Kategorie
Recenzje

Czego nie wiedzieliście o emocjach, a baliście się zapytać. Tak, Panowie, Wy też.

Czyli recenzja książki ks. Marka Dziewieckiego „Emocje. Krzyk do zrozumienia”.

Hej, mój drogi i moja droga! 😊

Jak spędziłeś lub spędziłaś weekend? Cieszysz się, że od dzisiaj znowu lasy i parki otwarte? Ja bardzo!

Już przebieram nóżkami, żeby regularnie wychodzić na spacery w jakieś bardziej urodziwe okolice niż dookoła bloku i nie kisić się w domu.

A dzisiaj z okazji poniedziałku, specjalnie dla Ciebie nowy post na blogu.

Słuchajcie, jeśli oglądaliście moje InstaStory jakieś dwa tygodnie temu to może pamiętacie, że mówiłam tam o takim swoim…no PROBLEMIE to może za duże słowo (albo boję się tego tak wprost nazwać 😂 – nie wiem), że nie zawsze udaje mi się moje emocje trzymać na wodzy. O tym, że mam momenty kiedy emocje biorą górę – po prostu się we mnie gotuje (jak w kreskówkach, że czubek głowy odskakuje w górę, słychać gwizdek i leci para jak z czajnika lub lokomotywy 😂) i zanim się zorientuję mówię słowa, które miały tylko zostać w głowie, a one – cholery jedne – wyskoczyły bez pozwolenia.

Też tak macie??

…Nie?

Shoot. 😕

Anyways, wtedy właśnie zdecydowałam, że kolejną lekturą, która wepchnie się na początek kolejki do czytania będzie książka ks.Marka Dziewieckiego „Emocje. Krzyk do zrozumienia”. Leżała na półce kupiona jakiś czas temu i – jak widać – czekała na swój moment. I się doczekała!

Powiem Wam, że ja mam u siebie na półkach sporo poradników 😂 takich psychologicznych albo okołopsychologicznych. No i myślałam, że sięgam po taki właśnie poradnik. Że dowiem się jak panować nad emocjami, albo jak bezpiecznie dawać upust swoim frustracjom, żeby nikt wokół mnie nie obrywał z tego powodu. I tak sobie myślę, kurka wodna, chyba się przyzwyczaiłam do artykułów internetowych „10 sposobów na…” 😂 Bo słuchajcie, ta książka to – w moim mniemaniu – nie jest typowy poradnik.

Ta książka to TRAKTAT o emocjach.

Definicje, naukowe podejście, rozkładanie na czynniki pierwsze, dążenie do sedna, do powodów, analizowanie wręcz czasami filozoficzne (a dla mnie to synonim ogromnej, wykraczającej poza moje zdolności rozkminy 😂) różnych stanów i sytuacji wewnętrznych. O matko!

No i co ja się dziwię? Przecież książkę napisał doktor psychologii.

No i jak zaczęłam w nią brnąć to miałam takie tyyyci ukłucie zwątpienia „czy to jest na pewno to, czego szukam?”.

Ale, słuchajcie, to co tam znalazłam, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Powiem Wam o trzech takich rzeczach.

Definicje oraz emocje kontra racjonalizm

Już na początku ks. Dziewiecki zadaje pytanie „do czego emocje są nam w ogóle potrzebne?”. I wskazuje, że przecież mało kto chlubi się z tego, że jest człowiekiem wrażliwym emocjonalnie. Raczej jest na odwrót, prędzej zdarza się, że ktoś wypina dumnie pierś, gdy uważa się za człowieka na wskroś racjonalnego. Sami chyba na co dzień widzimy, że emocje mają słaby PR, prawda? Natomiast co mówi o nich autor:

„Emocje są przekaźnikiem ważnych informacji o nas samych i o naszym życiowym położeniu.”

Czyli za każdym razem kiedy czegoś doświadczamy – a doświadczamy czegoś 24 godziny na dobę – to jakaś emocja nas o tym informuje. No i dojrzały człowiek potrafi tę informację odpowiednio przetworzyć i coś z nią dalej zrobić.

I, wiecie, to się może wydawać absolutnie oczywiste, a jednak jak się o tym czyta, jak to się słyszy od autorytetu to ma zupeeełnie inny wydźwięk (przynajmniej dla mnie) i wtedy czujesz, że to jest naprawdę serious business. Że na emocje nie można sobie ot tak machnąć sobie ręką, tylko one naprawdę są nam niezbędne. Jest emocja i ona nie jest tylko po to, żebyśmy się wyrażali, żebyśmy coś CZULI, żeby było nam miło lub niemiło, ale ona. coś. do nas. gada.

Co więcej!

Ks. Dziewiecki zauważa bardzo ciekawą rzecz, mianowicie emocji NIE DA się oszukać, natomiast myślenie DA SIĘ oszukać. Popatrzcie, mogą być przecież ludzie, którzy wyrządzają drugiemu człowiekowi krzywdę, jakąkolwiek (albo również sobie samemu! np. wszyscy, którzy wpadają w nałogi), a jednocześnie mogą sobie samemu wmawiać, że przecież oni są w porządku, że czego się ludzie czepiają, że oni są przecież pucuś glancuś. I mogą tak żyć całymi latami. I w ten sposób manipulują swoim myśleniem.

Jak to przystępnie autor napisał:

„Bóg przewidział, że jeśli dałby nam wyłącznie zdolność myślenia, to w sytuacjach kryzysowych, w których prawda o sobie samym niepokoi danego człowieka, używalibyśmy umysłu jedynie po to, by uciekać od prawdy o sobie i by nałogowo samych siebie oszukiwać. Bóg zna nas na wylot i dlatego dał nam emocje, które pełnią w nas i w naszym życiu jakże potrzebną i czasem ratującą nas przed klęską rolę drugiego obiegu informacji.”

I fragment, przy którym dałam trzy wykrzykniki:

„Emocje nie dość, że mówią mi prawdę (także wtedy, gdy w myśleniu od niej uciekam), to jeszcze mobilizują mnie, bym z tej prawdy zrobić roztropny użytek”.

To jest hit. Skoro ta emocja do mnie gada, to ja nie powinnam jej ignorować, szczególnie jeśli to jest TRUDNA/bolesna emocja. Tylko najlepiej zatrzymać się, nadstawić wewnętrznego ucha i zidentyfikować co też ona tam chce mi przekazać.

Perełki

W książce mam sporo fragmentów, które podkreślałam, zakreślałam, łączyłam klamrą lub stawiałam przy nich wykrzykniki. Oto kilka z nich.

„Gdy ktoś nas niesłusznie atakuje, to człowiek dojrzały emocjonalnie reaguje wtedy spokojem i nie traci pogody ducha”.

Aha, mhm, tia, już to widzę u siebie. Tzn. ja sobie siebie taką potrafię wyobrazić 😁 , ale kiedy próbuję przypomnieć sobie jakiś moment, kiedy na niesłuszny bądź też słuszny atak zachowałam spokój i pogodę ducha… Kurczę blade. Niedobrze, niedobrze.

Kolejna perełka, która mnie zatkała:

„Mogę zmieniać siebie na tyle, na ile siebie pokocham. To miłość, a nie złość nas przemienia”.

No i weź dyskutuj się z tym.

Ks. Dziewiecki też nieraz przywołuje takie stwierdzenie, że żeby wyleczyć bolesną przeszłość, w pierwszej kolejności trzeba zadbać o radosną teraźniejszość.

Co to jest ta radosna teraźniejszość? – tak sobie myślę.

Czytam dalej i zaczynam tak to sobie układać w głowie: radosna teraźniejszość to nie jest stawianie na częste , chwilowe przyjemności, ale jest to życie poukładane w różnych sferach. No i tak w pierwszej kolejności to powinno być poukładana sfera relacji z Panem Bogiem, potem poukładana sfera relacji z najbliższymi, potem poukładana kwestia pracy itd. itd. I jak o te ważne dla nas aspekty życiowe będziemy dbać, będziemy je pielęgnować, to osiągniemy tę prawdziwą radość, nie chwilową, tylko taką radość na poważnie 😊 I to dopiero jest punkt wyjścia do zajęcia się bolesną przeszłością.

Przyczyny, przyczyny, przyczyny

Ostatnia i chyba dla mnie najważniejsza rzecz. Tak, zdecydowanie grand finale, gwóźdź programu i crème de la crème. To jest dla mnie absolutnie niesamowite, że tak często autor wraca do tej (jak się okazuje) prawdy, że jeśli doświadczamy bolesnych emocji, to trzeba znaleźć co za tym stoi. Trzeba znaleźć jej przyczynę.

Japierdziu. Wiecie, to jest dla mnie mind-blowing. To jest dla mnie zupełnie nowe spojrzenie na moją emocjonalność. Być może większość z Was robi właśnie facepalm i myśli sobie „Benia…no weź…serio?”, ale wiecie co? Ja przez całą moją świadomą dorosłość, kiedy doświadczałam bolesnych emocji to zadawałam sobie (i innym) pytanie JAK ja mam te emocje bezpiecznie z siebie uwalniać? Rzucać talerzami? Walić pięścią w ścianę? Tupać nogami? A może coś innego: „jestem oazą spokoju” i słuchanie muzyki relaksacyjnej zaraz po sprzeczce z mężem? Kurka wodna! A tutaj mi ksiądz mówi, że kobito, weź się w pierwszej kolejności zastanów co one do Ciebie mówią, te emocje Twoje. Co jest przyczyną tego, że one w ogóle się pojawiły? Dlaczego Cię denerwuje to, co Cię denerwuje? Skąd się bierze to uczucie irytacji? Frustracji?

Ja nie mogę! Wiecie, ja mam kilka zalążków odpowiedzi na te pytania, ale dla mnie to jest w dużej mierze niezbadany ląd! Ja się, moi Drodzy, pakuję i ruszam w podróż poznania siebie.

„Człowiek dojrzały emocjonalnie nie tylko wie, co przeżywa, ale też rozumie, że te bolesne przeżycia nie biorą się znikąd. (…) One są jedynie sygnałem problemu. Dobrze, że taki sygnał się pojawia, bo wtedy możemy lepiej zrozumieć naszą obecną sytuację życiową”.

Zdumiewające!

A Wy jakie macie zdanie o emocjach? Czy z natury jesteście „oazami spokoju”? 🌴

W odpowiedzi na “Czego nie wiedzieliście o emocjach, a baliście się zapytać. Tak, Panowie, Wy też.”

Tak jak piszesz Beniu: emocja do Ciebie „gada”. Nasze emocje są efektem naszych myśli- to pewne i warto się im (myślom) przyjrzeć, żeby móc skutecznie pracować nad emocjami. W temacie bardzo polecam książki i bloga Agnieszki Maciąg i wykłady Jarosława Gibasa.

Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s