Kategorie
Recenzje

Jak ona to ogarnia?

Hej mój Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko!

Cieszę się, że tu zajrzałeś/zajrzałaś!

Jak tam u Ciebie leci?

Ja się powoli budzę ze snu świątecznego 😉 Jeśli mnie śledzisz na IG, to wiesz, żem zakwarantannowana – niemalże zapuszkowana we własnym mieszkaniu – do połowy kwietnia! Coś dla mnie strasznego, a jednocześnie coś, co mi TYLE dało!

Przede wszystkim: zwolniłam tempo! Trochę świątecznie, trochę mimowolnie-kwarantannowo, ale mam też takie podejrzenie, a może nawet nadzieję, że to dzięki łasce i dzięki kilku książkom, które trafiły w moje ręce. Zwalniam tempo, przesuwam trochę punkt ciężkości w życiu – czuję, że tego mi trzeba!

Ale dobra, już dobra!

Jedna z książek, która TAK na mnie wpłynęła ostatnio to urocza, pięknie wydana książka Agnieszki Stefaniuk „Jak to ogarnąć? Praktyczny poradnik zarządzania szczęściem”.

Słuchajcie!

Śledzę Agnieszkę na IG (Family Fun by Mum) i PAMIĘTAM ten okres premiery książki i PAMIĘTAM jaka byłam SCEPTYCZNA 😂 „O nieee…kolejna książka o tym, że dzieciom trzeba pomagać nazywać ich uczucia i emocje i jakie to ważne?? No, thank you!” 😂 – tak sobie wtedy o niej myślałam 😅.

No, ale…ciekawość wzięła górę 😂😅 i ją po kilku miesiącach od premiery kupiłam.

Jakież było moje pozytywne rozczarowanie, jak zaczęłam ją czytać!

Słuchajcie, do rzeczy! A nawet: do trzech rzeczy!

3 rzeczy, które musicie wiedzieć o tej książce

1) To nie jest taka zwykła książka parentingowa. To jest pierwsza książka, którą czytałam, która dała mi BIG PICTURE macierzyństwa.

I sporo zmieniła w moim patrzeniu na tę rolę w moim życiu.

U mnie na półkach znajdziecie sporo książek o różnych aspektach wychowywania dzieci, czy może o różnych problemach wychowawczych, z którymi przyszło mi się mierzyć 😜, ale ŻADNA z tych moich mądrych książek nie patrzy na macierzyństwo z tak szerokiej perspektywy.

To, do czego Agnieszka zachęca w swojej książce:

– do popatrzenia na rodzinę jako na drużynę,

– do spojrzenia inaczej na swoją rolę jako mamy,

– do tego, żeby zdefiniować wartości, według których chcielibyśmy nasze dzieci wychować

to wszystko tak mi w duszy gra!

Bo, kochani moi, myślę sobie, że ja się Wam do czegoś przyznam: nie mam planu wychowawczego! 🙈 Ajć! W sensie, NIESTETY przyznaję się do tego i dzięki tej książce to widzę, że działam bardzo REAKTYWNIE zamiast proaktywnie. Takie wychowanie na łapu-capu. Że jak się pojawia problem, trochę panikuję to kupuję kolejną książkę, mając nadzieję, że tym razem załapię jak to się robi, to to całe mamowanie.

A tym czasem i to trzeba robić i czegoś jeszcze nie zaniedbać: zadać sobie pytanie – czego ja właściwie chcę moje dzieci nauczyć? Do jakich wartości ja chcę je wychować?

I może to brzmi jakoś bardzo filozoficznie, ale wiecie co? Mam serdecznie dosyć wychowywania dzieci w stylu yolo: „jakoś to będzie”, „zobaczymy co z tego będzie (co z niej wyrośnie??)”. Czuję całą sobą, że potrzebuję zamknąć oczy i – koniecznie w ciszy!! – zastanowić się 🧠 nad odpowiedzią na takie pytanie: jaka chciałabym, żeby była nasza rodzina?

I to jest jednocześnie empowering i frightening jak wiele, wieeeele zależy ode mnie jako mamy – od tego na ile ja sobie to w głowie poukładam, powyobrażę i przemodlę 🙏.

Ten big picture, ta szeroka perspektywa, to wzięcie kroku do tyłu, żeby zobaczyć co ja właściwie maluję , to jest coś, czego ja absolutnie bardzo potrzebuję!

(This calls for a solo trip, btw!)

2) To kto jest dla mamy najważniejszy? Mąż.

Patrzcie na to:

„Szczęście rodziny – i Twoje też – w największym stopniu zależy od udanej relacji między rodzicami”.

I np. na to:

„W każdym okresie małżeństwa mąż powinien być najważniejszy dla żony, a żona dla męża”.

Nie jest to dla mnie nowość – ta kolejność w priorytetach – ale tak się cieszę, że tyle razy w książce jest to podkreślone! Zastanawiam się czy takie myślenie w ogóle jest w modzie? Że w życiu mamy najważniejszy powinien być właśnie mąż! Nie dziecko!

Powstrzymajcie swój bulwers, bo to nie znaczy, że dziecko nie jest ważne, wręcz przeciwnie! Ale TAK mi się podoba jak autorka wskazuje i udowadnia jak zadbana relacja małżeńska 👱‍♀️💖🧑 przekłada się na szczęście dziecka – na szczęście rodzinne.

To, że nie trzeba mnie do tego przekonywać, nie znaczy, że robię to w 100% dobrze – bo jest co poprawiać, podejrzewam, że jak w każdym małżeństwie. Ale tak czuję to w trzewiach, że tak! Że dbanie o relację ze współmałżonkiem to nie jest coś, co zostawiamy na czas, aż dzieci podrosną, że o to trzeba dbać stale. I naprawdę nie trzeba niczego spektakularnego, zresztą, pandemia nam wiele spektakularnych możliwości zabrała, ale chodzi o drobne gesty, dobry czas, w sumie o te pięć języków miłości, nieprawdaż? Ważne!

3) Nie ma, nie ma, weź kartkę i pisz – czyli konkretne zadania.

Mocną stroną książki jest to, że są tu bardzo konkretne rzeczy do zrobienia, moi mili! Tak, taaaak, nie przerabiamy tylko teorii! Autorka zadaje wiele rzeczy do przemyślenia, spisania i przedyskutowania z mężem. Ja sobie zapisywałam na końcu książki ile zadań mnie czeka jak już będę mogła usiąść w ciszy na dłużej niż odcinek kreskówki 😂: 13!! 13 zadań! A na pewno coś ominęłam…🤦‍♀️

I tak mi się podoba, że te zadania od Agnieszki każą zajrzeć w głąb. W głąb siebie, w swoje marzenia, w wizję swojej rodziny – i to co wypracujesz, wyobrazisz sobie będzie punktem wyjścia dla wielu, wielu decyzji. Nie zatrzymujemy się na czytaniu, tylko wprowadzamy konkret!

Powiem Wam coś jeszcze. Na te moje przemyślenia i plan działania ja założyłam specjalny zeszyt 😁. Ma oczywiście szumnie brzmiącą nazwę „Notatki z macierzyństwa”. Pierwszy wpis jest o tym, dlaczego ten zeszyt w ogóle powstał. Drugi jest o tym, że na starość bardzo bym chciała dalej dobrze słyszeć (napisałam to po dniu pełnym wrzasków moich małych Nazguli – z różnych powodów).

Ale będzie w nim również a przede wszystkim miejsce na właśnie takie rozwiązywanie zadań od Agnieszki.

Spisanie wizji, skonkretyzowanie wartości, brainstorming sposobów, podział obowiązków – ach, ach, już zacieram ręce!

Kochani, polecam Wam tę książkę! Czuję, że daje taką solidną i mądrą podstawę. A mając dobrą podstawę i ten punkt przed oczami, do którego dążymy, ten cel, który chcemy osiągnąć, nasze działania jako rodziców zaczną być bardziej poukładane i sensowne. Tak mi mówią moje trzewia 😉

A może już ktoś z Was ją czytał? Podzielcie się wrażeniami w komentarzach! 😊

Kategorie
Dom

Minimalistyczny wieniec wiosenny

Czeeeeeść!

Cieszę się, że tu jesteś! 😊

Powiem Ci w sekrecie, że pisząc ostatnie parę postów musiałam sprawdzić, jak zaczynałam ostatnie kilka wpisów, żeby upewnić się, że się nie powtarzam z przywitaniem 😅

Ale to byłby wstyd, gdybym zaczynała kilka tygodni z rzędu „Hej kochany Czytelniku, kochana Czytelniczko!” , „Hej kochany Czytelniku, kochana Czytelniczko!”, „Hej kochany Czytelniku, kochana Czytelniczko!”… rozumiesz, c’nie? 😅

No dobra!

Jak zapewne widzisz za oknem, zaczęła się wiosna. To dla tych, którzy trzymają za oknem kalendarz 😅 (oj, nieco wody do tego suchara, milady 😅!)

No bo reszta z nas zapewne jak już się wygramoli z łóżka, to podchodzi do okna ziewając i przecierając oczy, po czym paczy i się zastanawia, drapiąc się w poczochraną głowę, dlaczego przyszło mu/jej żyć w takiej szerokości geograficznej (mam na myśli PL ofkors), co to serwuje śnieg na dobry początek wiosny.

Ech.

Wiesz co, mam propozycję.

Niech chociaż Twoje drzwi wiosenne będą.

Skoro na dworze jest jak jest, to odwróć się od tego okna na pięcie i zrób coś, co cieszy oko, skoro, no… za tym oknem jest jak jest.

Słuchaj kochany/kochana, jeśli jeszcze nigdy nie robiłeś/nie robiłaś wieńca, to ja nie wiem nad czym się zastanawiasz 😁 Choć pokażę Ci jak zrobić naprawdę prosty, minimalistyczny wieniec, a zobaczysz, że to przyjemnie zajęcie i Ci się spodoba!

Minimalistyczny wieniec wiosenny

Czego będziesz potrzebować:

– tamborka (nie bój się, nie będziesz wyszywać 😉),

– sztucznych kwiatów (serio, wystarczą jeden większy i dwa mniejsze),

– trochę sztucznej zieleniny (u mnie łącznie 4 gałązki a la trawy i a la bukszpanu (tak sądzę),

– pistolet na gorący klej,

– klej do pistoletu na gorący klej (ha!),

– nożyczki i/lub sekatorek,

– kawałki wstążek (polecam je zróżnicować pod względem faktury, szerokości, kolorów),

– żyłki do zawieszenia wieńca.

No dobra, zabierajmy się do pracy:

1) Ustaw tamborek na stole, weź zieleninę, przytnij kwiaty tak, żeby zostały same główki i zacznij układać kompozycję, tak żeby Ci pasowała. Zrób zdjęcie, bo zaraz będziemy wszystko demontować 😉.

2) W tym wieńcu zaczynamy od…wstążek 😊 Wstążki możesz albo zawinąć w taką pętelkę podwójnie, albo, w przypadku krótszych, możesz je przyklejać pojedynczo gorącym klejem bezpośrednio do tamborka. Wiąż i/lub przyklejaj je na dole wieńca.

3) Teraz będziemy doklejać kwiaty. Zerkaj na zdjęcie i gorącym klejem mocuj do tamborka najpierw kwiaty, a potem zieleninę, zgodnie ze swoim własnym, najwłaśniejszym pomysłem 😉 Mój pomysł był taki, żeby na czas przyklejania zieleniny odwrócić tamborek, żeby mieć lepszy dostęp do miejsc…klejonych 😉

4) Na koniec zawiąż pętelkę z żyłki na górze wieńca i przymocuj swoje dzieło do drzwi (u nas jest gwóźdź. Zwykły, najzwyklejszy gwóźdź wbity perfidnie na górze drzwi, żeby móc na nim właśnie przymocowywać wieńce 😉

I co…to już???

No już! Widzisz? Mówiłam, że będzie prosto i minimalistycznie 😉 a jak ładnie!

No. To teraz powiedz jakie intrygujące aktywności wiosenne (oprócz robienia wieńca) planujesz! Jestem ciekawa, daj znać! 😊

Kategorie
Dom

10 prostych pomysłów na Dzień św. Patryka

Throwback! Dzień św. Patryka 2020 with the fam 😉

Hej kochany Czytelniku, kochana Czytelniczko!

Cieszę się, że tu jesteś 😊. Co u Ciebie słychać? Już jesteśmy za połową Wielkiego Postu! Myślisz już o Wielkanocy? Ja nie, a powinnam! 🙈

Ale najpierw nie mogę przestać myśleć o tym, że już jutro (tj. 17 marca) jest wspomnienie św. Patryka! Ja bardzo lubię ten Dzień – mam z nim fajne skojarzenia, no i jako filolog angielski i miłośniczka wszystkiego (no dobra, raczej nie ABSOLUTNIE wszystkiego 😅), co anglojęzyczne, nie mogę, NO PO PROSTU nie mogę przejść obojętnie wobec takiego dnia.

Z związku z powyższym, mój Drogi, moja Droga, przygotowałam dla Ciebie i dla Twojej rodzinki kilka pomysłów na aktywności związane z Dniem Świętego Patryka.

Wszystkie PROSTE i niewymagające ogromu zachodu!

Przede wszystkim, zachęcam do poluzowania szelek i przebrania się na zielono! Ale wybiegam zanadto do przodu, wybaczcie 😅 Oto i one:

10 prostych pomysłów na Dzień św. Patryka:

Dla dzieci:

1) Przeczytaj im historię św. Patryka – i w razie czego, uzupełnij swoje braki wiedzy 😉

Tutaj znajdziesz wersję dla dorosłych (nie chodzi o zawartość, tylko o długość tekstu 😂), którą potem możesz opowiedzieć, a tutaj możesz skorzystać z gotowca. To dobry początek – wytłumacz im co to w ogóle był za gość.

2) Ubierz dziecko na zielono. Chyba nie muszę mówić, że Ty też mógłbyś/mogłabyś – korona Ci z głowy nie spadnie, trust me 😉, a będzie po prostu mega sympatycznie.

3) Wytnijcie girlandę z koniczynek z papieru. Tutaj masz wzór, wystarczy odrysować, wyciąć, przymocować na sznurku i powiesić w domu. Będzie prosta i wdzięczna dekoracja!

4) Obejrzyjcie razem „Sekret księgi z Kells” 😊. (Uwaga, dla dzieci w wieku 8+). Przygotujcie popcorn, przykryjcie się kocykiem i enjoy!

5) Upieczcie zielone ciasteczka! Mogą być w kształcie koniczyny lub podkowy (tutaj przykładowy przepis!), a jeśli nie macie barwnika lub odpowiednich foremek, to wiecie co… możecie robić z kruchego ciasta laski biskupie. To jak lepienie z plasteliny. Zero baking skills required 😉

Dla dorosłych:

1) Pomódl się do św.Patryka! Możesz własnymi słowami lub modlitwą zwaną pancerzem św. Patryka, którą znajdziesz tu (chociaż mam mieszane uczucia na widok słów „Wzywam dzisiaj te wszystkie cnoty (…) przeciw czarom kobiet, kowali i druidów” 😅). Św. Patryk jest patronem inżynierów, fryzjerów, kowali, górników, upadłych na duchu oraz dusz w czyśćcu cierpiących – możesz pomodlić się w ich intencji (np. w intencji swojej ulubionej fryzjerki/ulubionego fryzjera! Nie żartuję! Kto się za nich pomodli jak nie Ty! 🙌)

2) Włącz irlandzką muzykę. Ja niezmiennie będę polecać Celtic Woman – uwielbiam. Ale może bardziej podpasuje Ci U2 😉 Zobacz też playlisty z irlandzką muzyką na Spotify’u. Nie pożałujesz.

3) Obejrzyj irlandzki film. I mam tu na myśli zarówno produkcji irlandzkiej, osadzony w Irlandii albo o Irlandczykach. Może to czas na powtórkę „Brooklyn’u” lub „Once”? 😊

4) Poćwicz wymowę imion irlandzkich! Myślę, że Saoirse Ronan byłaby mega wdzięczna, gdybyś nie przekręcał(a) jej imienia. Na zachętę, obejrzyj ten filmik i jeszcze ten filmik.

5) A jeśli masz ochotę zaszaleć i trochę się poruszać, to w imieniu twórców zapraszam na lekcje stepowania. Ha! Odważysz się? 😉

Zacznij od prostych kroków, dodaj następne i wreszcie, ćwicz choreografię like a pro!

To co, za co Ty się zabierzesz? 😊 A może masz jakieś dodatkowe pomysły na świętowanie? Napisz koniecznie w komentarzu!

Kategorie
Dom

DIY smartphone box

Heeeej miły Czytelniku, miła Czytelniczko!

Ale super, że wpadłeś/wpadłaś! 😊 Jak Ci mija Wielki Post? Jak Twoje postanowienia? Ja w tym roku – jak już wspominałam – postawiłam na minimalizm…ale walczę nawet o to! 😅 Cóż, taki rok!

Słuchaj, ja dzisiaj do Ciebie wpadam z pomysłem na DIY!

Wiesz, zaczęło się od tego, że dawno temu wpadłam na bloga The Littles and Me i zauważyłam tam pomysł na pudełko na telefon.

Po co komu pudełko na telefon? – być może się zastanawiasz.

Chodzi o to, żeby wrzucać do środka swój smartfon, żeby nie rozpraszał nas wtedy kiedy tego nie chcemy.

Cóż, w zasadzie to  chyba nigdy nie jest tak, że chcemy, żeby coś nas rozpraszało 😅😅😅 ale chyba wiesz o co mi chodzi, prawda?

Ja jako rodzic jakoś to szczególnie odczuwam, że są takie dni, kiedy ten nos od komórki trudno mi odkleić, a wtedy, przyznajmy to szczerze, czas z rodziną jest taki sobie.

I wtedy, właśnie w takich sytuacjach – wierz lub nie – barrrrrrdzo mi pomaga, kiedy telefonu po prostu nie ma na wierzchu.

No, ale przecież możesz zostawić go w torebce, albo w kieszeni kurtki w przedpokoju, co nie? – może część z Was pomyśli.

No, niby tak. ALE! Jak mam ładny gadżet, który pomaga mi osiągać jakiś cel albo wypracować jakiś nawyk, to idzie mi to ZDECYDOWANIE lepiej. Po prostu chętniej nad tym pracuję. Bo wiem, że korzystam z ładnej rzeczy (bardzo możliwe, że mają tak wszyscy Partnerzy Idealiści 😅), żeby ten cel/nawyk ogarnąć.

Dodatkowo!

Słyszałam, że inni rodzice mają taką tradycję (i nauczyciele też!), że na wejście dzieci (i ich gości) do domu (albo uczniów do klasy), zbierają wszystkie telefony do pudełka/koszyka, żeby zadbać właśnie o zminimalizowanie rozpraszaczy. Żeby dzieci po prostu koncentrowały się na ludziach/lekcji.

No i wyobraźcie sobie, że na mnie też to działa! 😁

Testuję takie pudełko od kilku dni i widzę, że jak już wrzucę do środka telefon, to:

– mam więcej czasu,

– jestem bardziej uważna na potrzeby domowników (też mi eureka :P),

– czas upływa…milej 😊

To tak na zachętę!

Może i Ty potrzebujesz chociaż trochę skrócić czas spędzony przed telefonem? Może zabierzesz się wreszcie za jakąś „ropuchę” z listy zadań do zrobienia? Może sięgniesz po te farby i pędzle, które „czekają na emeryturę”? (ja takie mam! 😅) A może…w Wielkim Poście sięgniesz po Pismo Święte, albo lekturę duchową?

Taki genialny w swojej prostocie gadżet może naprawdę pomóc!

No to co, spróbujesz? 😉

DIY smartphone box

Co Ci będzie potrzebne:

  1. Pudełko, oczywiście – z otwieranym wieczkiem: może być po butach, a może być takie prezentowe. Ja kupiłam w Nanu-Nana;
  2. Linijka i ołówek;
  3. Nożyk lub nożyczki – do wycinania otworu;
  4. Taśma klejąca/washi tape – przeźroczysta lub kolorowa, do obklejenia otworu;
  5. Ozdoby: papier pakowy ozdobny, naklejki, czego dusza zapragnie.

A może zapragnie dodać motywujący napis na pudełko?

Jeśli tak, na dole dodaję linki do propozycji do wydrukowania 😊

To teraz, co trzeba zrobić:

  1. Zmierz swój smartfon. Otwór w pudełku będziesz robił z zapasem, np. 1 cm, żeby wygodniej się wkładało telefon do środka. Sprawdź czy zmieścisz otwór równolegle do boków pudełka, czy lepiej go zrobić po przekątnej (jak u mnie).
  2. Zaznacz linijką i ołówkiem otwór na wieczku i nożyczkami lub nożykiem (takim wysuwanym z Castoramy, albo nożykiem do prac ręcznych z Tigera) wytnij go.
  3. Jeśli ozdabiasz pudełko papierem pakowym to teraz jest ten moment 😊 odrysuj i wytnij odpowiednie kawałki papieru i poprzyklejaj je taśmą klejącą. Osobno wieczko i reszta pudełka! (chcemy je móc otwierać, eventually 😉). Na końcu wytnij w papierze otwór…w miejscu otworu w wieczku pudełka 😉 .
  4. Zabezpiecz brzegi otworu taśmą klejącą lub washi tape, żeby się nie strzępił, nie drapał, wyglądał bardziej estetycznie i żeby papier ozdobny przylegał do reszty pudełka.
  5. Na koniec ozdób pudełko wedle upodobania. Jeśli chcesz, napisz lub przyklej jakiś motywujący cytat 😊 Na przykład:

„Moje życie jest zbyt piękne, by je spędzić w telefonie”.

albo

„All we have to decide is what to do with the time that is given to us”. – J.R.R. Tolkien

albo znane i prawdziwe:

„Carpe diem”.

Wszystkie trzy cytaty do wydrukowania pobierzesz tu.

Et voilà!

No to teraz postaw swoje pudełko w przedpokoju, albo w salonie, albo w innym dobrze przemyślanym miejscu 😉 i kiedy wchodzisz po pracy, albo kiedy rodzinka wraca z pracy i przedszkola czy szkoły, albo po prostu wtedy, kiedy zwykle masz tendencję do scrollowania, wrzuć telefon przez otwór do środka. I celebruj codzienność.

Powodzenia!

A może  Wy macie jakieś pomysły na inne cytaty, które można by napisać/przykleić na takie pudełko? Dajcie znać w komentarzach! 😊

Kategorie
Dom

8 low-key pomysłów dla dzieci na Wielki Post

Heeeeeeej! 😄

Cześć, kochany Czytelniku, kochana Czytelniczko!

Jak leci? Jak postanowienia wielkopostne?

Jeśli wymiatasz, to chapeau bas! A jeśli jeszcze ich nie ogarnąłeś/nie ogarnęłaś, to nic się nie martw! Możesz zacząć w każdej chwili 😊

Dzisiaj wrzucam coś na Wielki Post dla milusińskich! Możesz z tego skorzystać zarówno jeśli jesteś rodzicem jak i jeśli jesteś CHRZESTNYM/ciocią/wujkiem/etc. i masz okazję odwiedzić swojego chrześniaka/siostrzenicę/bratanka/etc. przed Wielkanocą.

Ja Ci tu pokażę, mój Drogi, moja Droga, listę 8 pomysłów na to, co porobić z dzieckiem w czasie Wielkiego Postu, jak je przygotować do Wielkanocy, ALE będą to rzeczy, przy których jest naprawdę małoooooo roboty. 🙌

Ja sama mam teraz taki intensywny czas, że nie narzucam sobie nierealistycznych postanowień wielkopostnych i to samo robię dzieciom: minimalizm. Dlatego też pomysły będą low-key: bez spiny, na spokojnie, bez całej listy niezbędnych półfabrykatów. Nie narobisz się przy nich! A jestem pewna, że realizując któryś z nich ciut przybliżysz dziecku znaczenie Wielkiego Postu.

No to jedziemy!

8 low-key pomysłów dla dzieci na Wielki Post

(Wymagających niewielkiego lub żadnego wysiłku ze strony rodziców (pod względem czasu i zasobów 😉) Przewidziane dla przedszkolaków, ale przetestuj i na swoim podstawówkowiczu!)

1) Domowa Droga Krzyżowa

To się u nas powoli zmienia, ale przez ostatnie 3 lata Msze niedzielne z naszymi dziećmi były ogromnie wyczerpujące. Na myśl o tym, że miałabym jeszcze zabierać je w piątek, zmęczona po pracy, na Drogę Krzyżową do kościoła…cóż, jeszcze nie czuję się na siłach 😅 ALE! Ostatnio zadziałała u nas alternatywa: wydrukowałam obrazki ze stacjami drogi krzyżowej, dzieci je pokolorowały i poprzyklejały taśmą w różnych miejscach w naszym mieszkaniu (zachowując kolejność 😉). Potem jedno dostało świecę (ja pomagałam trzymać), drugie dostało krzyżyk ściągnięty znad drzwi i szliśmy sobie po kolei od stacji do stacji. Modlitwa była naprawdę króciutka: nazwa stacji + „Kłaniamy Ci się, Jezu Chryste…” + jedno zdanie podziękowania/przepraszania/proszenia + chwila ciszy (ha! Jeśli się da 😅 możesz wtedy również odpowiadać na pytania jakim cudem odbicie twarzy Pana Jezusa znalazło się na chuście św.Weroniki 😁).

Jasne, że były po drodze rozproszenia i było totalnie nieidealnie, i zmiany tematu itd., ale mieliśmy czas. Nikt nas nie poganiał. Mogłam spokojnie odpowiadać na serię pytań i ze spokojem zachęcać do dalszej drogi i modlitwy. Naprawdę mocno polecam.

Stacje Drogi Krzyżowej do pokolorowania możecie znaleźć:

na stronie nr 1,

na stronie numer 2,

na stronie nr 3.

2) Czytanie Pisma Świętego dla dzieci

Niby banał, ale jak często to robimy? A wybór Biblii dla dzieci jest naprawdę spory! Sięgnijcie np. po „Biblię w obrazkach dla najmłodszych” – ma pytania do każdego zilustrowanego fragmentu Pisma Świętego, czyta się naprawdę przyjemnie. Subtelnie zasugerujcie fragmenty o kuszeniu na pustyni, wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy i inne z okresu Wielkiego Postu. A potem pochwalcie dziecko jaki świetny pomysł miało 😅

3) Modlitwa różańcowa – tajemnice bolesne

Czwartek wieczór, szykujemy się do wieczornej modlitwy rodzinnej, a Łucja jęczy, że „o nieeee, tylko nie modlitwa…” (tia… 😅), a ja na to, niezrażona: „wiesz co, Łucka, a może sama wybierzesz jaką modlitwą dzisiaj się wszyscy pomodlimy. Może piosenka? A może pomodlimy się na różańcu, co? Masz taki ładny różaniec, a w ogóle go nie używasz”. Łucja robi wielkie oczy, bo oczywiście zapomniała o różańcu w kolorze różowej pudrówki, na który mnie kiedyś naciągnęła. Przyniosłam kilka różańców do wyboru, Hubert też cały zaaferowany wybrał dla siebie, potem jeszcze było „a zamienisz się?” 😂 i zaczęliśmy odmawiać dziesiątkę różańca, po kolei każdy po zdrowaśce.

O mamo, jak moje dzieci się wkręciły! Szok!

Od tamtej pory Hubert jeszcze kilka razy proponował, żeby różańcem się pomodlić.

Mega.

A w Wielkim Poście można się skupić na tajemnicach bolesnych. Rodzina Franków poleca!

4) Rekolekcje online dla dzieci

Nie wiem czy uda się namówić dzieci na rekolekcje online ZAMIAST bajki, ale myślę, że jest spora szansa na rekolekcje jako DODATEK do bajki 😉

Sprawdźcie czy w Waszej diecezji są może jakieś organizowane – ja póki co znalazłam takie rekolekcje dla dzieci na kanale Oddanie33.

Może to też dobry czas, żeby zacząć oglądać Pandziochy? Łucja bardzo lubi. Odcinek 88 jest o Wielkim Poście 😉

5) Jałmużna – przelew na cele charytatywne

Pamiętam jak rok temu miałam w sobie takie poczucie misji 😁, że ja oto teraz w tym Wielkim Poście stawiam na uczynki miłosierdzia względem ciała i względem duszy. I że włączam w to dzieci. A zaraz potem wybuchła pandemia i moje ambitne plany pt. „ach, czego my to nie zdziałamy, gdzie my nie pojedziemy, komu my nie pomożemy” wzięły z grubsza w łeb. Ale! Pamiętam do tej pory jak robiliśmy z Łucją i Hubertem przelew na budowę studni w Burkina Faso. Obejrzeliśmy filmik o całej akcji, o sytuacji mieszkańców – córka była bardzo przejęta, że ludzie muszą tak daleko po wodę chodzić. Porozmawiałyśmy o tym, że my mamy wodę i jakie dzięki temu życie jest wygodne. Łucka pomagała klikać przy robieniu przelewu, więc brała w tym czynny udział 😉 BARDZO polecamy.

Możecie looknąć na stronę Fundacji Sięgnij Nieba,

albo poszukać jaki inny cel moglibyście pomóc finansowo.

6) Zasłonienie krzyżów w domu fioletowym materiałem

Od 5. niedzieli Wielkiego Postu w kościołach wszystkie krzyże są zasłonięte fioletową tkaniną. A czemużby nie wprowadzić podobnej tradycji do domu? Może masz na dnie szuflady jakieś niepotrzebne skrawki fioletowego materiału albo mijasz na trasie spacerowej/do pracy pasmanterię: zaopatrz się w tkaninę i razem z dziećmi pozasłaniajcie wszystkie krzyże w domu – dokładnie od 21 marca do końca obchodów Męki Pańskiej w Wielki Piątek.

7) Rodzinna adoracja krzyża

Znajomi podsunęli pomysł, który praktykują u siebie: rodzinną adorację krzyża. Zapalają świece, stawiają krzyż na stole i po prostu trwają w ciszy.

Jako małżeństwo 😊

Bo jak są dzieci i znajdzie się moment ciszy w czasie adoracji, to ja bym to zaliczyła jako ogrooooomny sukces 😂. Ale jeszcze nic straconego! Można przecież tak to po prostu, w ramach np. modlitwy wieczornej razem dziećmi choćby krótko pomodlić się przy tak wyeksponowanym krzyżu. Dla nich to jest ZAWSZE nowość, coś ciekawego. Mogą pomóc też posprzątać ze stołu (ha! 🙌) i ustawić krzyż i świeczki. Dla mnie rewelacja.

8) Słoik z fasolkami

To jest hit. HIT, powiadam. Wisienka na torcie całej listy 🍒.

Pomysł zaczerpnięty z genialnego źródła: „The Catholic All Year Compendium” Kendry Tierney.

Potrzebny będzie duży słoik i opakowanie suchej fasoli.

Za każdy dobry uczynek w czasie Wielkiego Postu, albo za każde wyrzeczenie, dziecko wrzuca do słoika ziarno fasoli.

Wersja dla rodzeństwa: za każdy ZAUWAŻONY dobry uczynek/wyrzeczenie autorstwa nie swojego, tylko właśnie brata albo siostry też dziecko wrzuca fasolkę! Np. jeśli Łucja zauważy i zgłosi, że Hubert bez marudzenia dał jej do zabawy swoją własną zabawkę, to Łucja wrzuca dla niego fasolkę.

I UWAGA!!

W poranek Wielkanocny słoik z suchą fasolą zamienia się w słoik z (czymkolwiek, really) żelkami-fasolkami, cukierkami, ciasteczkami własnej roboty!

I to nie koniec! 😄

W okresie wielkanocnym dziecko może WYJĄĆ sobie jeden przysmak ze słoika RÓWNIEŻ za dobry uczynek lub wyrzeczenie 😊 (lub zauważenie tego u rodzeństwa).

Czyż to nie jest GENIALNE???

Niech dobre zachowania i nawyki będą kultywowane również PO Wielkim Poście 😉

I co Wy na taką listę? Macie jakieś inne pomysły na low-key aktywności dla dzieci na Wielki Post? 😊 Dajcie znać w komentarzu!

Kategorie
Rozkminy

Moje życie z Wizjonerem Graczem

Szukałam aktualnego naszego zdjęcia. We dwójkę. Cóż, wątpię, żebyśmy kiedyś założyli wspólny kanał na YT 😛 ale macie tutaj, o, fotki z nagrania wspólnego filmiku 😉

Hej heeej!

Miło mi Cię powitać na moim blogu!

Jak się czujesz? Mam nadzieję, że 1) zima nie daje Ci w kość i że 2) szykujesz się na Tłusty Czwartek 😅 ja już od początku tygodnia trenuję! 😂

Wiesz co, ja dawno temu (tak to się wydaje) napisałam post o byciu Partnerem Idealistą i obiecałam całemu światu 😅, że napiszę o tym, jak to jest żyć z Wizjonerem Graczem.

Nie wiesz what the heck I’m talking about? Wskakuj koniecznie do tego posta i NAJPIERW przeczytaj właśnie ten. Opisuję tam co to w ogóle jest FRIS! Ja, zanim usiadłam do tego o Wizjonerze Graczu, przeczytałam sobie znów o Partnerze Idealiście i nieraz uśmiechałam się i wzdychałam do wspomnień i emocji z czasu, kiedy zaczynałam siebie rozumieć dzięki FRISowi.

No dobra, dobra, dalej!

Otóż, człowieku drogi, ja, Benia, jako samozwańcza ambasadorka FRISa w moim najbliższym otoczeniu 😅 zdecydowałam, że męża też przeFRISuję, a co! Nie będzie między nami żadnych sekretów 😂

Mąż przeczytał (wiem, kochanie, że nie od deski do deski! 🧏‍♀️) mój raport FRISowy i stwierdził „cała Ty”. A że nasłuchał się moich entuzjastycznych superlatyw, to dał się namówić na raport FRISowy as well!

Zrobił test, potem czekaliśmy niecierpliwie na wynik (OK, JA czekałam niecierpliwie na wynik 😅) i jak już przyszedł, to WYSZŁO. SZYDŁO. Z WORKA.

WIZJONER GRACZ.

Wizjoner (styl myślenia), czyli na dany problem/zmianę/nową sytuację patrzy szerooookooooo, z perspektywy idei, pomysłów.

Gracz (styl działania), czyli na dany problem/zmianę/nową sytuację reaguje szybkim przejściem od pomysłu do realizacji. Świetnie porusza się w warunkach ryzyka.

No i wiecie, nie ma wątpliwości, że od kiedy wiem, z kim mam do czynienia 😅 nieee, nie przestaliśmy się sprzeczać, ani mieć odmiennego zdania na jakieśtam tematy, ALE zrozumiałam skąd to wynika!

Mój mąż jest Wizjonerem Graczem. Pozwoliło mi to zrozumieć wieeele z jego zachowań i większość z nich nawet zaakceptować 😅 Zazdroszczę mu bardzo tego, że używa perspektywy faktów (której nie mam ja), ale nieraz jest mi ciężko patrzeć/słyszeć jak pomija perspektywę relacji. Cóż, przynajmniej oboje mamy w naszym stylu działania kolor ŻÓŁTY, czyli perspektywę idei 😉

Jak to jest żyć z Wizjonerem Graczem?

Spójrzmy na kilka plusów i minusów naszej wspólnej rzeczywistości.

UWAGA, BARDZO WAŻNA UWAGA: te plusy i minusy to oczywiście piszę z miłością i przymrużeniem oka! (gdyby KTOŚ miał wątpliwość 😄)

PLUSY życia z Wizjonerem Graczem, czyli: jak ja bym tak chciała!!

Myślenie lateralne

To jest absolutna petarda. Wizjoner Gracz (hereinafter called WG, w skrócie, OK?) ma tak, że jak ludzie kminią jak jakiś problem rozwiązać, zastanawiają się kogo zaangażować w daną sprawę i wydaje się, że nie widzą wyjścia z jakiejś sytuacji, WG wtedy wkracza z pomysłem z ZUPEŁNIE INNEJ GALAKTYKI. I nie, nie chodzi o to, że pomysł jest technicznie zaawansowany, ALE że problem jest wzięty, jakby, pod włos! Że rozwiązanie pochodzi z ZUPEŁNIE. INNEJ. STRONY – tej, w którą nikt wcześniej nie patrzył!

PRZYKŁAD!

Na spotkanie Taize w 2019 roku strasznie, STRASZNIE chciałam kogoś przyjąć pod nasz dach. Na ŚDM, kiedy jeszcze nie było Huberta, to spokojnie my spaliśmy w pokoju dziecięcym, a gości daliśmy do salonu. Ale im bardziej kminiłam jak wszystkich „aktualnych” nas pomieścić (rodzina 2+2 + pies + dwójka gości) na dwóch pokojach, tym bardziej miałam jeden czarny scenariusz w głowie: TO SIĘ NIE UDA.

Mój mąż widząc jak się tym zamartwiam i jak mi na tym zależy, uruchomił myślenie lateralne i mówi do mnie:

„wiesz co, w kółko się martwisz jak my się zmieścimy w pokoju dziecięcym. A zróbmy tak: MY pójdźmy spać do salonu, a gości damy do pokoju dziecięcego. Przestawimy trochę łóżeczka i zmieści się tam nasz podwójny materac z garażu”.

🤯

🤯

🤯

Czemu ja na to wcześniej nie wpadłam???? Marzenie uratowane! ❤

Big picture

Wizjoner Gracz patrzy na daną sprawę z lotu ptaka. Pomaga mu to ocenić sytuację w całości, co jest bardzo przydatne kiedy KTOŚ (ekhem) zagłębia się zanadto w szczegóły (😅). Mój mąż genialnie wykorzystuje to w pracy: patrzy na dany projekt szeroko, wie co ma być zrobione i na kiedy, ale dokładnie JAK i KTO – to już oddelegowuje swojemu zespołowi, żeby oni to wykminili. Ma być optymalnie.

Ja, cóż, potrafię się zatrzymać na jakimś szczególe 😅 nierzadko natury estetycznej 😅 zanim ruszę dalej…

Pomysły, pomysły, pomysły

Pomysłów jest najczęściej kilka, następujące jedne po drugim, tworzące jakąś spójną całość, np.:

Jedziemy autem, wracając skądś, a tu się nagle okazuje, że…nie wracamy jeszcze do domu, jedziemy na przejażdżkę. I po drodze zaliczamy jakiegoś McDrive’a (kawa dla rodziców, „fryteczki” dla dzieci). I podziwiamy krajobrazy. I wyskakujemy na chwilę do lasu (pomysły autorstwa Krzyśka). Awesome.

Albo pomysł pojawia się JEDEN, za to DUŻY i chwilę po nim następuje REALIZACJA.

Jak np. rekolekcje o niepłodności. Jedna, „przypadkowa” rozmowa z księdzem (domniemany kolejny Wizjoner), przy obiedzie. Jedno pytanie (mąż: „a robicie jakieś rekolekcje dla niepłodnych?”; ksiądz: „w sumie nie…ale wiecie co, zróbmy coś z tym”; mąż: [ułamek sekundy na zastanowienie się i podjęcie decyzji] dobra). Wróciliśmy do domu, zaczął pisać konspekt rekolekcji o niepłodności.

Szok. Ja to bym się dłuuuuugo zastanawiała, i planowała, planowała, planowała…a ten machnął konspekt w jedno popołudnie i heyah.

Inne mega ciekawe, randomowe plusy:

– Wizjoner Gracz jak bierze udział w zawodach to nie dla wygranej, tylko dla funu. Czasem dla beki. Jak startuje w rekrutacji na wyższe stanowisko, to tak ot sobie. A potem np. je dostaje. 😳

– WG świetnie się czuje w negocjacjach, sytuacjach wywieraniu wpływu – mąż często ma z tym do czynienia w pracy. A jak widzi, na jaką świetną negocjatorkę rośnie nam córka, to pęka z dumy.

MINUSY życia z Wizjonerem Graczem, czyli: OMG, zwariuję!

Zostawianie otwartych opcji aż do końca

Mój mąż ma taką tendencję, którą lubi (a ja jej nie cierpię ❤), że kiedy ma podjąć jakąś decyzję, ale do wprowadzenia jej w życie jest trochę czasu – to zwleka z podjęciem tej decyzji. Tak długo jak to możliwe, lubi mieć WYBÓR. Opcja 1, albo Opcja 2, a może jeszcze Opcja 3… wszystkie są dobre!

Przykład: wakacje.

2 tygodnie do urlopu, a ja, kurka wodna, dalej nie wiem gdzie jedziemy. Tzn. wiem, że mąż rezerwował pensjonat nad morzem na tydzień, ale potem na drugi tydzień jest jeszcze do ROZPLANOWANIA wizyta u kuzynki w Krakowie, u siostry w Kielcach, a przydałoby się jeszcze jakiś nocleg po drodze zaliczyć na trasie. I – co dla mnie, Partnera Idealisty było ogromną katorgą – ludzie, LUDZIE czekają na naszą decyzję. No bo trzeba dać znać, kuzynce, trzeba dać znać siostrze, trzeba dać znać potencjalnie właścicielowi hotelu po drodze… No, ZDECYDUJMY kiedy będziemy u tej, a kiedy u tej, a kiedy tu!

Ale nie. Wizjoner, kurrrrrrrrrka wodna, twierdzi, że jeszcze nie wie, że jeszcze zobaczymy, a ja czuję, że we mnie jest taka tykająca bomba 😅😅😅 aaaaaaa!! Jak tak można żyć!?

Big picture (deja vu? Przecież parę akapitów wyżej jest to jako PLUS!)

Czasem czuję przeogromniastą irytację, kiedy widzę, że on widzi tylko OGÓŁ, a nie widzi tych wszystkich SZCZEGÓŁÓW, które JA widzę, bo przecież są mega ważne!

Najlepszy przykład: projekt domu.

On mówi: dom ma mieć 120m2 i trzeba zastanowić się jak ułożyć pomieszczenia. Ja mówię: nienienienienie. Dom ma się składać z czterech sypialni, 11m2 każda, 2 łazienki (większa i mniejsza), w kuchni musi być koniecznie wyspa (itd. itd.)… i WTEDY PODLICZYMY ile m2 powinien mieć dom.

Ugh! No, jak tak można! 😅

Pomysły, pomysły, pomysły (znowu deja vu?)

Czasem tych pomysłów jest po prostu ZA DUŻO. I jak Krzysiek przedstawia mi pierwszy pomysł i mi się spodoba i mówię, że jest OK, to on jeszcze nie skończył 😅 i opowiada mi o drugiej opcji, i o trzeciej. Powiedzmy, że zgodziłam się na trzecią. To on potem jeszcze wraca, „bo wiesz, moglibyśmy np. w tej sprawie zrobić jeszcze (tak i tak).”

NIEEEEE!!!! Już wybrałam. Wybór jest dobry. Po co szukasz jeszcze usprawnień! 😅

Ja to jednak wolę mieć mniej opcji do wyboru, bo jak jest ich za dużo, to czuję się przytłoczona 🙈.

Inne mega, mega (nie)ciekawe ❤, randomowe minusy:

– Wizjoner Gracz potrafi płynnie zmienić temat rozmowy tak, że ktoś może się zwyczajnie nie skapnąć. I nagle widoczna jest konsternacja na twarzy interlokutora i jest takie „ale o czym Ty teraz mówisz?” 🤦‍♀️ Normalnie, można się pogubić!

– Wizjoner lubi zmieniać hobby. Jedni nazywają to niesłusznie „słomianym zapałem”, inni, bardziej życzliwi „eksperymentowaniem”. I to jest OK! Aczkolwiek motocykl kupiony ponad 6 lat temu był używany może 3-5 razy, w pierwszym roku po kupnie i przez resztę czasu „zagracał” nam już i tak zagracony garaż (do momentu sprzedaży tegoż jednośladu). Tak więc hobby Wizjonera, czy raczej jego zmiany, mogą być kosztowne i grato-twórcze.

Cieszę się bardzo, że przeFRISowałam mojego męża i wiem jaki jest jego naturalny styl myślenia i styl działania. Dzięki temu, nie uważam, że robi mi coś na złość, czy że jest jakiś nienormalny 😅 FRIS pomógł jemu i mnie ponazywać i zrozumieć pewne zachowania i pokazać jak może je dobrze wykorzystywać! Jestem za to niesamowicie wdzięczna 😊

Hej hej, a może są tu inni przeFRISowani? Albo zachowujący się podobnie? Skrobnijcie coś w komentarzu! 😊

Kategorie
Recenzje

Niedzielne koło ratunkowe

Heeej kochany Czytelniku, kochana Czytelniczko!

Look, look, mamy luty! 😁 Przybij piątkę, high five! 🙌 bo przeżyłeś styczeń, który jak co roku – ma się wrażenie – trwa ze trzy miesiące 😅, nie sądzisz? Poklep się z uznaniem po plecach, uśmiechnij się do lustra, kciuk w górę – wiosna coraz bliżej 💃 Nie wiem czy Ty tak masz, ale mnie taka perspektywa naprawdę napawa nadzieją i optymizmem 😊

Słuchaj, dzisiaj będzie recenzja! Chcę Ci opowiedzieć o 🥁🥁🥁 „Niedzielniku B”.

Czo to takiego i z czym to się je?

„Niedzielnik B”, wydany przez Wydawnictwo W Drodze, jest to zbiór komentarzy do czytań ze wszystkich niedziel – tak, dobrze myślicie! – roku B 😁 czyli tego roku liturgicznego, który zaczął się w Adwencie 2020 i potrwa do kolejnego Adwentu.

(Tak na marginesie, wiedzieliście, że mamy taki podział, że w roku A czytamy głównie Ewangelię wg św. Mateusza, w roku B – wg św. Marka, a w roku C – św. Łukasza? Fun fact!)

Autorem tych komentarzy jest nie kto inny jak o.Adam Szustak OP; w zasadzie, refleksje te są spisaną wersją homilii wygłoszonych na YouTube’ie w serii „CNN”.

Możecie się rightfully zastanawiać „po kiego grzyba mi wersja książkowa tego co mogę znaleźć na YT??”.

Wiecie, nie będę się tego argumentować w ten sposób, że większość z nas jest wzrokowcami i że fajnie jest podkreślać ważne dla nas fragmenty – a tego, sorry, filmik na YT nie oferuje.

Skupię się na innych zaletach.

Oto one.

1) Imidż. W sensie: jak to cudo wygląda i funkcjonuje.

„Niedzielnik” ułożony jest w ten sposób, że mamy sekcje dotyczące poszczególnych okresów roku liturgicznego. I najpierw lecimy z Adwentem, BN, Wielkim Postem i Wielkanocą, a potem hurtowo do końca okres zwykły.

CO JEST NIEZMIERNIE WAŻNE:

Każdy komentarz poprzedzony jest czytaniami wyciągniętymi wprost z lekcjonarza. Innymi słowy, nie musisz mieć otwartej aplikacji z czytaniami z dnia, czy też osobno Pisma Świętego z zaznaczonymi fragmentami, do których komentarze sobie wylookasz w „Niedzielniku”. Masz to wszystko od razu w jednym miejscu, podane jak na tacy.

Czy zdajecie sobie sprawę jakie to jest WYGODNE??

Najpierw czytania, potem komentarz.

Co mnie się baaardzo, bardzo podoba: strony z czytaniami są zadrukowane na turkusowo-niebiesko, strony z komentarzami są białe. Na mnie dobrze działa taki wizualny podział.

I w ogóle w warstwie wizualnej „Niedzielnik” zdaje egzamin. To pięknie wydana książka, z jednym dominującym kolorem i kontrastową, pomarańczową zakładką-wstążką.

2) Lampa na cały rok

Podoba mi się, jak o.Adam we wstępie pisze, że zaprasza nas do tego, żeby Pismo Święte było dla nas lampą w kolejnym roku naszego życia. W kolejnym roku naszej drogi do zbawienia.

Jaka jest Twoja historia z czytaniem Pisma Świętego? Moja jest …względnie krótka. Zaczęliśmy regularnie z mężem czytać Pismo Święte od kiedy jesteśmy w Ekipach (Ruch Equipes Notre Dame), czyli od 6 lat. Niesamowite jest dla nas to, że teraz nie wyobrażamy sobie życia bez codziennego spotkania z żywym Bogiem w Jego Słowie. Słowo Boże rzeczywiście stało się dla nas lampą – czytamy je i szukamy wskazówek, szukamy ścieżki w tej całej plątaninie dróg codzienności. Pytamy: co? jak? którędy?

Bez różnicy, czy dopiero przymierzasz się do czytania Pisma Świętego, czy jesteś na początku tej znajomości, czy czytasz je regularnie – „Niedzielnik” jest świetnym przewodnikiem. Nie zawsze potrafimy bezbłędnie odczytać mapę. Czasem instrukcja obsługi jest dla nas zwyczajnie nie zrozumiała. A czasami, jeśli chcemy zmontować szafę bez fachowców, to może zająć nam to i trzy dni.

What I’m saying is, mając komentarze o.Adama, jako wytłumaczenie niedzielnych czytań, szybciej dojdziemy do sedna. Podobają mi się jego spostrzeżenia. Doceniam to jak wraca do niektórych słów w językach oryginalnych. Jego wnioski są nieraz zaskakujące – sama bym na dany fragment w ten sposób nie popatrzyła.

Słowo Boże jest lampą, a trafny komentarz do czytań pomaga dobrze tę lampę ustawić. Tak, żeby nie oślepiała, ale ROZświetlała tę ciemność przed nami.

3) Koło ratunkowe. Szczególnie dla rodziców (ale nie tylko).

WRESZCIE, zaleta koronna, rzec można (chociaż brzmi to dość niefortunnie w dzisiejszych czasach 😅).

„Niedzielnik B” jest fantastycznym kołem ratunkowym dla matek i ojców, którzy idą na Mszę z dziećmi i nie za wiele z niej pamiętają.

Jeśli jesteś rodzicem i Twoje dzieci grzecznie siedzą w ławce, wstają i klękają kiedy trzeba, i odpowiadają co trzeba, to ja Ci się kłaniam w pas 😅. Serio!

Ja jestem w tej grupie rodziców, którzy bardzo by chcieli „coś wynieść” z liturgii słowa – jakieś zdanie z czytań, jakąś wskazówkę z homilii…ale dzieci skutecznie ich przed tym sukcesem powstrzymują 😂

Rodzice stają się wtedy drążkiem do ćwiczeń akrobatycznych. Zatrzymują siłą dzieci, zanim te wejdą na ołtarz. Powstrzymują swój wybuch emocji, gdy słyszą „mamo, chce mi się siku” w czasie przeistoczenia. Uciszają wesołe krzyki swoich pociech, najpierw łagodnie, potem już to „ĆŚŚŚŚŚŚŚŚ!!!!!!!” rodzicielskie jest coraz bardziej zdesperowane… chyba wystarczająco nakreśliłam Wam sytuację 😅

Nie chcę tu pokazać, że rodzice to męczennicy na Mszy 😅 ale prawda jest taka, że nierzadko uwaga jest poświęcona nie tam gdzie by się chciało, jak się idzie na Eucharystię z dziećmi.

I jednym ze sposobów na ratunek w takiej sytuacji, jest takie 15-20 minut z „Niedzielnikiem” przed lub po Mszy.

Ja od adwentu po Mszy tuptam sobie do jakiegoś względnie cichego kącika w mieszkaniu, „Niedzielnik” pod pachę i „nadrabiam” zaległości 😅. Siadam, wzywam Ducha Świętego i czytam najpierw czytania, potem komentarz o.Adama. Bardzo mi to pomaga!

Może i wyszłam z Mszy nie wiedząc o czym była liturgia Słowa, ale dzięki tej pozycji Wydawnictwa W Drodze, czuję, że nadrabiam i że w domowym zaciszu spędzam takie „quality time” z Jezusem. Drodzy rodzice, polecam, spróbujcie!

I ostatnie słowo ode mnie: słuchacie, niedługo zacznie się Wielki Post – może to dobra pora, żeby pomyśleć o tym, w jaki sposób chcecie go spędzić? Nie ograniczajcie się „tylko” do niejedzenia słodyczy 😉 Warto zaplanować jak zbliżę się w tym czasie do Pana Boga – a spotykanie Go w Jego Słowie, czytanym ze zrozumieniem i wytłumaczeniem, to autentyczna gwarancja „quality time”.

Ściskam Was ciepło!

B.

Kategorie
Dom

15 prostych pomysłów na walentynki

Heeeeeej Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko!

Jak miło, że wpadłeś/wpadłaś na mojego bloga!

Co u Ciebie słychać? Jak mija Ci styczeń?

Czerpiesz z zimowych możliwości czy zaszywasz się w domu z dala od takiej aury? 😉

Cóż, powiem Ci szczerze, że ja…odliczam dni do wiosny 😅 chociaż tej kalendarzowej! I cieszę się, że luty już za pasem, bo to oznacza, że… marzec coraz bliżej 😅 ale nie tylko! Bo luty to również czas Tłustego Czwartku, Wielkiego Postu i np. walentynek 😊 (czyli COŚ się dzieje, w przeciwieństwie do większości stycznia, kiedy to – mam wrażenie – z każdego kąta czai się MARAZM 😅).

No właśnie! Walentynki! Yay or nay?

Ciekawa jestem co TY o nich sądzisz, hm??

Wierny fan? Silny przeciwnik?

Powiem Ci, że u mnie to się zmieniło.

Kiedyś trzymałam walentynki na dystans. Bo wszystko takie czerwone, bo żenujące, bo takie słodkie, że aż mdłe i że ja NAPRAWDĘ tego nie potrzebuję. Słyszy się przecież, że to takie amerykańskie święto, że po co mamy kopiować coś, co nie jest naszą polską tradycją i że przecież nie potrzeba jakiegoś specjalnego święta, żeby wyznawać sobie miłość.

A potem zostałam mamą 😅😅😅

I, wiesz, tak sobie zaczęłam myśleć, że w sumie, to ja chętnie doceniłabym jakiś romantyczny gest once in a while 😅 Że w tym całym macierzyństwie, rodzicielstwie, które jest cudne i trudne, to mi w sumie trochę brakuje czasu tylko we dwójkę. I chętnie przyjęłabym bukiet kwiatów. I chętnie poszłabym na randkę. Itd. itd. i w sumie złapałam się w pewnym momencie na tym, że …niech no tylko mąż spróbuje mi NIC nie przygotować na walentynki 😂😂 to POPAMIĘTA!!!! 😂😂😂

(Ja, rzecz jasna, ZAWSZE pamiętam, żeby przygotować coś dla niego 😁😅)

Oczywiście, nie jest nic złego w NIEświętowaniu walentynek, luzy arbuzy…ale może akurat jesteś na takim etapie, że na co dzień gonisz praca-dom-obowiązki-i/lub-dzieci i przydałaby Ci się okazja do zrobienia czegoś ciut bardziej special.

I może akurat szukasz pomysłu co to mogłoby być.

TAK SIĘ AKURAT SKŁADA 😅 że przygotowałam dla Ciebie:

15 prostych sposobów na spędzenie walentynek

Prostych, bo – nie czarujmy się – koronawirus mocno ogranicza możliwości. Więc zamiast rezygnować ze świętowania, let’s go with the flow i wykorzystajmy to co mamy.

UWAGA!

Pogrupowałam te sposoby według pięciu jezyków miłości, wypracowanych przez Gary’ego Chapmana.

Jeśli nie znasz jeszcze języków miłości, to ja Cię ABSOLUTNIE, zachęcam, żebyś KONIECZNIE zrobił/zrobiła sobie test. I może Ci się to wydawać jakimś takim kolejnym śmiesznym „psycho-testem”, ale wiesz co… jak ja go zrobiłam, to mi naprawdę wiele, WIELE wyjaśniło. Mój mąż też mi zrobił i wyjaśniło mi to JESZCZE WIĘCEJ 😁

Bo znając nawzajem swoje języki miłości, po prostu ułatwiasz sobie życie: okazujesz miłość w taki sposób, w jaki ta druga strona potrzebuje, żeby czuć się kochanym/kochaną.

ZATEM!!!! Jeśli jeszcze nie zrobiliście testu, zapraszam o tutaj.

A jak już będziecie wiedzieć jaki macie język miłości, looknijcie na pomysły jak spędzić walentynki.

On może wybrać sposób dla niej, według jej języka miłości, a ona może wybrać sposób dla niego, według jego języka miłości.

A jeśli macie ten sam – jesteście mega szczęśliwcami! 😊 Tyle wygrać!

15 prostych sposobów na spędzenie walentynek – według języków miłości

DOTYK

1) Masaż domowy: ogarnij kanapę/łóżko, przygotuj świece, relaksującą muzykę, a może nawet jakiś pachnący olejek (pamiętaj o ręczniku!)? O! I przygaś trochę światło. I zrób mu/jej masaż. Na pewno doceni, nawet jeśli nie jesteś wytrawnym fizjoterapeutą 😊

2) Pobujajcie się razem w tańcu: zrób miejsce w salonie (np. powynoś zabawki przyniesione przez dzieci), zrób nastrój (świece/przygaszone światło) i puść jakąś playlistę na tańce-przytulańce. Pobujajcie się razem, przypomnijcie sobie kiedy ostatnio tak tańczyliście (może na jakimś weselu dawno temu? 😅 a to całkiem przyjemne jest!)

3) Wspólne oglądanie filmu – przytuleni! A przynajmniej stykający się rękami i nogami pod kocykiem 😁 Nie żartuję! Czytałam ostatnio, że trzymanie się za ręce podczas oglądania TV lub czytania w łóżku, albo siedzenie obok siebie i wzajemne dotykanie nóg i rąk powoduje u nas wzrost poziomu oksytocyny, czyli hormonu długotrwałego poczucia szczęścia. Let’s do this!

WYRAŻENIA AFIRMATYWNE

4) Czułe karteczki: wieczór przed walentynkami pochowaj w różnych miejscach w domu karteczki z czułymi słowami i komplementami. Wrzuć też do plecaka/torby do pracy!

5) Napisz list miłosny: ha! Dla ambitnych! 😊 Myślę sobie, że wiadomości „kocham Cię, dziubku” na Messengerze to jedno, ale napisać list, prawdziwy LIST…raz do roku dasz radę 😊

6) Wspólne wspomnienia: zaparz herbatę i wieczorem usiądźcie sobie razem i powspominaj czasy kiedy się poznaliście: co w niej/nim wtedy widziałeś/widziałaś? Czym Cię ujął/ujęła? A za co dziękujesz jej/jemu dzisiaj? Może Wam towarzyszyć w tej rozmowie oglądanie starych wspólnych zdjęć 😉

DOBRY CZAS

7) Spacer we dwójkę: zaparz kawę do kubków termicznych lub kup na wynos po drodze z pracy i zabierz go/ją na spacer tylko we dwójkę. Postarajcie się nie gadać o dzieciach 😅 ani o logistyce domowej.

8) Planszówka dla dwóch osób: kup wyjątkowo chipsy 😉 Zrób miejsce na stole. Wyciągnij choćby Scrabble. I zagrajcie kilka partyjek – niby mało oryginalne, ale jakie przyjemne! (Wrzućcie do komentarzy nazwy planszówek, w które można zagrać we dwójkę! 😊)

9) Wspólna wycieczka: wsiądźcie w auto i ruszcie przed siebie. Do lasu? Do niedalekiego pałacyku? O mamo, a może szarpniecie się na wspólne oglądanie gwiazd w szczerym polu? ❤ (Extra punkty za ciepłą kawę lub herbatę w aucie 😉).

PODARUNKI

Wiesz co, mam przygotowane świetne (skromnie mówiąc) gift guide’y – nadadzą się wyśmienicie na walentynki.

10) Coś dla niego znajdziesz TU i TU.

11) Coś dla niej znajdziesz TU i TU.

12) A po coś hand-made zajrzyj TU.

Wszystko podane jak na tacy 😉

DROBNE PRZYSŁUGI

13) Wyręcz go/ją w obowiązku domowym: my np. mamy w domu dyżury na różne household chores. Zaproponuj, że z CHĘCIĄ zrobisz pranie/wyprasujesz/ugotujesz za nią/za niego. O! A jej/jemu zrób na ten czas cos do picie i usadź 😁 w fotelu, żeby odpoczął/odpoczęła.

14) Napraw coś: tak, tak, napraw coś lub zajmij się sprawą, którą już dawno obiecałeś/obiecałaś, że ogarniesz, a dobra znajoma Prokrastynacja kazała, wręcz ZMUSIŁA do odłożenia.

15) Zaskocz go/ją niespodziewaną przysługą: może ona jęczy za każdym razem kiedy patrzy na syf w kuchni – posprzątaj za nią, na błysk. Może on zabiera się do posegregowania dokumentów jak pies do jeża – zrób to za niego. Albo któreś z Was chce zmienić pracę – możesz przecież trochę poscrollować na pracuj.pl i wysłać jakieś ciekawe oferty. To będzie na serio miłe.

Co byście dołożyli do tej listy? 😊

Dajcie znać w komentarzach!

Kategorie
Rozkminy

To-do lista miłości

Heeeeej Kochana Czytelniczko, Kochany Czytelniku!!! 😊 😊 😊

Jak się masz, jak się czujesz? 😊

Nie wiem czy masz podobnie, ale jak dla mnie listopad i styczeń to są strasznie trudne miesiące 😅 no, może jeśli masz wtedy urodziny, to któryś z tych miesięcy może być całkiem miły 😅 ale ja zawsze nie mogę się doczekać aż nadejdzie następny (no bo w lutym jest np. Tłusty Czwartek 😅).

Wiesz co… co to w ogóle za post?!?!?! (Ten mój, który czytasz 😅) I co to w ogóle za pomysł?!?!?!

Co to jest ta to-do lista miłości, którą Ci tu prezentuję??

Ano… taki szablon powstał z mojej osobistej historii/sytuacji i potrzeby serca.

Wiesz, nie wiem czy Ty też tak miewasz, ale czasem są takie dni, a może nawet okresy w życiu – przynajmniej ja tak mam – kiedy niby wiesz, o co w życiu chodzi…ale nie wiesz, o co chodzi 😅

Niby wiesz co jest ważne, jakie są wartości, priorytety…ale kurrrde blaszka praktyka, Twoje decyzje, pokazują coś innego.

Ja miewałam takie momenty, że tak się zapętliłam w swoich pomysłach, w swoich problemach, nawet swoich obowiązkach… że, powiem Ci szczerze, nie wiem jak rodzina ze mną wytrzymywała. Potrafiłam widzieć tylko swój czubek nosa.

I, wiesz, zdecydowałam, że chcę takich sytuacji unikać, chcę nad taką tendencją do widzenia tylko czubka swojego nochala pracować i to jest – tak sobie myślę – część mojego nawrócenia.

Bo nie wiem co Tobie przychodzi na myśl jak słyszysz słowo „nawrócenie”. To nie chodzi tylko o to, że oficjalnie zostaję osobą wierzącą, przyjmuję Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Nawrócenie to też odwrócenie się od swoich grzechów. Walka z nimi. (por. np. Ez 18,30)

Oczywiście, nawrócenie przede wszystkim jest łaską od Boga, ale… łaska buduje na naturze 😉.

Tak więc kontynuując mój #projektnawrócenie 😅 mój życiowy projekt 😅 bierę (że tak powiem) na tapetę jeden konkretny grzech, który mam na myśli i chcę – dzięki Duchowi Świętemu i przy pomocy tego szablonu – skierować moją uwagę na ludzi wokół mnie.

Chcę zrobić taki eksperyment – zacząć planować dni według tego, co chcę zrobić dla Boga i dla bliźniego – nie zapominając przy tym o sobie.

Oczywiście, mówiąc „co chcę zrobić dla Boga” – mam na myśli rzeczy, które pomogą MI (a nie Jemu 😅) w budowaniu relacji z Nim.

I TERAZ, CO WAŻNE.

Może akurat TY, Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, jesteś w zgoła odwrotnej sytuacji: myślisz o potrzebach wszystkich innych ludzi wokół, a zapominasz o sobie.

To źle.

W takim sensie, że jeśli nie będziesz o siebie dbał(a), o swój odpoczynek, o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne, o rozwój swoich talentów, TO NIKOMU SIĘ NIE PRZYDASZ. Pociągniesz tak jakiś czas, ale na dłuższą metę, nie dbając o siebie, zaniedbasz swoją rodzinę i bliskich, bo będziesz niezadowolona/zmęczony/wypruta/nieszczęśliwy/chora/czuł się jakby walec po Tobie przejechał/(wybierz sam).

ZATEM! Jeśli Ty sam(a) zauważasz, albo ktoś życzliwie Ci mówi, że powinieneś/powinnaś więcej o siebie dbać, to potraktuj ten szablon jako ćwiczenie planowania zdrowej, Bożej miłości własnej.

Rozumiemy się? 😉

Już słyszę Wasze „ale jak używać tej to-do listy?” 😅 Kończę ten background i tłumaczę co i jak.

  • Szablon to-do listy można wydrukować lub odrysować w bullet journalu lub innym notatniku, żeby np. poćwiczyć sobie lettering.
  • Można go też wcale nie drukować, ale potraktować jako inspirację.
  • Ponieważ jest to szablon dzienny, jeśli wybieracie opcję wydruku, użyjcie kartek już zadrukowanych z jednej strony (żeby aż tyle papieru nie zużyć).
  • Ile tego drukować? Na początek spróbuj dosłownie kilka egzemplarzy i przetestuj czy w ogóle czujesz bluesa 😉
  • To-do lista jest przemyślana w taki sposób, żeby wpisywać osoby lub grupy osób, o które chcemy się danego dnia zatroszczyć/coś dla nich zrobić.
  • Pierwszym punktem jest „Co dzisiaj zrobię dla Boga”.

Moim skromnym zdaniem, wpisz tu: 1) modlitwa osobista i 2) fragment Pisma Świętego – i to jest świetny start, jeśli jeszcze tego nie robisz. Wersja rozszerzona może objąć cokolwiek co pomaga Ci w budowaniu relacji z Bogiem (adoracja, może lektura duchowa? Może post? Może dodatkowa modlitwa, np. litania?).

  • W kolejnych sekcjach wpisujemy osoby, dla których chcemy coś tego dnia zrobić – i nie trzeba wykorzystywać wszystkich pól. Liczę na Twój zdrowy rozsądek jeśli chodzi o ilość tych rzeczy – będą dni, kiedy możesz wypisać 5 pomysłów na to jak zadbać o swoją mamę i to będzie doable (w sensie: do zrobienia), a będą dni, kiedy będzie to jedna rzecz i to też jest OK.
  • Pamiętaj też o tym, żeby zadbać o siebie. Z pustego i Salomon nie naleje. Jeśli spędzisz cały dzień na praktykowaniu miłości bliźniego możesz być po prostu wyczerpana/wyczerpany (szczególnie, kiedy bliźnimi są np. 2 małe huragany w domu 😅). Zaplanuj świadomie czas z książką w fotelu, dłuższy spacer z psem, jakąś aktywność fizyczną albo kąpiel z bąbelkami.

Ta to-do lista nie czyni cudów. Zrobiłam ją po to, żeby pomóc sobie przeorganizować moje myślenie i mój dzień tak, żebym mogła lepiej praktykować miłość bliźniego. Jeśli widzisz, że możesz wykorzystać ją do swojej sytuacji, zapraszam do pobrania 😉

Aha, no i wiesz „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie” – więc wiadomo kogo trzeba zaprosić do współpracy 😉

Link do pobrania szablonów to-do listy miłości znajduje się o tu.

(różne wersje dostępne)

Ściskam Cię serdecznie i powodzenia w praktykowaniu miłości Boga i bliźniego! 😊

Kategorie
Recenzje

„Teologia dla początkujących” – czy wiesz w co wierzysz?

Drodzy Moi!!!!!!

Witajcie w Nowym Roku! 🥳🥳🥳

Jak się macie? Cali i zdrowi?

Normalnie, nie wiem jak Wy, ale ja się autentycznie czuję jak niedźwiedź wybudzający się ze snu zimowego 😜 🐻 Oj, ciężko wrócić do regularnego rytmu i porannego wstawania…ale to pewnie większości z nas 😉

Wiecie co! Ruszamy w ten na pewno wspaniały Nowy Rok z recenzją!

Powiem Wam tak: nie wiem co było/jest dla mnie cięższe: przestawienie się na znowu poranne wstawanie czy przeczytanie tej książki do końca 😂 ale, ale! Przeczytałam i są owoce!

Zacznijmy od początku.

Jak tylko zobaczyłam reklamę „Teologii dla początkujących” Franka J. Sheeda na profilu wydawnictwa W Drodze wiedziałam, że bardzobardzobardzo chcę tę książkę przeczytać.

Myślałam sobie „Ojacie! Teologia dla początkujących!” to coś w sam raz dla mnie!

Bo, mimo mojego „wykształcenia” oazowego i duszpastersko-studenckiego, uznaję z pokorą, że jakimś ogromniastym specem od teologii nie jestem – no halo – i że ja chętnie, bardzo chętnie się dokształcę.

Otwieram i czytam początek, no i myślę sobie: rewelacja! o.Janusz Pyda OP w swoim wstępie tak fantastycznie pisał o poznaniu Pana Boga rozumem. ROZUMEM! 🧐 Czaicie? Wooow, no, to przecież coś pięknego, też tak chcę! Ja też chcę poznać lepiej Pana Boga rozumem.

No to lecę rozentuzjazmowana dalej… i już w drugim rozdziale zrozumiałam.

Zrozumiałam, że to totalnie nie moja liga. NIE. MOJA. LIGA.

Ugh! Już Wam mówię co i jak.

Książka Franka J. SheedaTeologia dla początkujących” przedstawia podstawowe dogmaty wiary katolickiej. Tłumaczy je w taki sposób, żeby osoby wierzące rozumiały w co wierzą, a niewierzące rozumiały co odrzucają. Bardzo podoba mi się ten cel i w ogóle ta postawa/idea/umiejętność, skądinąd mogłoby się wydawać OCZYWISTA, żeby umieć wytłumaczyć dogmaty, w które wierzę.

Sheed przeprowadza nas przez pojęcia i rzeczywistości związane z naszą wiarą i odpowiada na pytania: czym jest duch? Czym jest dusza? Kim jest Trójca Święta?

(W moim odczuciu nie-sa-mo-wi-cie mocny akcent kładzie Sheed właśnie na dogmat o Trójcy Świętej. To jego konik).

Inne pytania, na które znajdziemy w książce odpowiedzi to: po co Bóg stworzył świat? Dlaczego potrzebne było odkupienie? Co to jest łaska uświęcająca? Jak zmieni się nasza relacja z Bogiem w niebie? Czym są sakramenty?

Patrząc na to wszystko z lotu ptaka, to są podstawy, ABSOLUTNE podstawy, które trzeba opanować, żeby po prostu być bardziej świadomym katolikiem. Bo zgadzam się z autorem, że nie możemy prawdziwie kochać kogoś kogo słabo znamy. Prawda?

No i dobra, no to próbuję poznać i zrozumieć.

I są momenty kiedy naprawdę wątpię w siebie.

Bo mimo że książka Sheeda ma rewelacyjny cel i świetną strukturę: wychodzimy od ducha, żeby lepiej zrozumieć kim jest Bóg, potem przechodzimy przez Trójcę Świętą. Dalej mamy człowieka – czyli świat materii, można by rzec. Potem grzech, odkupienie, Kościół, sakramenty, rzeczy przyszłe. Czyli struktura jak ta lala, wszystko ma ręce i nogi, jest logiczne i naprawdę drobiazgowo wytłumaczone… to poległam na języku.

Ugh! Niektóre zdania czytałam po trzy razy i NIE BYŁAM przekonana, żeby iść dalej 😅 Dużo podkreślałam, dawałam wykrzykniki przy ważnych fragmentach, a potem trafiały się takie gagatki, że musiałam dać odpocząć mojemu przegrzanemu mózgowi 😅 Podam przykład:

„Bóg jednak jest duchem, a duch nie zajmuje miejsca w przestrzeni. Tylko ciało potrzebuje przestrzeni. A jednak mówimy, że Bóg jest wszędzie. Jak może być wszędzie, jeśli w ogóle nie znajduje się w przestrzeni? Przyjrzyjmy się temu uważniej. Wszędzie to znaczy tam, gdzie jest wszystko. Zdanie, że Bóg jest wszędzie, znaczy, że Bóg jest we wszystkim. Byt duchowy jednak nie znajduje się w bycie materialnym tak jak woda w szklance. Musimy więc poszukać innego znaczenia słowa „w”.”

Innego znaczenia słowa „w”? Serio??? 🤯🤯🤯

Albo:

„I znowu wewnątrz natury boskiej Duch Święty jest Miłością., wyrazem miłości Ojca i Syna. Uświęcenie i łaska są darami, a dary są dziełem miłości: są przypisane Duchowi Świętemu. Łaska jest stworzonym darem miłości; Duch Święty jest niestworzonym darem miłości”.

Again, moja reakcja jest taka: 🤯🤯🤯

O mamo, czemu nie mogę tego skumać?

Co więcej, przyznaję się bez bicia, że jak kończyłam jakiś rozdział, to nieraz miałam taką myśl, że przeczytałam cały, zrozumiałam połowę, ale jeśli miałabym Ci coś, dobry człowieku, wytłumaczyć, to no chance. Nie umiem.

Zastanawiałam się nie raz, nie dwa, nie trzy, co jest z moim mózgiem nie tak.

A Z DRUGIEJ STRONY…tak sobie kminię.

Taka św. Bernadetta…założę się, że nie potrafiłaby wytłumaczyć dogmatu o Trójcy Świętej – tak jak Sheed by sobie tego życzył.

Inni święci. Św. Faustyna? Nie wiem, strzelam: Św. Dominik Savio? Święci Zelia i Ludwik Martin? Św. Kazimierz?

Jeśli moje przypuszczenia są słuszne i nie wszyscy święci potrafili wyłożyć dogmaty wiary, ale żyli według Ewangelii i kochali Boga z całych sił…to może nie jest to absolutnie koniecznie, żebym JA musiała?

A z TRZECIEJ strony…tak sobie myślę (po konsultacjach z mężem, który też czytał Sheeda, i który potwierdza tę trzecią stronę 😉), że pewnie nie wszyscy święci mieli dostęp do takiej teologii. A skoro JA mam…to nieskorzystanie ze źródeł byłoby świadomym wybraniem ignorancji. Bez sensu. Bez sensu, nie chcę tak.

Tak więc Frank J. Sheed ma rację i słuszność, że żeby kochać trzeba poznać. I widzę, że w moim przypadku potrzebna jest nie „Teologia dla początkujących”, ale jakaś „Teologia dla dummies”.

(Btw, słyszał ktoś, coś?)

Drodzy Czytelnicy, którym zależy na tym, żeby poznać Pana Boga rozumem i umieć wytłumaczyć sobie i innym w co wierzymy. Być może należycie do przepastnego grona odbiorców, którzy tę książkę łykną. Chapeau bas dla Was! Warto po nią sięgnąć, bo pięknie wykłada i tłumaczy naszą wiarę. Jeśli natomiast przeczuwacie, że może stanowić ona dla Was twardy orzech do zgryzienia albo obowiązkowe zajęcia z filozofii na studiach były dla Was zmorą 🙊, to podzielę się z Wami kilkoma myślami:

  1. Nie czytajcie tej książki do poduszki. Jest wysoce prawdopodobne, że zaśniecie po pierwszym przeczytanym zdaniu.
  2. Nie czytajcie tej książki w fotelu-killerze, po całym dniu pracy, umęczeni po kładzeniu dzieci spać. Jest wysoce prawdopodobne, że zaśniecie po pierwszym przeczytanym zdaniu.
  3. Mnie się  dobrze czytało tę książkę…w tramwaju. Jasno, „nieśpiąco”, przede mną ekscytujący dzień w pracy…to był dobry moment dla mnie na taką lekturę.
  4. Dobrze mnie się też czytało ją…na głos. Serio, rozumiałam o wiele więcej.
  5. Lepiej mi się czytało od ósmego rozdziału, który jest o naturze człowieka – tak więc jak już ktoś z Was przebrnie przez Trójcę Świętą, to z mojej bardzo subiektywnej perspektywy, potem będzie ciut lepiej. A jak dojdziecie do Kościoła, to będzie jeszcze lżej. Tak więc uzbrójcie się w optymizm i cierpliwość 😊!

Jaki jest owoc mojego czytania „Teologii dla początkujących” Franka J. Sheeda?

Czuję, że autor zaszczepił we mnie taką chęć i determinację, żeby zrozumieć lepiej dogmaty mojej wiary. Bardzo, bardzo chciałabym je umieć wytłumaczyć. Nie zasłaniać się zdaniem „to jest tajemnica wiary i zrozumiem to po śmierci”. To jest prawda, ale już tutaj na ziemi mogę (powinnam!) wiedzieć więcej. Cieszę się, że tę książkę mam, bo na pewno do niej wrócę. A na ten moment – w sumie, na ten ROK – mam cel poszukać i przeczytać coś, co będzie napisane dla …dummies 🙃

A może czytaliście coś o podobnej tematyce? Podzielcie się tytułami w komentarzach! 😉