmy się: jest czas, że jesteśmy na haju duchowym (czyt. relacja z Panem Bogiem jest mega bliska) i dzielimy się tą radością i podrzucamy książki o rozwoju duchowym, i przesyłamy ludziom cytaty z Pisma Świętego i jest zachwyt i och i ach, i angażujemy się w posługi i służymy i w ogóle. SZAŁ. Albo dostaliśmy podwyżkę, albo premię i w związku z tym czujemy, że możemy sobie pozwolić na hojność materialną. A czasem jest przeciwnie: jesteśmy w dołku. No, lipa TO-TAL-NA: tekst na spotkanie nieprzeczytany, modlitwa szwankuje, zapomnieliśmy o regule życia (postanowieniu pracy nad sobą), normalnie wstyd i hańba. Nie wyrabiamy się z niczym, dzieci włażą na głowę i ciężko się duchowo rozwijać. To. Jest. OK. Jest czas dawania i czas brania – i we wspólnocie uczymy się jednego i drugiego.

7) Opieka kapłana

Pamiętam jak mama mi opowiadała, że jak byłam mała (i wcześniej) księża w naszym domu byli nierzadkimi gośćmi. Rodzice byli w Domowym Kościele i zwyczajnie zapraszali na kawę, herbatę, ciasto. Myślę sobie, że taka – jak to nazwać, żeby w dzisiejszych czasach nie zabrzmiało to źle? – relacja z kapłanem to coś mega fajnego. Patrząc z perspektywy ekipy: mamy księdza – doradcę duchowego, który jest na każdym spotkaniu, żeby nam towarzyszyć, czerpać z naszego doświadczenia i również nami się opiekować. Można do niego zadzwonić i pogadać, poradzić się i zawsze możemy liczyć na jego modlitwę. Simply awesome.

Czy zatem wspólnota jest do zbawienia koniecznie potrzebna? Oczywiście, że NIE!

(Jeśli zauważyłeś/zauważyłaś nawiązanie w tym tytule do sześciu prawd wiary (ha! Czasy podstawówki 😁), to punkt dla Ciebie 😉. „ŁASKA Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna”. Nie wspólnota).

Część z tych rzeczy może mieć miejsce i poza wspólnotą. I niektórzy z nas mogą się megafajnie rozwijać i bez wspólnoty. Having said that 😉 ja się cieszę, że jesteśmy w ekipach. Wiem, że gdyby nie to, to my osobiście zatrzymalibyśmy się z formacją i rozwojem duchowym na czasach duszpasterstwa akademickiego. A tak, to i służyć możemy i czerpać pełnymi garściami.

Amen!

A czy ktoś z Was jest w jakiejś wspólnocie? Jeśli tak, to jakiej? Dopisalibyście coś do listy? Dajcie znać w komentarzach 😊